Archive for the ‘z filmu’ Category

Scenariusz na miłość

30 listopada 2014

„Fajny film dzisiaj widziałam…” Momenty były?  Właściwie nie było, jak to w romantycznej bajce dla dorosłych po przejściach (radzę iść na ten film tylko takim, czyli „po przejściach”, a najlepiej po rozwodach i załamaniu kariery). Recenzenci zarzucają filmowi Scenariusza na miłość, że jest aż do bólu przewidywalny, czyli schematyczny. A ja pytam: A jakie są bajki? Są do bólu przewidywalne. Bo i takie mają być: dobro ma zostać nazwane, zło przegrać, dobrzy bohaterowie mają zwyciężyć, a najlepiej ożenić się (rycerz z królewną, po zabiciu smoka). Ponieważ jak milionom widzów podobają mi się takie filmy, to nieraz pytam siebie po cichu: „Jesteś babo schematyczna, banalna, przewidywalna”!… Pewnie jestem. Jak dziecko, które chce mieć jasne kryterium dobra i zła, mieć świat uporządkowany. Ponieważ tak mało tego w realnym świecie, a jak nawet to dobro jest, to skutecznie ukryte bądź zagłuszane, to takie filmy są jak odtrutka. Mój ulubiony Hugh Grant nie zawodzi. Wyczytałam, że nie miał ostatnio wiele szczęścia i ponoć w Scenariuszu na miłość wiele jest z jego biografii, to i gra bardzo autentycznie. I swego uroku nie traci, choć to już chłopiec dobrze po 50. „Nie ma takiego momentu, od którego nie można by zacząć życia na nowo” – mówimy sobie po wyjściu z kina. Kto tak zaczynał, zrozumie. Kto to jeszcze ma przed sobą… to niech wybierze się na coś innego. 🙂

Kloss wiecznie żywy

27 listopada 2014

Bardzo smutno mi się zrobiło, gdy na FB przeczytałam informację, że umarł Stanisław Mikulski, odtwórca roli kapitana Klossa. Stawkę większą niż życie oglądałam w jej pierwszym wydaniu, pod koniec lat 60., potem śledziłam jej losy w nowej Polsce: gdy ją wymazywano, bo z gruntu niesłuszna ideologicznie, gdy ją dawano wraz ze stosownym, „słusznym”, komentarzem, gdy ją sprzedawano na DVD (mamy kilka odcinków w domu), gdy wreszcie na kanale Kino Polska puszczano ją non stop, bo zwyciężyła. Wygrało po prostu dobre kino, scenariusz, aktorstwo. Powiedzonka o kasztanach na Placu Pigalle, „Bruner, ty świnio” weszły do potocznego języka. Jak mi jest podle i źle, sięgam po stare, ulubione lektury (np. Anię z Zielonego Wzgórza aktualnie do poduszki) lub filmy. Kloss okaże się moim zdaniem „wiecznie żywy”.

Medicus, czyli pochwała wiedzy i tolerancji

4 maja 2014

Byliśmy z Adamem na filmie Medicus. Recenzent Wyborczej napisał, ze jest to film łopatologiczny i z dłużyznami. Lubię jak łopatologicznie, wolno i należycie opowiada mi się piękną historię o potrzebie zgębiania wiedzy, tolerancji i szacunku dla różnych przekonań religijnych, niezgody na fundamentalizm, potrzebie dobra i miłości. Film powinni obejrzeć wszyscy, którzy narzekają na stan polskiej służby zdrowia, czyli wszyscy rodacy. 🙂 O Avicennie, czyli Ibn Sina uczyłam się dawno, dawno. Trochę bajkowo, ale przypomniałam sobie tę wspaniałą postać.

