Archive for Listopad 2011

Jak na garbatego, to jestem prościutka

30 listopada 2011

Zaczynam zapominać nazwiska. Widzę człeka, wiem kto zacz, a z nazwiskiem ani rusz. Pustka. Ola wysłała mnie dziś do neurologa, bo się przestraszyła tego mego zapominania. Poszłam, choć wiedziałam, że to raczej norma w moim wieku. Pani doktor, też w moim wieku – chi chi – sama zapomniała nazwisk dwóch kolegów, doktorów –  przyznała się, potem zapomniała włożyć papier w drukarkę i źle wydrukowała receptę. Jeszcze potem spytała czy dobrze śpię (tak), czy mnie boli głowa (nie, nigdy), co mnie jeszcze boli (nic), potem popukała to tu i tam (skakało jak miało), no i wysłała mnie do domu 🙂 Jak na garbatego, to jestem prościutka. I pamiętam, jak się nazywam. Jeszcze.

Reklamy

Sikorski o nowej Europie

29 listopada 2011

Gdy nasz minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski chciał zburzyć Pałac Kultury – pukałam się w głowę. Gdy teraz mówi o nowej Europie – przyklaskuję. W końcu dyskusja i podniesienie problemów na miarę czasów, problemów, wyzwań i zagrożeń. Byłam z niego dumna. Autentycznie.

Dojna krowa

29 listopada 2011

Portal Money donosi, że „nawet jedną trzecią swojego budżetu, Polski Związek Piłki Nożnej wyda w tym roku na działaczy. Najwięcej zgarnie prezes Grzegorz Lato – ponad 600 tys. złotych. Okazuje się, że na szkolenie i wyposażenie narodowej drużyny związek wyda ponad dwa razy mniej niż na swoich członków. – Finanse związku są tak mętne, że do końca dokładnie nie wiadomo na co wydawane są pieniądze – mówi Money.pl jeden z głównych krytyków obecnych władz, członek zarządu PZPN  Jacek Masiota”.

PZPN dojną krową i do tego skorumpowaną?

„Pierwsza Brygada” w hołdzie Dmowskiemu

28 listopada 2011

Prof. Andrzej Gralicki napisał dla „Przeglądu” tekst pt.  HISTORIA lukrem pisana. Zadydedykował  go „Europosłowi Jackowi Kurskiemu, który wygłosił w TVN tezę, że lewica nie miała nic wspólnego z odzyskaniem przez Polskę niepodległości”. Ponieważ samą mną to mocno wstrząsnęło (pisałam doktorat z czasów I wojny światowej, w którym tzw. lewica niepodległościowa miała swoje niepoślednie miejsce), zacytuję tu kawałek Garlickiego:  „11 listopada zgromadzeni pod warszawskim pomnikiem Romana Dmowskiego odśpiewali <My, Pierwsza Brygada”, co można określić jako chichot historii. Uczczono bowiem przywódcę obozu narodowego pieśnią jego śmiertelnych wrogów – piłsudczykow. Świadczy to o całkowitej nieznajomości historii, utrwalanej przez rocznicowe debaty poświęcone odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. Można w nich znaleźć stwierdzenie, że przy narodzinach II RP zaistniał swoisty treuga Dei, czyli pokoj boży zakazujący starć pomiędzy głównymi obozami politycznymi w Polsce, którymj patronował Piłsudski i Dmowski. Byłoby to świadectwem wielkiej dojrzałości ówczesnych elit politycznych, lecz niestety rzeczywistość była odmienna”. Warto poczytać dalej, i „Przegląd” sobie kupić – całego artykułu nie streszczę niestety.

Liczę

28 listopada 2011

Usłyszałam ostatnio w TVN, i to chyba od min. finansów Rostowskiego, że firmy nie buduje się na marketingu lecz na matematyce. Myślę, że i – i . Marketingu na studiach nie miałam, za to z matematyki zawsze byłam dobra, olimpijka nawet. No więc wracam do korzeni i zaczynam wszystko liczyć: przychody, rozchody, stałe i zmienne, niezbędne i ponadnormatywne. Najlepsze zajęcia w kryzysowych czasach. Na razie mi wychodzi, że dobrze mi było przez te wszystkie lata. A dziś? Dziś potrzebna racjonalizacja, czyli zaciśnięcie pasa. A i pas mam, hmmmm, raczej grubiutki, więc jest się z czego odchudzać: i symbolicznie i, praktycznie. W tamtym tygodniu oddałam zaliczkę na nowego volkswagena. Pojeżdżę starym, a raczej postoję, bowiem za blisko mam do redakcji by jeździć (z Nowego Światu na ulicę Bracką).

