Archive for Styczeń 2013

Europa – Jezabel – Dydona

28 stycznia 2013

Pytanie za 3 punkty: kim są tytułowe panie? Co je łączy? Już odpowiadam: wszystkie są królewnami tyryjskimi, choć Europa może tylko księżniczką i najbardziej mityczną z całej trójki. Europa porwana przez Zeusa, Jezabel poślubiona Achabowi, królowi Izraela (przedstawiona w Biblii najgorzej jak tylko można, główna kapłanka Aszery) i Dydona – założycielka Kartaginy. Wszystkie trzy pochodziły z Tyru w rodzinie panującej. Wszystkie trzy są pamiętane, obecne w literaturze, sztuce, religii, tak czy inaczej wpłynęły na losy nie tylko naszego kontynentu. Skąd mój powrót do nich?  Ola była na kursie kreatywnego biznesu i w przerwie zadzwoniła tłumacząc, jak ważne dla szefa jest ustalenie swojego urlopu. Zaczęłam myśleć intensywnie. I co wymyśliłam: październik, kończy się moja lożowa funkcja, jadę na Cypr, gdzie z piany narodziła się Afrodyta, Fenicjanie zbudowali potężną świątynię Asztarte, myślał i filozofował Zenon z Kition, stoik. Na Cyprze zatrzymała się jadąca w nieznane Dydona, zwana inaczej Elissą, siostra króla Tyru Pigmaliona, bohaterka wergiliuszowej Eneidy. No i mam o czym myśleć, o czym pisać.

Rytuały Pi

27 stycznia 2013

Znalazłam w Życiu Pi fragmenty o jego modłach na oceanie, w szalupie z tygrysem bengalskim. Rytuały trzech religii okazują się niemożliwe do zrealizowania. Nie ma hostii, nie wiadomo, w jakim kierunku jest Mekka, brak tradycyjnych potraw ważnych w rytuałach hinduistycznych. Więc Pi modli się tak, jak mu warunki pozwalają, „ogólnoreligijnie”. ” –  TO JEST BOŻE NAKRYCIE GŁOWY!  Dotykałem gatek i mówiłem: –  TO JEST BOŻY PRZYODZIEWEK! Wskazywałem na Richarda Parkera i mówiłem: – TO JEST BOŻY KOT! Wskazywalem szalapę i mówiłem: –  TO JET BOŻA ARKA. Rozkładałem szeroko ręce i mówiłem: –  TO JEST BOŻA ROLA!. Wskazywałem na niebo i mówiłem: –  TO JEST BOŻE UCHO!

I w ten sposób przypominałem sobie o dziele stworzenia i moim w nim miejscu. Ale boży turban stale się odwijał. Boży przyodziewek się rozpadał. Boży kot ciągle stanowił zagrożenie. Boża arka była więzieniem. Boża rola powoli brała mnie w posiadanie. Boże ucho najwyraźniej nie słuchało.  Rozpacz to gęsta lita ciemność, do której nie dochodzi żadne światło, tak jak żadne z niej nie wychodzi. To piekło, którego nie da się opisać. Dzięki Bogu zawsze się jednak z niej wydobywałem. Wokół sieci pojawiała się ławica ryb albo węzeł głośno domagał się ponownego zawiązania. … Ciemność zaczynała się rozpraszać i w końcu znikała, a Bóg pozostawał – świecący punkt w moim sercu. I kochałem dalej”.

Życie Pi książkowe

27 stycznia 2013

Ola kupiła mi Życie Pi, książkę Yanna Martela. Nie zawsze konfrontacja dzieła literackiego z filmowym jest miła. Nieraz wygrywa książka, nieraz film. Jeszcze nie wiem, jak będzie tym razem. Na razie mam tylko luźne refleksje, ale mam za mało danych, bowiem podróż Pi z tygrysem bengalskim póki co rozpoczęła się. Film – jego pierwsze partie – spłaszczył moim zdaniem wątek religijny. Nie ma np. sceny, gdy trzej duchowni: hinduista, katolik i mahometanin, spotykają się z Pi oraz jego ojcem i następuje konfrontacja. Ojciec nie miał pojęcia, że jego syn wyznaje hinduizm, mahometanizm i katolicyzm jednocześnie. Trzej duchowni też są skonfundowani, bo każdy z nich myślał, że Pi kocha tylko jego Boga. A Pi kocha Boga tych wszystkich religii razem i wypowiada znamienne słowa ojczulka Ghandi, że „wszystkie religie są prawdziwe”. I to mi w filmie umknęło, albo tego nie było. Czekam z niecierpliwością na  refleksje Pi „trójwyznaniowe” wobec bezmiaru oceanu, nieba, cierpienia w trakcie podróży. Druga refleksja: książka jest bardziej naturalistyczna w opisach. Jestem po scenie jak hiena zżerała żywą zebrę na łodzi. Brrrrrrrrrrrrrry. Czytam dalej.

