Archive for Sierpień 2017

Ścięte/święte dęby

22 sierpnia 2017

swiezo-sciety-dab-milanowek-kolo-warszawy-tanio-pozostale-milanowek-188504007Od wczoraj nie mogę przestać myśleć o pani Lucynce, która przez kilkanaście lat była naszą gospodynią. Nie mogę powiedzieć, bym schudła na jej wikcie, wręcz odwrotnie – pani Lucyna gotowała po staropolsku. Gdy coś drobnego w domu się zepsuło, wzywała męża, który wszystko potrafił zrobić i zreperować, odwrotnie niż mój Adam, który psuł rzeczy mechaniczne patrząc tylko na nie, nie mówiąc o dotykaniu. Wczoraj dowiedziałam się, że mąż pani Lucyny nie żyje. Zabiły go, a raczej jego słabe serce korzenie dębów, które w ramach „Lex Szyszko” postanowili wyciąć na swojej działce, przy domu. Od dawna dębowe, jesienne liście zatruwały pani Lucynie życie, ale dopiero prawo nowej władzy dało jej możliwość wycinki. Nie wiem kto te dęby wycinał, kto je potem rąbał, w każdym razie mąż postanowił wykarczować korzenie. I po pewnej majowej nocy już się rano nie obudził. Targają mną sprzeczne uczucie: od wielkiego żalu dla dobrych ludzi, z którymi byliśmy związani tyle lat, po miłość do drzew, a zwłaszcza „świętych”, słowiańskich dębów. I jest mi bardzo gorzko.

To jest Olaf Palme!

21 sierpnia 2017

No i wszystko wiadomo (dziękuję Marku Barański!)! To jest Olaf Palme, premier Szwecji. Chodzi zapewne o jego wizytę w Polsce w 1974 r. Podczas tejże wizyty- wyczytałam w wikipedii – Olaf Palme zwrócił Polsce po 319 latach tzw. Rolkę Sztokholmską zrabowaną przez Szwedów w XVII wieku podczas Potopu i przedstawiającą wjazd do Krakowa króla Zygmunta III Wazy. Może Gierek z Palmem rozmawiali o tym na łódce z poprzedniego zdjęcia? Tej fotki niżej w domu nie mam, a szkoda, bo jest na niej i moj (wtedy jeszcze nie mój) Adam, jako dziennikarz „Życia Warszawy” – to ten przystojny brunet w okularach nieco profilem z drinkiem w ręku. No i na dzisiaj tyle. 🙂0002MUF7CXON5TO0-C317-F3

Tym razem oficjalnie

21 sierpnia 2017

Znalazłam drugie zdjęcie z tej samej wizyty, wcześniejsze, z rozmów oficjalnych. No, ale dalej nie wiem kim był rozmówca Edwarda Gierka. Pomożecie?

DSCN1206

Na łódce

21 sierpnia 2017

Dzisiaj w moim domu było sprzątanie regału z książkami. Nagle zza grubych tomów wypadła koperta – stara, żółta, podniszczona. W niej było m.in. takie zdjęcie. Jednego pana, tego z lewej, wiosłującego, poznałam od razu, drugiego – nie. Może ktoś pozna? Ta fotka jest z lat 70-tych. Zrobił  ją fotograf z CAF, czyli Centralnej Agencji Fotograficznej. Na pieczątce są jeszcze słowa: „Nie do publikacji”. 🙂

DSCN1205

Burze, pożary, ubezpieczenia

19 sierpnia 2017

z21450232Q,Burza-w-WarszawieDostałam piękny tekst do jesiennego „Wolnomularza Polskiego” o… krasnoludkach, o przemianach duchowych i o Marii Konopnickiej przy okazji. Piękny. Zaglądam potem na FB do znajomych, a autorka tekstu, podpisująca się  OSTATEK OSTATEK pisze: Zdmuchnęłam z rzęs baśniowo-jesienną magię  (to o wspomnianym artykule 🙂 ), zerknęłam w sieć i zostałam wessana przez real. Truchcikiem pognałam kontynuować ubezpieczenie domu, właśnie się kończyło. Po ostatnich wydarzeniach burzowych na Pomorzu internet (ten w odmianie kłapanej) jest pełen złości i pretensji do Wł. Cimoszewicza, który lata temu mówił o konieczności ubezpieczeń. Jako „kobieta po przejściach” przyznaję absolutną rację. Trzeba! Konieczność i mus! Nie śpi się spokojniej ani polisą nie odpędzi się złych zdarzeń, ale w razie nieszczęścia jest w co wczepić ręce. Doskonale wiem jak wygląda pomoc państwa, urzędów, gmin; dziś mogę pisać o tym bez pretensji i żalu. Tak po prostu jest. Niezależnie od partii aktualnie rządzącej. Współczuję niewinnie dotkniętym wichurą, bezdomnością i traumą. Chyba rozumiem…

