Archive for Grudzień 2018

Skarbiec

31 grudnia 2018

Jednak skończyłam. Nie miałam jeszcze nigdy tak pracowitego sylwestra! 🙂 Waza do ponczu zmieniła się w prawdziwy Skarbiec. Dobre wejście w Nowy Rok, prawda?

Złote rybki

31 grudnia 2018

Nie chcę czekać dłużej na Złote Rybki, które będą spełniać moje życzenia w 2019 r. Spędzam Sylwestra sama z kotem i mozolnie tworzę Tajemniczy Podmorski Świat ze Złotymi Rybkami rzecz jasna. 🙂 Nie skończę dzisiaj. Ważne, że zaczęłam! (Świat tworzę na przeźroczystej wazie do ponczu 🙂 ).

Uczennica

31 grudnia 2018

Boginii uskrzydlonaCzy widzicie koronkowy kołnierzyk na uskrzydlonej bogini? Włożyłam go wczoraj nieznanej rzeźbie, którą przywiozłam kilka lat temu z Kartaginy. Myślę, że jest to symboliczne podsumowanie roku 2018, w którym zakończył się 38-letni etap mego życia i otwarcie na nowy, 2019: muszę uczyć się od nowa. Wszystkiego. Niedawno miałam taki sen: wyznaczam zarys fundamentów mojego nowego domu a potem idę do szkoły, razem z Olą notabene. Rzucam się wręcz żarłocznie na tą naukę, chcę pewnie posiąść wszystko i od razu, zawsze byłam niecierpliwa. A zamiast zachwytu nowych nauczycielek, jedna z nich wyciąga spray i psika mi nim prosto w twarz. – Hola, hola – zdaje się mówić – nie tak szybko, zwolnij kochanieńka.

A propos zwolnij. Od Agnieszki, żony Marka, o którym opowiadałam wczoraj, dostałam w prezencie książkę pt.  POWOLI. JAK ŻYĆ WE WŁASNYM RYTMIE napisaną przez Brooke McAlary i wydaną w tym roku przez Wydawnictwo Literackie. Zatrzymało mnie na razie zdanie Arystotelesa: Jesteś tym co ciągle robisz. Opowiedziałam o tym znajomemu, który przyjmował kolejnego klienta. – Czy jesteś swoim własnym klientem? – spytałam. A ja, co teraz robię ciągle? Najbardziej lubię pisać oraz zdobić szkło. Kim jestem? – twórczynią? artystką? Artystką ze spalonego teatru. 🙂

PS Już nie jestem żoną. Chyba trzeba zmienić tytuł tego bloga, na zwykłą Aszerę…

Cierpienie

30 grudnia 2018

 

Byłam dzisiaj w Gnieźnie. Wstyd przyznać – po raz pierwszy. Odwiedziłam Marka Sliperskiego, chorego od wielu lat na SM. Znamy się długo, tylko troszkę krócej niż istnieje „Gazeta Ubezpieczniowa”, która wkracza w swoje 20-lecie. Marek zajął drugie miejsce w redakcyjnym konkursie na temat ubezpieczeń zdrowotnych i wtedy poznaliśmy się. Zaproponowałam młodemu, zdolnemu chłopakowi, aby pisał felietony do gazety. I pisał co tydzień. Zrobił doktorat. Po wielu latach dowiedziałam się, że choruje na SM – stwardnienie rozsiane. Teksty były coraz krótsze. Pod koniec ubiegłego roku Marek przestał pisać. Już nie mógł. Razem z żoną Agnieszką, wspaniałą kobietą, starałam się dołożyć swoją cegiełkę na Pomagam, oraz przekazując dla Marka 1 procent podatków. Odwiedziłam go dzisiaj. Brakuje mi teraz słów, aby opisać, co czuję. To jest wielki, wielki smutek i po prostu bezradność wobec choroby. Przywiozłam Markowi wazonik, który ozdobiłam, widziałam uśmiech na jego twarzy, spodobał mu się. Był jeszcze jeden moment, kiedy uśmiechnęłam się całym sercem, gdy dowiedziałam się, że dzięki mojej prośbie o wnikliwe rozpatrzenie sprawy, jeden z ubezpieczycieli wypłacił w końcu odszkodowanie sąsiadowi Marka, sparaliżowanemu od szyi w dół. Ale to Marek, sam obłożnie chory wymyślił, by zwrócić się do „Gazety Ubezpieczeniowej” z prośbą o interwencję. Jechałam z Gniezna pociągiem, patrząc na mgliste pola, dżdżyste niebo, czarne drzewa, myśląc o żyjących i nieżyjących, o bezmiarze cierpienia, o swojej – powtórzę – bezradności. Pytałam samą siebie: cóż mogę dać, by komuś choć przez chwilę było trochę lepiej. Może dzisiaj dałam?

https://pomagam.pl/euoxapcy?fbclid=IwAR3jqyCGvEHPOKKcYEzDIF7yMfTdVDdoLvH055gAhSzXObT1Btt5PJYWFoI

PS W podobnym domu mój Adam leżał przez pół roku. Może dlatego ta dzisiejsza wizyta była dla mnie taka ważna?

Kotek i myszka

29 grudnia 2018

Takie wazony mi się teraz robią. Nie wiem dlaczego takie a nie inne. Tak samo jest z wierszami. Rodzą się i idą swoją drogą, jak ten ostatni, pt. Kot i mysz:

Rybka dywersantka, 

kometa – niecnotka,

jaśmin kontrabanda, 

gra w myszkę i kotka.