PS Autor to współczesny pisarz kanadyjski. Do czasu wydania Życia Pi w 2001 r. nie wiodło mu się zbytnio. Autobiograficzna powieść Ja, przeszła praktycznie bez echa. Dopiera druga książka, czyli Życie Pi  stała się olbrzymim sukcesem wydawniczym, wydano ją w 7 mln nakładach i nagrodzono wieloma presiżowymi nagrodami. Trzy lata temu Yan Martel wydał swoją trzecią powieść pt. Beatrycze i Wergilii.

Łzy i rumieniec

26 stycznia 2013

W książce, o której pisałam niedawno (Istota człowieczeństwa Gazzanigi), wyczytałam wczoraj, że człowiek jest jedynym gatunkiem, który świadomie płacze – z nieszczęścia bądź szczęścia. Inne gatunki, o ile spływają im z oczu łzy, te ostatnie służą im jedynie do zwilżania. Jako jedyni też czerwienimy się. Jeśli zatem masz przed sobą zapłonione i zapłakane dziewczę – widzisz człowieka na 100 procent. 🙂

Istota człowieczeństwa

25 stycznia 2013

Jaka jest istota człowieczeństwa? Co sprawia, że jesteśmy wyjątkowi? – zastanawia się w najnowszej książce pod tym samym tytułem (Istota człowieczeństwa)  Michael S. Gazzaniga. Pozycja reklamowana jest przez wydawcę Smak Słowa jako jedna z 10. najlepszych książek naukowych według Amazon.com. Autor jest dyrektorem Centrum Studiów nad Umysłem SAGE na Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Barbara, pracuje także w Prezydenckiej Komisji ds Bioetyki, jest członkiem Amerykańskiej Akademii Nauki i Sztuki. Całości jeszcze nie przeczytałam. Na razie najbardziej zainteresował mnie fragment dotyczący tzw. inklinacji negatywnej. „Rozumując w kategoriach ewolucyjnych, większe szanse na przetrwanie mieli ci, którzy reagowali szybciej – automatycznie – na bodźce negatywne, a dobór naturalny powinien faworyzować nastawienie zwane inklinacją negatywną. ważniejsze jest, aby jak najszybciej rozpoznawać coś, co zagraża naszemu życiu lub zdrowiu, niż zareagować na widok krzaka obsypanego jagodami. Zawsze można znaleźć inny krzak, ale z pewnością nam się to nie uda, jeśli wcześniej skończymy w paszczy tego lwa”.

To pewnie dlatego widzimy więcej zła wokół siebie niż dobra, bo zostaliśmy na to zło – jako zagrożenie – jakby ewolucyjnie uczuleni. Przedtem myślałam, że media zostały skażone przez komercję, że zło się lepiej sprzedaje, że to celowe i merkantylne postępowanie kolegów dziennikarzy i wydawców, że dobra jest przecież w świecie tyle samo co zła. Teraz przychylam się, że nawet jeśli wokół nas jest samo dobro, to i tak wypatrujemy i boimy się ewentualnego zła. Żeby przetrwać. Et. Do d..y takie życie!

PLATON czekoladowy baton

24 stycznia 2013

Wróciłam niedawno z Biblioteki Uniwersyteckiej, gdzie byłam na spotkaniu autorskim mego zięcia doktora Piotra Zańko. Właśnie wydał swoją pierwszą książkę w Wydawnictwie Uniwersyteckim powstałą na podstawie niedawno obronionego doktoratu. Rzecz jest o prowokacji w kulturze, a jej tytuł dosłownie brzmi: Zabijemy was słowami„. Prowokacja kulturowa w przestrzeni miejskiej i w internecie. Jakby tego było mało, na okładce jest jeszcze jeden „tytuł”: tetetete. Sama okładka jak widać jest prowokacją kulturową, co zresztą podczas spotkania wyszło.  Jest cały obszar „antykapitalistyczny” i „antykonsumpcyjny”, bardzo mi bliski. Wyrażam to innymi słowy, ale myśli mam podobne, stąd zresztą tytuł tego wpisu „PLATON czekoladowy baton – piękny * dobry * prawdziwy”. To anty-reklama stworzona przez Grupę Twożywo. Trudno o lepszą karykaturę kultury konsupcyjnej naszych czasów. A Piotrek ze znawstwem o tym i pisze, i mówi.

PS Wśród róznych wątków, był wątek antysemityzmu i antyantysemityzmu. Spytałam jako redaktorka „Wolnomularza Polskiego”, czy w tych prowokacjach doktor Zańko spotykał zlepek „żydo-masoneria”. Był żyd i mason – w jednej osobie, znanego wybitnego polskego polityka na prawicowym który już nie istnieje. Prokuratura się nim zainteresowała.