Saga rodu Forsyte’ów, czyli jestem lewicową konserwatystką!

27 listopada 2011

Czytam po raz wtóry Sagę rodu Foryte’ów Johna Galsworthy’ego. Pierwszy raz miałam te tomy w ręku, gdy byłam w szkole średniej. Był gdzieś początek lat 70-tych. Minęło od tej chwili lat prawie 40, zmienił się ustrój, ja z młodej panny stałam się babcią i wszystko czytam od nowa – dosłownie i w przenośni. Zwracam uwagę na fragmenty, które w ogóle wtedy mnie nie interesowały: strajk i bezrobocie były dla mnie wówczas (początek ery gierkowskiej) pojęciami abstrakcyjnymi, z innego ustroju, kryzys i problemy walutowe – poza mymi zainteresowanami, praktyka firmy reasekuracyjnej – nudy na pudy. Interesowała mnie miłość, zwłaszcza nieszczęśliwa, obyczaje, zwłaszcza te wolne, i chyba mało co więcej. A teraz siedzę, czytam wolniutko i z tak ogromną przyjemnością…

Jako człowiek ubezpieczeń zagłębiam się w kontraktach reasekuracyjnych firmy, w której zarządzie byl stary Soames; jako politolog z wykształcenia śledzę obrady Izby Gmin (dlaczego u nas przedstawiając posła nie mówi się tak jak w starej Anglii: „Poseł Ziemi Łódzkiej”?), a najbardziej śledzę rozważania o kondycji człowieka, naturze kapitalizmu (wtedy też był kryzys, ale jeszcze nie ten Wielki Kryzys). No i rozumiem znacznie lepiej starego Soamesa, z Nowoczesnej komedii. Wtedy dzieliło mnie od niego przeszło pół wieku, nie mówiąc o ustroju i stanie posiadania, teraz jest to zaledwie lat kilkanaście. Urodziłam się dokładnie 100 lat po nim: on w 1855, ja w 1955. Cudowną sprawą jest powrót do starych, dobrych, mądrych lektur. Podoba mi się jego konserwatyzm i zastanawiam się, czy można być lewicową konserwatystką???

Ja, pierwsza naiwna

25 listopada 2011

Niedawno pytałam na tym blogu, w trakcie afery orłowej, czy nie ma ludzi honoru w PZPN? i przypominałam przedwojenny Kodeks Boziewicza. Oooooooo, pierwsza naiwna. Pan Lato i Kręcina pod kodeks honorowy po prostu nie podpadliby. Nikt ich nie mógłby wyzwać na pojedynek. Okazuje się po dzisiejszych rewelacjach telewizyjnych z nasłuchami wychodzi na to, że jeśli podpadną, to raczej pod kodeks karny.

Ptak, co nie lata, czyli NIELOT

25 listopada 2011

– To, co przedstawił Tusk, to jest ptak z jednym skrzydłem, a takie stworzenie nie lata – Leszek Miller o propozycjach rządowych. Jest nawet nazwa na takie ptaki:  NIELOT.

Dla Emilki wierszyk przedświąteczny

25 listopada 2011

Gdy listopad w mgle utonie,

kiedy chuchać trzeba w dłonie,

gdy Emilka uśmiechnięta –

znaczy…  już niedługo Święta!

Wszystko pachnie grzybami!

24 listopada 2011

Przed chwilą otworzyłam paczkę od Ewy Mgiełki i cały mój dom zapachniał Świętami, bo dla mnie zapach suszonych grzybów od razu tak się właśnie kojarzy. Nie wytrzymam zresztą do Świąt: jutro pani Lucynka ugotuje nam zupę! Ja już grzybki zamoczyłam (więcej podgrzybków, mniej prawdziwków – jestem oszczędną gospodynią), wstawię na mały ogień i mniam, mniam, mniam! Z grzybków wyskoczył też mały aniołek (a może skrzydlaty faun?) siedzący na kolumnie i grający na piszczałce i kartka ze świątecznymi życzeniami. Pierwsza kartka świąteczna. Tak jakby Ewa Mgiełka wiedziała, że dla mnie listopady zawsze były trudne i tą świąteczną nadzieję oraz dziesiątki grzybowych wspomnień, przysłała mi w darze. I rzeczywiście jest mi lepiej. Dziękuję Ewo Mgiełko.