Poznałyśmy się (wirtualnie) z  OSTATKIEM  właśnie przez ten pożar z grudnia 2013 r. (szkoda szybko zlikwidowana przez Compensę), wysyłaliśmy wraz z Czytelnikami Aszery książki, bo w pożarze spaliła się cała biblioteka. Niezbadane są ścieżki Wielkiego Architekta. „Dzięki” tej klęsce, zyskałam wirtualną przyjaciółkę, mądrą kobietę, świetną autorkę. Pozdrawiam  cię serdecznie OSTATKU OSTATKU  – Tosiu. 🙂

Tu jest Polska, ale jaka?!

19 sierpnia 2017

Tu jest PolskaDoszła do mnie dzisiaj wiadomość, że na początku sierpnia, nocą, w Białej Piskiej, sprofanowano tamtejszy kościół ewangelicki. Zamieszczam zdjęcie, aby było jasne co narysowano. Zerwano także tablicę z informacją, że w parafii pomaga się osobom niepełnosprawnym. Poniżej zamieszczam link do oficjalnej informacji na stronie z wypowiedzią pastora, ks. Marcina Pysza, proboszcza Parafii Ewangelicko – Augsburskiej w Piszu, prezesa Ewangelickiego Stowarzyszenia Betel. Jestem wściekła gdy piszę te słowa, jakem spokojna masonka, to chciałoby mi się napisać, że wizja Polski autora tych czynów, to „Polski chu…wej”, ksenofobicznej, nietolerancyjnej, ale przede wszystkim głupiej do potęgi entej. Ciekawe, czy organa ścigania dopadną chuliganów? Ciekawe…

PS Pisz w moich wspomnieniach, to moje pierwsze letnie kolonie, początek lat 60-tych, cudowne jezioro i moje pierwsze wiersze.
..http://www.pisz.luteranie.pl/nowosci/wandale_zniszczyli_elewacje_kaplicy_w_bialej_piskiej.html

Wiesiu Wojak, harcerz nie z tej ziemi

16 sierpnia 2017

Po moim ostatnim wpisie odezwał się Wiesiu Wojak chyba gdzieś z Niemiec i przyznał, że to on wylał tę botwinkę w Lubniewicach w 1969 r., a nawałnica była pewnie rok wcześniej – w jeden obóz zlały mi się wspomnieniach z dwóch. 🙂 Wiesiu drogi, kogo rozpoznajesz na tym zdjęciu? Ty siedzisz w pierwszym rzędzie tuż obok mnie, Tereski Łąckiej i Marysi Hyrii. Reszty – nie poznaję, niestety. I czy pamiętasz, gdzie to zdjęcie było zrobione? W Pradze?

Nasza drużyna

Mój harcerski obóz

15 sierpnia 2017

Harcerki - ja i Tereska Łącka (3)Nie wiem, jak mają na imię dwie harcerki, które zginęły na obozie w Suszku. Miały kilkanaście lat. Od soboty rano ciągle o nich myślę. W oczach stanął mi mój harcerski obóz w 1968 r., wichura, zalany namiot, pływający tenisówek, huk, ryk wiatru i ewakuacja do pobliskiej szkoły.  Wszystko nagle stanęło przede mną jak żywe, jakby nie upłynęło pół wieku. Nasza wichura nie była tak tragiczna w skutkach, wszyscy wyszliśmy bez szwanku, ale obóz został zdemolowany. Mam i inne obrazki z tamtych jednak szczęśliwych czasów. Siedzę w kuchni pod sosnami i obieram ziemniaki, przede mną olbrzymi gar i ziemniaków stos. W domu nigdy nie obierałam ziemniaków, przeważnie jadaliśmy w stołówkach lub w sanatoriach (W Kudowie-Zdroju dobrze gotowano). Kolejna wizja: krzyk, to wylewa się wielki gar botwinki, która chlusnęła druhowi na rękę, ten nie wytrzymał bólu i puścił ucho; cała botwinka rozpłynęła się po korzeniach sosen i piasku. Nie ma zupy – jemy wstrętne topione masło z puszek, chyba z Unry. Znowu motyw kuchenny. Szorujemy gary w jeziorze, na malutkiej przystani. Moment – wielka pokrywa się topi i znika w odmętach. Nurkuję, łowię pokrywę (zawsze dobrze pływałam 🙂 ). I wieczór, ognisko, zabawa w „Mam chusteczkę haftowaną”. Czy mnie ktoś wybierze i pocałuje?… Wybrał. Byłam wówczas kronikarzem naszej drużyny, ponoć ta kronika została potem zakopana w szczelnym opakowaniu, by świadczyć o czasach, które  (słusznie) minęły.

