Posts Tagged ‘powódź’

Ks. Jerzy i ślimak

6 czerwca 2010

Wstawiam obrazek swego najnowszego „dzieła” także i do Aszery, bo tu najwięcej pisałam o ślimaku na kijku, który nie dał się powodzi. Dzisiaj znowu myśli mi się o tamie pod Włocławkiem i o beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki, który z topieli nie wyszedł, zamordowany. Pewnie to bluźnierstwo zestawiać razem te dwie wizje: ślimaka na kijku i księdza. Ale co zrobić, skoro w mej głowie są te dwie wizje i nakładają się na siebie. Zresztą, sam obraz jest na tyle symboliczny, że tylko ślimak jest do rozpoznania: ŁZY z Nieba i ks. Jerzy są we mnie.

Jesteś mój,
jak ten na kijku ślimak,
tak samo jesteś,
jak cię nie ma.
A jednak jesteś,
jak wąż na lasce Mojżesza,
niezbędny jak samo życie,
grzeszysz, a cię rozgrzesza.

Rzeczywiste nierzeczywiście

4 czerwca 2010
 
Rzeczywiste nierzeczywiście,
oczywiste nieoczywiście,
kochane niekochanie,
jak niezjadliwe śniadanie,
takie życie – nie życie…
podoba się pewnej kobicie.
Puknij się babo w czoło,
może będzie wesoło?
może  będzie zwyczajnie?
bez „może” i bezjajnie.
 
To wierszyk absurdalny, wygładził mi się teraz, w Zalesiu. Jesteśmy po strasznej burzy, gdzieś musiało walnąć, bo od wczoraj nie mamy światła, w związku z tym niczego tu nie ma oprócz baterii w laptopie. Drogę z Piaseczna do Warszawy też ponoć zalało, więc siedzimy jako „poburzanie”|. Adam, czyli mąż, czyta od początku serię kryminalną o kotach, a ja zabieram się do Portretu w sepii Isabele Allende. Pięknego zdjęcia muchy na łodyżce maka nie mogę tu dać, bo kończy się bateria w aparacie. Cywilizacja nas zawłaszczyła, jesteśmy jej poddanymi i niewolnikami. Amen.
PS
Znalazłam w starej Biblii ilustrowanej XIX-wieczny obraz Miriam, siostry Mojżesza i przypis, że śpiewała i tańczyła ku czci Stwórcy, potem szemrała przeciw Mojżeszowi i Pan ukarał ją za to trądem. Wcześniej, przed wyjściem z Egiptu, ten sam Pan wszystkich trędowatych kazał wyrzucić. Niech żyje miłosierdzie boskie.

Huzia na bobry!

26 maja 2010

Mamy już winnego powodzi: bóbr. To on, kopiąc i ryjąc nory w wałach osłabiał je. Robił jednym słowem krecią robotę. Zaczął się odstrzał biednych bobrów. Broni ich marszałek Niesiołowski, biolog z wykształcenia (choć od muszek, to na bobrach też się zna.) Mówi, że to nie one, a piżmaki. Ponoć piżmaki są gorsze od bobrów względem wałów. Żal mi i piżmaków, i bobrów, ale wierzę w ich wrodzony spryt i mądrość. Może się gdzieś przeniosą? W dzieciństwie bardzo lubiłam czytać książki o bobrach, świetnych budowniczych, dobrych rodzicach. Wszyscy traperzy w książkach o indianach nosili czapki bobrowe. Mój mąż z kolei mówi, że cadycy, czyli żydowscy mędrcy, też w wielkich bobrowych czapach chodzili. Sama w Izraelu widziałam Żydów ortodoksyjnych w takich puchatych czapach, ale nie dam głowy, czy bobrowych. Jednym słowem, temat bobrów jest mi bliski. W Zalesiu na rzeczce Zielonej też mamy bobry. Mam nadzieję, że do nich nikt strzelać nie będzie. Jeśli trzeba, zrobię pikietę ekologiczno-protestacyjną! One też mają prawo do życia.

Ślimak, krecik i Bóg

24 maja 2010

Kolejne, kolejne zdjęcia i filmy z powodzi. Ludzie krzyczący, płaczący, milczący, pełni rozpaczy, złości, niezgody. I zwierzęta – ryczą, wyją, drżą… Ten krecik płynął rozpaczliwie machając łapkami. I ktoś z łodzi wyciągnął rękę, nabrał krecika do czapki, no i uratował w ten sposób. Ale krecik się nie odmieni, w dalszym ciągu będzie rył na działkach, i któryś z działkowców wyciągnie go kiedyś i zatłucze. Prawa natury można zawiesić tylko na krótką chwilę. Ale tę właśnie chwilę człowiek zapamiętuje do końca życia. Gdy człowiek ratuje czapką kreta, gdy siedzący na kijku ślimak nadaje sens czekaniu i nadziei, gdy patrząc na uratowane pisklęta w pudełku, nie myśli się o jajkach i rosole, tylko że są piękne, małe i żyją. Ciągle żyją.

Czy to wtedy pojawia się między nami Bóg?

Gdzieżeś ty bywał czarny baranie?

21 maja 2010
Nawet nie jednego barana, a całe stado baranów i owiec ratowano z powodzi. Czarne były od mułu, jak ta moja czarna owca z niedawnego wpisu o czarnych kościelnych owieczkach. I beczały biedne beeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee… No, ale zostały uratowane. Mokre, złachmanione, ale żywe. Może jeszcze będą szczęśliwe? A slimaka już nie pokazują, ciekawe, gdzie przebywa teraz.

PS Acha, moja babcia była z domu Baran.

Ślimak włóczykij

20 maja 2010
 O czym myślał ten powodziowy ślimak, siedząc całą noc na kijku?
 
Zasnął ślimak w biegu, zatrzymał się w pędzie,
śni, że jest rycerzem… błędnym. A kim będzie?
 Czy zdąży na pewno pohulać z królewną?
Czy smoka zabije, poczuje, że żyje? 
Śnił, aż się obudził, a tu zwykłe rzeczy,
droga wciąż się dłuży, rzeczywistość skrzeczy.
Życie się ślimaczy,  nudne, że o rety,
ślimak z tej rozpaczy, wtrynił trzy kotlety,
nagle, cud! Eureka! Last minut za rogiem…
<Mogę przecież latać!> No i lataj z Bogiem.
 
MORAŁ:  Zamiast jak ten ślimak,
wlec się noga w nogę,
fruwaj, hen, po niebie!
Nie możesz? Ach – mogę!
 

Ślimaczek na kijku nie dał się powodzi!!!

20 maja 2010

Już po napisaniu przeze mnie wierszyka o pędzącym ślimaczku okazało się, żę pewien ślimak winniczek został bohaterem telewizyjnego reportażu powodziowego. Wlazł na kijek, na sam jego czubek i trzymał się dzielnie przez całą noc. Rankiem woda zaczęła opadać. Ślimak przeżył. Jego trwanie na tym kijku obserwowała rodzina zamknięta w swoim domu i kamerzysta z TVN. TVN potem pokazał to w reportażu, w Wiadomościach to powtórzyli, następnie w Szkle kontaktowym, w którym ślimaczkiem wruszył się sam redaktor Miecugow! To takie absurdalne, ale tak to właśnie jest. Nieraz ślimak staje się symbolem trwania, odwagi i nadziei. Ja też się tym ślimakiem wazruszyłam, razem z red. Miecugowem.