Archive for Marzec 2011

Konik z Pirenejów

26 marca 2011

Dzisiaj nad ranem padał śnieg, potem w dzień też padał śnieg, a Adam Małysz nie mógł długo wykonać swego ostatniego skoku, a na tym zdjęciu jest pierwszy śnieg w Pirenejach. Był koniec października 2008 roku. Konik jak z bajki. Niewinny. I śnieg był biały i niewinny. Tylko ja – choć na pielgrzymce do Lourdes – już nie tak niewinna. 🙂

Reklamy

Stary, dobry Kosidowski

26 marca 2011

Czytam po kawałku stare „Opowieści biblijne” Zenona Kosidowskiego (wyd. z 1972 r.) i doszłam do mojej Aszery, choć on pisze Asztarte, wcześniej objaśniając, że oba imiona używano często zamiennie, zwłaszcza w samym Kanaanie. „W Mispah odkopano ruiny dwóch świątyń, Baala i Jahwe, które stały blisko siebie i pochodziły z IX wieku pne. Zastanawiające było jednak to, że w gruzach obu Świątyń znaleziono mnóstwo statuetek bogini Asztarte. Archeologom nasunęło to podejrzenie, że mieszkańcy Szechem zrobili z niej małżonkę Jahwe. Nie jest to hipoteza tak fantastyczna, jak by na pierwszy rzut oka się wydawało. Że tego rodzaju synkretyzm był wśród Izraelitów możliwy, mamy dowód z epoki póniejszej. Po upadku Jerozolimy [571 pne] pewna grupa uchodźców judzkich osiadła na wyspie egipskiej Elefantynie, leżacej przy pierwszej katarakcie Nilu pod Assuanem. Zbudowali oni tam wspólną świątynię dla Jahwe i jego małżonki Asztarte, występującej pod kananejskim imienim Anat-Jahu”.

To co przed 40. laty pisał obrazoburca Kosidowski, teraz pisze oxwordzka teolożka. aż cały Internet się trzęsie. Myślę, że pan Zenon, gdziekolwiek jego duch jest, ma powód do satysfakcji. Mąż mój dzisiaj przypomniał, że robił z nim jeszcze wywiad z latach 60. jako młody dziennikarz „Życia Warszawy”.

http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/node/12446 I jeszcze jeden link – do Przeglądu i artykułu z 2008 r. na ten sam temat, czyli Aszery, żony Pana Boga.

„Pologne” o masonerii i masonach

26 marca 2011

Była u mnie dziennikarka z francuskojęzycznego pisma Pologne. Majowy numer miesięcznika ma być w sporej części poświęcony polskiej masonerii, w tym kobiecej związane z Francją. Dziennikarka była młoda, prawie przez całe życie mieszkała we Francji, na masonerii dopiero się poznaje. W przyszłym tygodniu dostanę tekst do autoryzacji. Ciekawe, jak wybrnie z tego tematu rzeki. Rozmówcami byli także prof. Tadeusz Ciegielski z Wielkiej Loży Narodowej, Jerzy Dworak z Droit Humain, Waldemar Gniadek – Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Polski, Wojciech Giełżński z WWP. Wiadomości były zatem prosto ze źródła.

Masoński Czarodziejski flet

25 marca 2011

 Byłam wczoraj wraz z siostrami z lóż Prometea oraz Gaja Aeterna w Multikinie na transmisji na żywo opery „Czarodziejski flet”  z Teatro alla Scala w Mediolanie, z jednej z nasłynniejszych scen operowych na świecie. Prapremiera słynnej dwuaktowej opery z muzyką Wolfganaga Amadeusza Mozarta i librettem Emanuela Schikanedera odbyła się w we wrześniu 1791 r. w Wiedniu, czyli 220 lata temu. „Czarodziejski flet” opowiada uniwersalną historię o miłości, poświęceniu, podstępie i pragnieniu władzy jest w niej także wiele elementów masońskich, i sam mozart, jak powszechnie wiadomo, i autor liberetta, co wiadomo rzadziej, byli wolnomularzami..

W Wirtualnym Wielkim Wschodzie znalazłam stary tekst prof. Ludwika Hassa na ten temat, tu tylo kilka wierszy: „”Hymnem pochwalnym na cześć filozofii <sztuki królewskiej> i jej komórki organizacyjnej, czyli loży oraz braterskości wolnomularzy, brzmi aria Sarastra: W świątyni świętych progach nieznany zemsty jad. Gdy człowiek zmyli drogę/ przez miłość znajdzie ślad./ Przyjazna go skieruje dłoń, by lepszych światów szukał on./ (…) Tu każdy w murach świętych/ bliźniemu bratem jest/ tu zdrada się nie pleni/ wróg znajdzie łaski gest./ Lecz komu obca mądrość ta / człowiekiem tego trudno zwać (akt II, scena 12, nr 15).

Wynikającą stąd perspektywę zarysowuje w innym miejscu chór, śpiewając: Gdy prawdy i miłości blask / tajemnic drogą wiedzie nas / (…) to w raj się zmienia ziemski krąg, / śmiertelni równi bogom są / bogami stają się (akt I, scena 19).