Tajemnica Filomeny

23 lutego 2014

Wrócilismy właśnie z kina, z filmu „Tajemnica Filomeny”. Kto może, niech idzie. Trochę to będzie trudne do przełknięcia dla przeciętnego Polaka-katolika, bo gorzkie, ale gorycz wcale nie dominuje. Jest i zadumanie, i nostalgia, i gniew, i tęsknota, i miłość. Jest w końcu zetknięcie dwóch światów: prywatnych uczuć z dziennikarskim, opisującym czy raczej grającym na emocjach. Patrząc na to, co się dzieje dziś, to jakby zetknąć ze sobą dwie narracje z Ukrainy: analizy geopolityczne z tragedią matki, która straciła syna na Majdanie. Tutaj w filmie też mamy stratę: matki, poszukującej adoptowanego syna. Matka była małoletnia, a adopcja właściwie przymusowa. Pośredniczyły w niej bogobojne irlandzkie zakonnice. Film nie krzyczy, ale mówi. Śmialiśmy się prawdziwie, gdy główna bohaterka opowiada swemu towarzyszowi – dziennikarzowi koszmarne romansidło, ale powórna opowieść kolejnego romansu na koniec, już wzbudzała dobry uśmiech i zrozumienie. Historia poza wszystkim prawdziwa. Adopcje dzieci w Irlandii prowadzone przez zakonnie liczone były w wielu setkach – były to lata 50-te. Do dziś niektóre matki szukają swoich dzieci, głownie w USA. Jednym słowem świetne kino, wybitna kreacja aktorska głównej bohaterki, film nominowany do 4. Oscarów.

Moje menażki

16 lutego 2014

Film Smak curry godny obejrzenia. Ciepły, mądry, oszczędny, nostalgiczny… Głównym bohaterem filmu jest menażka, a raczej ich zestaw, w którym nosi się jedzenie, przyrządzane przez zaniedbywaną, śliczną hinduskią żonę. Zamiast do męża, jedzenie w tychże menażkach – przez pomyłkę rzecz jasna – trafia do samotnego wdowca, który wybiera się na wcześniejszą emeryturę. Zaczyna się smakowanie potraw i korespondencja na kartkach. Więcej nie napiszę, bo niby w tym nie ma żadnej akcji, a jest wszystko co nieszczęśliwym ludziom potrzebne, czyli nadzieja na bliskość i uczucie.

Mnie jednak te menażki zawiodły zupełnie gdzie indziej, tak samo jak w filmie. Już po pięciu minutach smakowania filmowego obiadu, ja przeniosłam się w świat dzieciństwa, do Kudowy-Zdroju, gdzie urodziłam sie i mieszkałam do końca szkoły podstawowej w 1970 r. I nosiłam obiady w menażkach. Nie lubiłam tego. Jeszcze niedawno o tym wspominałam mamusi. I nagle, te filmowe menażki, coś zrobiły z mymi wspomnieniami i ujrzałam sercem, poczułam smak i zapach – bułeczek maślanych z rodzynkami, które raz na jakiś czas serwowano kuracjuszom w sanatorium nr 5 na kolacje. Zamiast jednej czy dwóch, przynosiłam do domu nieraz i 5 takich świeżutkich, pachnących bułeczek, bo mój tata był w latach 50-tych kierownikiem tegoż sanatorium, panie kucharki bardzo go lubiły (znalazłam ostatnio jego zdjęcie z kucharkami, kelnerkami przy wielkich garach) i w związku z tym moje menażki były pełniejsze niż powinny zważywszy na bloczek, który oddawałam. Niedawno taką maślaną bułeczkę z rodzynkami ujrzałam w piekarni w pobliżu redakcji, ale nie kupiłam, bo  figura nie ta co w Kudowie… 🙂

Smak curry

16 lutego 2014

Wybieramy się zaraz z mężem do kina na film pt. Smak curry. Zatęskniłam za innymi klimatami, nastrojami, smakami. Podoba mi się zdanie z recenzji Pawła T. Flisa: „Menażka z pysznym obiadem rewolucji zacząć oczywiście nie może. A przecież, choćby po twarzach głównych bohaterów, widać, że zmienić może całkiem wiele”. Po południu zdam relację.

