Archive for Grudzień 2015

Sylwester rodzinny

31 grudnia 2015

Punkt 20.00 flaga w dłoń i marsz dookoła sylwestrowego stołu. 🙂 Dobrej zabawy dla wszystkich.DSCN8467 DSCN8465

Reklamy

Kochankowie pięknej Marii…

31 grudnia 2015

ojcowie_niepodleglosci_dmowski_pilsudskiRoman Dmowski i Józef Piłsudski – wielcy polityczni rywale, lecz nie tylko… Rywalizowali także w miłości. Pisanie bloga Aszera było poprzedzone przez Chichot historii. Zaczęłam go prawie 7 lat temu w roku 2009 wpisem o rywalizacji przyszłych polskich mężów stanu o względy pięknej Marii. Kto nie czytał, ma teraz okazję:

„W roku 1892 ona miała lat 27, oni – jeden 26, drugi 29. Ona zmarła w zupełnym zapomnieniu 3 lata po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, oni zostali głównymi przywódcami politycznymi II Rzeczypospolitej. Oto nasi bohaterowie: Maria z Koplewskich Juszkiewiczowa, późniejsza Maria Piłsudska, Józef Piłsudski i Roman Dmowski. Ludzi tych na długie lata połączyły więzy miłości i niechęci przechodzącej czasem w nienawiść. Jak do tego doszło? Aby wyjaśnić niektóre zagadki z ich biografii, przenieśmy się do rosyjskiego Wilna anno domini 1892.

Pierwsza z całej trojki pojawiła się w Wilnie Maria Juszkiewiczowa. Była postacią nieprzeciętną: dobrze urodzona, córka znanego wileńskiego lekarza, urodziwa, inteligentna, korzystnie (według rodziny) zamężna, choć małżeństwo z wysokim carskim urzędnikiem Witoldem Juszkiewiczem od samego początku było niezbyt udane. Dzieliło ich wiele, zwłaszcza poglądy polityczne. Maria szybko związała się z rodzącym się wówczas ruchem socjalistycznym; była emisariuszką „dromaderką”, co oznaczało przewoźnika partyjnej „bibuły”. Pierwszą polityczną wpadkę zaliczyła 1885 r. kiedy to wraz z niedobitkami Proletariatu nr 1 została aresztowana w nocy z 29 na 30 września. Pomogły wówczas kontakty męża. Oddano ją „tylko” pod roczny nadzór policji w wybranym przez siebie miejscu zamieszkania. Wybrała Petersburg, gdzie u boku męża miała się zmienić w przykładną żonę i matkę (tam urodziła córkę Wandę, ktora żyła zaledwie 21 lat). Dlaczego wyjechała z miasta nad Newą? Nie wiadomo.

Widzimy ją ponownie na warszawskich salonach. Zakazane kontakty z grupą „Głosu” kończą się powtórnym aresztowaniem i wysłaniem do miejsca urodzenia, czyli do Wilna. Mamy początek lat 90-tych XIX wieku.

Drugi z wymienionej trojki zjawił się w Wilnie Józef Piłsudski. Aresztowany w roku 1887 w związku ze śledztwem na przygotowywany przez „wywrotowców” zamach na cara, dostał wyrok 5. lat zesłania na Syberii i 5 lat na Syberii „zaliczył”. Wrócił do kraju wczesnym latem 1892 roku. Nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Rodzinny majątek coraz bardziej podupadał. On sam miał ukończony zaledwie rok studiów medycznych na Uniwersytecie w Charkowie.

Przyszłość nie rysowała się różowo. Nie zważając na dozór policyjny, zaczyna konspirować. Daria i Tomasz Nałęcz

(„Józef Piłsudski, legendy i fakty”) napisali: „Złamanie starych przyrzeczeń przyszło tym łatwiej, że nowe kontakty niewiele miały wspólnego z antyrządowym spiskiem,  stanowczo i na każdym kroku przeciwstawiającym się władzy.  Bardziej przypominały spotkania natury towarzyskiej, z tym, że zamiast środowiskowych plotek i sensacji omawiano na nich broszury i książki socjalistyczne”. Ostatni zawitał do Wilna Roman Dmowski. Za udział w nielegalnej manifestacji 3 maja 1891 roku zorganizowanej w

Warszawie w stulecie Konstytucji 3 Maja został aresztowany wraz z innymi dziesięcioma działaczami i oskarżony o„przynależność do tajnego towarzystwa, mającego na celu w dalszej lub bliższej przyszlości przez obalenie obecnego państwowego ustroju odbudowanie politycznej niepodległości Polski” i skazany na areszt prewencyjny oraz 5-letni pobyt poza granicami Królestwa Polskiego, z czego 3 lata pod nadzorem policji. Dmowski na zesłanie wybrał Mitawę, senne miasto gubernialne, choć o pięknej przeszłości (za czasów I Rzeczypospolitej było ono stolicą księstwa Kurlandii i Semigalii). Mitawa (dziś na Łotwie) położona była stosunkowo niedaleko Wilna. I chociaż samo Wilno było objęte zakazem pobytu, Dmowski co jakiś czas tu się zjawiał – rzecz jasna – nielegalnie.