Zdjęcie pochodzi z końca lat 60-tych. Od lewej moja szkolna i harcerska przyjaciółka Tereska Łącka, z prawej ja sama.

Miałam sen: leśnicy i ekolodzy razem…

14 sierpnia 2017

Miałam sen: po tragicznej nawałnicy nad Polską,po rozwaleniu harcerskiego obozu i śmierci harcerek, po unicestwieniu lasu na dziesiątkach tysięcy hektarów, leśnicy z Białowieży i ekolodzy zwarci w walce, postanowili razem pójść na ratunek. Pierwsi z całym swym super sprzętem chcą wycinać połamane drzewa, porządkować las, myśleć o przyszłych nasadzeniach; drudzy – chcą liczyć dzięcioły, sarenki i korniki, i szykować  RAPORT o stanie lasu po klęsce żywiołowej. Chcą mieszkać budka w budkę, namiot przy namiocie, chcą razem pracować, każdy na swoim odcinku, by ratować to co można, odtwarzać to co można. Co – nie można?…

FoT. PAP

Ordo ab chao

12 sierpnia 2017

46. Okladka książki„My, ludzie przełomu wieków XX i XXI, izolujący się, coraz mniej sobie życzliwi, coraz mniej na siebie otwarci, pochłonięci walką o byt i rywalizacją. Wspaniali mądrzy dawni masoni dali nam podstawy dla postępu ludzkości, a my je zmarnowaliśmy. Uznaliśmy że to przeżytek, że trzeba iść dalej. Teraz postęp technologiczny obraca się przeciwko nam. Internet i telefony komórkowe zastępują rzeczywiste kontakty. Stają się coraz powszechniejszą, jak zaraza, ich marną namiastką. Obecnie masoneria jest jedną z ostoi prawdziwych relacji międzyludzkich, przyjaźni, braterstwa. I tyle zostało z naszego wpływu na polepszenie świata” – tak pisze pod koniec swej „Spowiedzi masona” Jarosław Wojciech Krynicki. Cały dzisiejszy dzień poświęciłam tej lekturze, bo chcę napisać o książce do jesiennego „Wolnomularza Polskiego”. Tytuł tego mego wpisu – porządek z chaosu, stara łacińska sentencja, którą wiesza się nad drzwiami naszych lóż – narzucił mi się od razu: otóż brat Jarek, jeden ze starych autorów „Wolnomularza Polskiego” ze wszystkich sił stara się wprowadzić porządek w swoje życie, które z boku jawi się jak wszechogarniający chaos: ludzi, zdarzeń, kierunków, dążeń, miłości i jej braku, rodziny (i jej braku)… Brat Jarek chciał być księdzem, lecz nie został; nie chciał być żołnierzem, lecz nim został (czerwone berety), kochał harcerstwo lecz je z musu porzucił, fascynował go Kukiz, lecz… Mogłabym jeszcze tak wymieniać długo. W te porwane opowieści z życia wzięte, wpleciony jest wątek wolnomularski, i on to wprowadza „ordo ab chao”. Przynajmniej trochę. Bywaliśmy w tych samych świątyniach, znaliśmy lub nadal znamy te same osoby, więc napiszę, że ta spowiedź Jarka jest spowiedzią uczciwą. Tak po ludzku i z siostrzaną miłością chciałabym, aby Jarek osiągnął wreszcie spokój duszy, i aby tak strasznie się nie szarpał. I tak będzie, to co ma być…