 

 

Minął rok, jak jeden dzień

22 marca 2011

Aszera, czyli żona Pana Boga

17 Marzec 2010

Ale świetny tekst przeczytałam w dodatku do Focusa – Historia. Jego tytuł brzmi: Pani Pana, a napisała go wykładowczyni historii starożytnej w Instytucie Historycznym UW Krystyna Stebnicka. Artykuł jest o… żonie Pana Boga, bogini nazywającej się Aszera. Są jej ślady zarówno w Starym Testamencie, jak i w wykopaliskach archeologicznych. Okazuje się, że jest wiele dowodów na to, iż kult Aszery, bogini żeńskiej (a przecież boginie występowały we wszelkich religiach starożytnych), skończył się dopiero po powrocie Żydów z Niewoli Babilońskiej, czyli w czasach tzw. Drugiej Świątyni. Natychmiast napisałam o tym wierszyk:

Moja siostro droga, czy znasz może imię żony Pana Boga?

Jej imię brzmiało: Aszera, a niech ją jasna cholera!

Pan Bóg nie był żonaty, samotnie wchodził do chaty.

A kto mu ogrzewał łoże?

Nikt ! – biedny Pan Bóg – O mój Panie Boże…

Cieszę się, nie gniewam!

22 marca 2011

Napisał do mnie autor przetłumaczonego z  j. angielskiego tekstu o teorii angielskiej pani teolog, iż Aszera była niegdyś żoną Jahwe; przepraszał, chciał usuwać swój tekst. „Nie wiedziałem – pisał – że ten blog istnieje”. Ja się zdumiałam, bo do głowy mi nie przyszło gniewać się na niego! Wręcz odwrotnie, ucieszyłam się, że ta tematyka frapująca mnie od roku, tylu innych ludzi też w końcu zainteresowała. „W kupie siła”! – odpowiem zatem staropolskim powiedzeniem. Ale też naszła mnie myśl, iż to, co doktor Krystyna Stebnicka z Uniwersytetu Warszawskiego napisała rok temu w wydaniu marcowym pisma Focus Historia, nie cieszyło się niestety aż takim wzięciem, jak ten tekst angielski, pani teolog z Oxfordu. „Cudze chwalicie, swego nie znacie… Dzisiaj jakoś staropolszczyzny mnie się zachciało”. 🙂

Aszera – żona Boga. Teoria brytyjskiego teologa

22 marca 2011

Już wiem skąd to zainteresowanie Aszerą. Otóż wczoraj w internecie nieznany mi Kami Kurowski opublikował tekst na ten temat. ” Bóg miał żonę, którą czczono w Świątyni w Jeruzalem. Tak przynajmniej uważa brytyjska wykładowczyni na Oxfordzie Francesca Stavrakopoulou. I znajduje wiele dowodów na potwierdzenie swojej tezy – pisał pan Kamil. Ma rację czy może szuka na siłę sensacji? Przeczytajcie i zdecydujcie sami.  W 1967 roku Raphael Petai stał się pierwszym historykiem, który wspomniał, że starożytni Izraelici czcili zarówno Jahwe jak i Aszerę. Teoria zyskała nowe znaczenie w związku z badaniami Franceski Stavrakopoulou, która rozpoczęła pracę w Oxfordzie, a obecnie pracuje jako wykładowca na wydziale teologii i religii Uniwersytetu w Exeter.  Informacje prezentowane przez Stavrakopoulou w wykładach, książkach oraz artykułach naukowych stały się podstawą do nakręcenia trzy odcinkowej serii dokumentalnej (obecnie prezentowanej w Europie), w której omawia relacje między Jahwe a Aszerą.

Więcej w: http://siecioholik.pl/aszera-zona-boga-teoria-brytyjskiego-teologa/. Jak da się zauważyć, nawet ilustracja jest identyczna, no i wszystkie tezy na temat intymnego związku Aszery z Jahwe, o czym piszę od roku. Fajnie jest 🙂

http://news.discovery.com/history/god-wife-yahweh-asherah-110318.html#mkcpgn=rssnws1 A to link do tekstu źródłowego po angielsku z News Discovery z 18 marca, z którego cytowany przeze mnie autor wziął informacje.

Aszera w centrum zainteresowania

22 marca 2011

Ciekawe zjawisko obserwuję, od czasu akcji „Świt Odysei”, w internecie nastapił gwałtowny wzrost zainteresowania… Aszerą. Wyszukiwarki się grzeją, a oglądalność mego bloga rośnie. Nijak nie wiem dlaczego tak się dzieje, bo Aszera, jak sobie żyła i istniała w zaświatach, tak żyje i istnieje. Prawie zapomniana. A tu okazuje się, że też dla niej świta…

Pierwszy dzień wiosny

21 marca 2011

W pierwszym dniu wiosny miałam cudny sen: zatoka, wschodzące (lub zachodzące) słońce a nad tym wszystkim fruwające ptaki i… ryby. Całe stada! Widok kolorowy, rozświetlony, radosny – właśnie jak na pierwszy dzień wiosny.

„Świt Odysei”

19 marca 2011

Wychodzimy z jedną młodą siostrą z loży po uroczystości inicjacji trzech nowych masonek (świetnie wszystko wyszło), ja zamykałam lokal, a tu przychodzi do Joasi esemes: Francja zaatakowała Libię. A więc wojna. W domu dowiaduję się, że akcja – nie tylko francuska jak się okazuje – nosi kryptonim „Świt Odysei”. I tu mi przychodzi refleksja. Gdy myślałyśmy nad nazwą nowej loży, różne pomysły się pojawiały. Ja strasznie chciałam Odyssei (Odyssea), ale przegrała w końcu z Gają. No i dobrze, że przegrała, bo miałybyśmy teraz „wojenną” lożę z militarnymi skojarzeniami, a tak mamy Matkę Ziemię, czyli Gaję. Ufff, Wielki Architekt czuwał nad polskimi masonkami 🙂