Gdzie i kiedy poznała się cała trójka? Czy Piłsudski i Dmowski  konkurowali o względy pięknej Marii? Który miał więcej szczęścia?

https://chihihi.wordpress.com/tag/dmowski/

Kasztanka i Kot

31 grudnia 2015

Oglądam telewizję, czytam gazety i zastanawiam się, czym jest to, co dzieje się w powyborczej Polsce: kontrewolucją, restauracją, przebudową? I skłaniam się do tego, by za swoje uznać to ostatnie. Przebudowujemy III RP i to wspólnie, i rządzący, i opozycjoniści. Realizujemy lokalnie to, co dzieje się globalnie. Próbujemy okiełznać globalny kapitalizm i przykroić go na swojską, nieco zaściankową modłę. Odebrać torchę bogatym i dać trochę biednym, wymienić przy tym elity, bo stare wszak niczego sobie same nie odbiorą i drugim nie dadzą. Gdyby o istotę sprawy chodziło, to bym na PIS patrzyła z dystansem, ale bez niechęci (ta niechęć, to najłagodniejsze i najbardziej eleganckie słowo, które przyszło mi na myśl). Jednak jak prawią Francuzi: c’est le ton, qui fait la chanson. No i ten”ton”, czyli styl sprawowania rządów jest dla mnie nie do przyjęcia. Nawet prof. Jadwiga Staniszkis, wierna i mądra propagatorka PIS zbiesiła się i powiedziała kilka, a nawet kilkanaście mocnych słów, na czele z tym o prezydencie, który „kompromituje swój urząd i łamie prawo”. Zgadzam się z nią i myślę, że prezydent Andrzej Duda jest na dziś największym przegranym. Rewolucja – każda! – pożera własne dzieci. Prezydent jest już jeśli nie pożarty, to dobrze przeżuty. Nie wiem co musiałoby się stać, by odzyskał autorytet, to znaczy chyba wiem, ale nie powiem. Dmucham na zimne. Wracając zaś do meritum – kończy się epoka czystej demokracji liberalnej, „maluczcy” odzyskują głos. Nie chcę używać słów o „narodowym socjaliźmie”, choć coś jest na rzeczy, pewnych słów inteligentka do ust brać nie powinna. Słowo „socjalizm” w Polsce jest inwektywą, więc lepiej mówić o „narodowej demokracji”, czyli starej, dobrej polskiej endecji w wydaniu ONR-owskim, czyli Obozie Narodowo-Radykalnym, ale nie tej z odłamu ABC lecz Falangi. Jej przedwojennym zawołaniem było: „Falanga bije, Falanga czuwa, Falanga nową Polskę wykuwa„. Jeszcze nie biją – to raz. Po drudze, starzy endecy w stylu Romana Giertycha odżegnują się od tego nawiązywania jak diabeł od święconej wody i przekonują, że Jarosław Kaczyński to nie nowe wcielenie Dmowskiego a Piłsudskiego. Jednak trzeba za Giertychem, -endekiem w trzecim pokoleniu –  zauważyć, że mimo wszystko Kasztanka  to nie Kot.

Kulig

30 grudnia 2015

DSCN8425Nie wiem czy jeszcze kiedyś pojadę kuligiem z saneczkami i końmi jak ten, który widnieje na zdjęciu (drugi od prawej jest mój tata, Tadeusz Dołęgowski). To jeden z wielu kudowskich kuligów. Z Kudowy jechało się wolno i z dużym trudem stale pod górę do Karłowa (tam, gdzie Góry Stołowe), a potem z powrotem, szalonym pędem w dół. Przyznam się, że bałam się nieraz okropnie, że sanki wypadną za barierkę, że zlecę, że koniom coś się stanie, ale nie pamiętam w sumie żadnego wypadku. Po tej drodze nie jechał wówczas żaden samochód, to były czasy lat 60-tych, gdy Polska (czyli PRL), była krajem pustych szos. Pamiętam oszronione drzewa, choinki całe w śniegu i mróz. I mnóstwo, mnóstwo śmiechu. Ta fotka pochodzi z jednego z licznych albumów mojej mamusi Zenony Dołęgowskiej. Przeglądałyśmy po Świętach, aby wybrać stare zdjęcia do kalendarza ze zdjeciami retro  na 2016 roku. Będzie na 33 urodziny Oli.