Gdy zabawa się skończy,

w jakiś dzień szarobury,

myszka schrupie pułapkę, 

kotek wróci do dziury.Dwa wazoniki

Panie i panny

28 grudnia 2018

 

To były pierwsze Święta bez Adama. Gdy 6 lat temu umarł tata, mamusia powiedziała, że nie może być w domu, pojechaliśmy więc we trójkę (z Adamem) do Buska. Tym razem Święta były w domu u mamusi, w wydaniu żeńskim: od prababci do prawnuczki, poprzez babcię i córkę (o ile to jest zrozumiałe 🙂 ). Późniejszy wpis na nowym blogu mojej rodzicielki, która wspominała wojenną Wigilię, ukazał bezmiar smutku, który czaił się w nas wszystkich. Będąc już w Warszawie skojarzyłam ten nasz świąteczny nastrój z cudnym opowiadaniem Iwaszkiewicza – Panny z Wilka. Inne panie, inna panna, inny Gość, ale nastrój dla mnie podobny. Wczoraj ozdobiłam nowy, niewielki wazonik, który zawiozę w prezencie obłożnie choremu Markowi, wieloletniemu współpracownikowi „Gazety Ubezpieczeniowej”. Wazonik jest posypany złotym i czarnym drobnym piaskiem, takie przysypane Święta właśnie minęły.

DSCN3022

Jan Zimowy na smoczo i perłowo

23 grudnia 2018

Wczoraj na pracach Loży Jana Zimowego,  świętowanego co roku z siostrami lóż Gaja i Prometea oraz licznymi gośćmi, miałyśmy wraz z moją siostrą lożową Małgosią dwugłos o Perle. Ta stara przypowieść sięgająca ponoć czasów Sumerów mówi o poszukiwaniu sensu w życiu; o poszukiwaniu Perły – Sensu i usypianiu Smoka – Zła. Oto zakończenie mej deski:

„Ta prosta acz tak świetlista opowieść nie dawała mi spokoju, bowiem w moim domu od dawna miałam dwa  smoki. Jeden, większy, stał dumnie na rzeźbionej kolumnie, drugi – ten mniejszy – był u podstawy. – Wyczyść je – mówiła moja mama, ale dopiero gdy usłyszałam opowieść o perle, postanowiłam to zrobić. (more…)

Dziadek do orzechów i Król Myszy

20 grudnia 2018

Wczoraj w podmuchach mroźnego wiatru latałam wte i wewte wokół Teatru Wielkiego, poszukując Wejścia nr 6. Tam nasza przyjaciółka miała zostawić dwa bilety na otwartą próbę baletu Piotra Czajkowskiego  DZIADEK DO ORZECHÓW I KRÓL MYSZY. Biletów nie było. Skonfundowana dzwonię do Małgosi, z którą miałyśmy obejrzeć to przedstawienie. Telefon poza zasięgiem. Spotykamy się w końcu (kolejny raz okrążyłam Operę Narodową) przy wejściu głównym. Małgosia jeszcze bardziej zdziwiona ode mnie. Gdzie tu dzwonić? Jej komórka padła, ja nie mam stosownych numerów. Małgosia gdzieś w końcu idzie i… dostaje za darmo dwa zaproszenia. Jest 17.58. W dwie minuty lądujemy na jaskółce – nigdy tam nie siedziałam. Patrząc na scenę z góry czuję się niemalże jak Bogini obserwująca zwykłych śmiertelników. No, ale artyści z baletu takimi zwykłymi śmiertelnikami nie są. Minuty biegną i z wolna obie ogarnia nas czar Dziadka do orzechów. Czar się pogłębia w drugim akcie, gdy przesiadamy się (ja z duszą na ramieniu) na parter. Zachwyt, czysty zachwyt. Czy może być lepsze uczucie przed Świętami, gdy ogarnia nas bajka z dzieciństwa? gdy wszystko wydaje się znowu możliwe? Gdy brzydki Dziadek do orzechów zmienia się w Księcia, a Król Myszy ginie (Króla Myszy było mi szkoda, zwłaszcza gdy tańczący go mężczyzna zdjął maskę  – Och. Och. Och!!!). Wyszłyśmy obie zaczarowane. Oby ta magia trwała. przynajmniej do Świąt (włącznie 🙂 ).

Kometa

17 grudnia 2018

 

Dziwnie stało się w tym roku – zamiast tradycyjnej gwiazdki z paseczków papieru, którą (w dużych ilościach) robię od 57 lat, zrobiłam gwieździstą kometę z wystrzępionym ogonem. Kometa usadowiła się na Świątecznym stroiku (nie ma tradycyjnej choinki), tuż przy Wielkim Wozie ze „zwykłych” gwiazdek. Kometa patrzy, gdzie by tu pofrunąć… 🙂 Odczyszczone smoki zyskały oświetlenie w postaci choinkowych lampek. Prześwitują przez ażurowy parawan. Wejście do nowego, tajemniczego świata stoi otworem. Kluczyków doń mam sporo. Któryś spasuje. Ten bardzo trudny dla mnie i rodziny rok kończy się z nadzieją.

 

Ja z mą rodzicielką :-)

12 grudnia 2018

InkedJa z mamusią robimy bombki_LITo nasze rękodzieła – moje i mamusi. Zajęcia ze zdobienia artystycznego szkła w Chęcińskim Uniwersytecie trzeciego Wieku. Dziękuję Pani Marcie Syzdół za pożyczenie zdjęcia. 🙂