Twórczy chaos

23 stycznia 2013

Urodzinom Oli towarzyszy twórczy chaos wokół nas. Chaosowi jak zawsze towarzyszy niepokój. Z doświadczeń całego życia wiem, że jeśli do kryzysu podejść jako do wyzwania, mogą wyniknąć z tego dobre rzeczy. Do wielu zmian zostałam popchnięta, wręcz kopnięta. Taki wielki kopniak dostałam 20 lat temu od redaktora Jerzego U. Myślałam, że mój świat się zawalił. I rzeczywiście – zawalił się ten stary mój świat i ja w tamtym wydaniu. 20 lat temu zaczęłam dłuuuuuuuuuugą i czasami bardzo bolesną transformację. Wszystko zapoczątkował jednak ON – i powinnam w każdą rocznicę odejścia z NIE wysłać bukiet kwiatów. Wczoraj czy przedwczoraj zobaczyłam redaktora w telewizji. Nazwał Aleksandra Kwaśniewskiego „odźwiernym” Kulczyka. Prowadzący program jakby zaprotestował, że to za mocno powiedziane. A ja spojrzałam na to określenie po naszemu, po masońsku znaczy się. We wszystkich rytach wolnomularskich, we wszystkich lożach, które sama znam lub słyszałam, po określonej kadencji Czcigodny Mistrz przechodzi zwyczajowo na funkcję odźwiernego właśnie. Patrzy na siebie samego z kompletnie innej perspektywy. Był na pierwszym miejscu potem jest na ostatnim (pośród równych braci czy sióstr). I to jest mądre. Więc ja określenie „odźwierny” nie traktuję jako inwektywę. Za kilka miesięcy i ja nim zostanę.

Urodziny

22 stycznia 2013

30 lat temu nie było mi do śmiechu :-(. Potrzeba było jeszcze 9 godzin (licząc od teraz), aby urodziła się po cesarskim cięciu moja Ola. Ledwie obie wyszłyśmy z życiem w tej przeprawy. Po tych wszystkich latach wiem, że wraz ze swoim tatą była dla mnie największym darem i radością, motorem nieraz, nieraz lekarstwem i deską ratunkową, najmniej zwykłym dzieckiem. Tego jednak już odrobić się nie bardzo da. Zwykłe – niezwykłe dziecko mam w swojej wnuczce Emilce. Odnowiony „Wolnomularz Polski” to także w dużej mierze  energia i inicjatywa Oleńki. Dzisiaj kupiłam jej piękny, artystyczny wisiorek i krem 30+. Ola weszła w „Wiek Balzakowski”.

Wolnomularz o wystawie masońskiej w Muzeum Narodowym

21 stycznia 2013

Największym, międzynarodowym przedsięwzięciem wolnomularskim w roku 2014 będzie wielka wystawa masońska w Muzeum Narodowym. „Wolnomularz Polski” będzie wiodącym pismem (wraz z przekaźnikami internetowymi) w promocji tego Wydarzenia przez duże „W”. Tak mówiono podczas ostatniego, styczniowego posiedzenia Instytu Sztuka Królewska w Polsce. Materiałem wprowadzającym w zagadnienie będzie wywiad  na temat założeń wystawy, koncepcji, ludzi etc. z prof. Tadeuszem Cegielskim. Wywiad przeprowadzi redaktor naczelny WP Adam W. Wysocki oraz moja skromna osoba. Całość ukaże się w numerze wiosennym naszego pisma.

Poznam sympatycznego Boga

20 stycznia 2013

Nie, to nie jest moja oferta „matrymonialna” lecz tytuł książki Erica Weinera. W nadtytule wyjaśnia, że chodzi mu o flirty z istotami wyższymi. Autora  gnębi depresja. Opisuje te stany i fruwa po świecie, by pozbyć się ich lub je złagodzić, studiując i poznając osobiście wyznawców różnych religii, ich praktyki, próbuje przez jakiś czas sam się „wcielić” w wyznawcę (z lepszym i gorszym skutkiem). Z pochodzenia Weiner jest niewierzącym i niepraktykującym Żydem. W poszczególnych rozdziałach mamy pokazany: islam, katolicyzm, judaizm, buddyzm, taoizm, szamanizm, wicca i raelianizm. Przyznam się, że o ostatniej religii nie wiedziałam dotychczas nic. Raelianiści radują się życiem, w tym zwłaszcza seksem, oraz wierzą, iż Człowiek to istota zaprojektowana niegdyś przez przybyszów z innych planet, którzy zwali się Elohim (tak, tak, jak brzmi jedna z nazw Boga w Starym Testamencie). Książki jeszcze nie skończyłam, odkrywam jednak po trochu zalety różnych religii. Dzisiaj na przykład doszłam do wniosku, że jedna z praktyk taoistów, zapominanie, jest świetna dla starzejących się ludzi. (more…)