Moja dusza jest kwantowa

29 grudnia 2015

DSCN8379„Nie jest wykluczone, że jakaś część naszej kwantowej świadomości może przetrwać śmierć mózgu –  mówi sir Roger Penrose, profesor matematyki z Cambridge University, światowej sławy specjalista w dziedzinie fizyki kwantowej i teorii względności – to lead wywiadu świąteczno-noworocznego „Newsweeka”. Taki artykuł, który wykracza poza dzisiejsze zmartwienia o demokrację w Polsce, jedność Europy, wojnę na Bliskim Wschodzie, zalewanie Malediwów, to prawdziwy balsam na moją duszę. Z innych świątecznych lektur zapamiętałam i tę informację, że rafy koralowe nie są skazane na bielactwo, że potrafią się odradzać i przezwyciężać zabójcze skutki zatrutych wód. Myślę, że od Nowego Roku częściej będę zajmowała się takimi dobrymi sprawami, bo myślenie non stop, co dzisiejszej nocy zrobi rządząca partia, jest po prostu nieekologiczne i wykończające dla mej kwantowej duszy.

PS Dzisiaj podpisywałam kolejne egzemplarze Aszery, żony Pana Boga, pisałam zaległe maile do Przyjaciół i Czytelników, z niektórymi rozmawiałam. Wysyłaliśmy też zimowy numer „Wolnomularza Polskiego”. I to było dobre.

PSPS Na zdjęciu ja z Olą w Zamku Królewskim. Czas niby stoi, a goni…

Jak te trzy gołąbki

28 grudnia 2015

DSCN8351Na dole róże,

a na górze bąbki,

kochajmy się luby,

jak te trzy gołąbki.

Fotka zrobiona przed Zamkiem Królewskim w drugi dzień Świąt. Gołąbki gruchają po ukraińsku. Mój luby gołębiarz też znad Dniestru i Prypeci pochodzi. 🙂

W Romie na dostawkach

26 grudnia 2015

W Teatrze RomaZakończenie Świąt mieliśmy bombowe. Całą rodziną wybraliśmy się do Teatru Roma na  swingujący jazz. Wszystkie panie w długich sukniach, Ola z lisem na ramionach (sztucznym oczywiście). Podajemy bilety kupione w internecie panu bileterowi i…  STOP. Już nieważne. Nasz koncert był na 16.00. Konsternacja totalna. Ola ociera pot z czoła (symbolicznie) i negocjuje, że może coś się da zrobić. Pan bileter z Panią bileterką przemili (pozdrawiamy!) i coś zaczynają modzić, choć ludzi ho, ho i jeszcze troszkę (pozdrawiam wiceprezesa PIU). Najpierw 1 bilet znalazł się dla naszego nestora Adama. Potem dla wiceseniorki mamy. Na dostawce po kilku minutach wylądowałam ja. Wyglądało na to, że Ola w swej długiej koronkowej, wąskiej sukni (z lisem) wyląduje na schodach. Na poduszeczce (co powie wiceprezes PIU! 0 pomyślałam). No, ale na schodach nie wylądowała, tylko na dostawce obok mnie. W pierwszym rzędzie, a raczej – 1. Koncert był świetny.

Królewskie popołudnie

26 grudnia 2015

DSCN8354Drugi dzień Świąt spędziłyśmy we trzy: mamusia, Ola i ja na zwiedzaniu Zamku Królewskiego. Było pięknie, a nawet wzruszająco (na filmie o zburzeniu zamku i jego odbudowie). Narobiłam mnóstwo zdjęć. Tu tylko jedno. Adam czekał na nas w domu. Wieczorem idziemy do teatru w czworke.

No i po Wigilii…

24 grudnia 2015

DSCN8257Tyle było przygotowań, zakupów, uzgodnień, konsultacji, a tu już po Wigilii. Zaczęły się Święta. 🙂

Przed Wigilią tuż, tuż

24 grudnia 2015

 

Stół wigilijny czeka na stopowników i na pierwszą gwiazdkę.Wszystkie wigilijne przygotowania z wolna się kończą. Stół czeka na pierwszą gwiazdkę i gości – mamusię i córkę. Przyjdą ze swoją porcją wiktuałów i prezentów. Nasze zapakowane. Do przybrania stołu Adam kupił gałęzie sosny. Pachną sosną, a nasza sztuczna choinka jaśminem (miał być świerk w dezodorancie, ale „kupił się” Adamowi jaśmin). W wazonie chorągiewka z ostatniej demonstracji pod Sejmem, a na niej plakietka KOD, którą dzisiaj dostaliśmy wraz z „Gazetą Wyborczą”. Przy wazonie „Aszera, żona Pana Boga” prezent z dedykacją dla każdego członka mojej rodziny, bez której nie byłabym tym kim jestem.Jest też oczywiście opłatek, ale on jest trochę pokiereszowany – nasz kot Rysiu połamał się nim nad ranem. Niech mu będzie. Dziś wszak Wigilia, może to było jakieś kocie przesłanie?…

Drodzy Czytelnicy, życzę Wam spokojnych, miłych, radosnych Świąt. I optymizmu, bo tego będzie nam potrzeba bardzo, baaaaaaaaaaaaardzo dużo.