Papusza

8 grudnia 2013

Poszliśmy dzisiaj w mężem na Papuszę. Ma w sobie ten film, jak los poetki, piękno, tragizm. Jest tak zrobiony, że do mnie przemawia „przez skórę”. Wzruszenie brało mnie za gardło, w domu zasnęłam, zmęczona, jak po jakiejś ciężkiej pracy. Przejmujące. Kojarzył mi się film o Andrieju Rublowie Tarkowskiego. I tak czekałam, aby jak tam, po surowych, lecz poetyckich, czarno-białych obrazach rozbłysły kolory: w Rublowie ikon, tu – barwnego cygańskiego taboru. Niestety, tego nie było. Czytałam, że film składa się z odrębnych obrazów, nie układających się w ciąg chronologiczny. Ja mam skojarzenie z talią kart, z której wróżą Cyganki. Obrazy w filmie są jak niby przypadkowo wyciągane z talii karty, układają się one ostatecznie w Los. Tak myślę o tgym Losie Papuszy, czy to, że trafiła do historii poezji, warte było złamanego życia? A może bez tego złamania, nie byłoby tych wierszy w ogóle? Piękny, piękny, piękny film. Idźcie!

Wenus nie Diana

10 listopada 2013

Byliśmy dziś w kinie na Wenus w futrze Polańskiego. Niesamowita gra aktorów! Dialog, od którego oczu i uszu oderwać nie można. Niby śmieszny, a trochę straszny. Taki pastisz na seksizm obecny wszędzie. Dla mnie to było WIELKIE ODKRYCIE jeszcze z innego powodu. Sporą „rolę” odegrał w filmie Polańskiego obraz Tycjana Wenus z lustrem. Aż jęknęłam głośno, gdyż ja pod starą kopią tegoż obrazu śpię od lat 33! I przez ten cały czas myślałam, że śpię pod kopią Diany Rubensa, a śpię pod kopią Wenus z lustrem Tycjana. Ot, nieuctwo wyszło na jaw, no, ale teraz już jestem Oświeconą istotą. 🙂

PS A tyle się w życiu nagadałam o rubensowskich kształtach tak a propos tej „Diany”!

Pod Wenus nie DianąVenus z lustrem oryginał

KONESER

20 września 2013

Byliśmy dzisiaj z mężem na filmie Koneser. Różne panują na jego temat opinie. Nam zdecydowanie się podobał. Kapitalnie zagrana główna rola mężczyzny, który bał się żywych kobiet, ale otaczał ich obrazami; dziełami najlepszych mistrzów pędzla, ukrytymi za stalowymi drzwiami tajnej galerii. Dlaczego Konser ożył?, ożyły jego uczucia. Kto go uwolnił? – naprawdę i symbolicznie – nie napiszę, ale film polecam. 🙂

Nie za bardzo wielki Gatsby

26 maja 2013

Pełne rozczarowanie co do filmu Wielki Gatsby. „Wszystkiego tu jest za dużo” – przeczytałam w jakiejś recenzji i po obejrzeniu tego dzieła zgadzam się z nią. Wydumane, nieautentyczne, niezbyt dobrze zagrane. O Gatsbym pomyślałam sobie w trakcie, że z takim obsesjonatem nie chciałabym mieć nic do czynienia. Samo bożyszcze kobiet, czyli Leonardo di Caprio przypominał mi Mariana Krzaklewskiego i wzruszyć się za nic nie mogłam. Taka amerykańska Trędowata. Tyle pieniędzy wydane. I po co? Do dziś pamiętam Roberta Redforda. Ciekawe, jak bym odebrała ten film po latach? Pozostało mi po pierwszym Gatsbym coś rzeczywiście wielkiego i romantycznego. No, ale byłam wtedy pewnie o 30 lat z hakiem młodsza.