Dżin z butelki…

2 kwietnia 2020

Dzin mały
W Sylwestra drugi już rok z rzędu, zdobiłam szkło. Kupiłam ładną butelkę, pofarbowałam od środka na bordowo, dodałam złotej konturówki. Podczas kolacji z Olą i Adamem wyjaśniłam, że w butelce zamknęłam dżina. I ten dżin będzie spełniał moje życzenia w 2020 roku. Myślę teraz sobie o tym żarcie, że był proroczy i symboliczny, tyle że na opak. Ludzkość potraktowała naszą Ziemię Matkę Gaję jak ja swoją butelkę. Miało być tak jak nam się ludziom zamarzyło: Ziemia miała spełniać nasze życzenia, zachcianki. Było ich więcej, więcej i więcej. Tymczasem Ziemia była coraz brudniejsza, zaczęła coraz ciężej oddychać, dostała gorączki, aż nie wytrzymała i odwinęła się, postanowiła załatwić swego truciciela, czyli nas, ludzi. Dżin szaleje po ziemi, siejąc zgrozę i zniszczenie. Czy i kiedy uda nam się go złapać i zagnać z powrotem do butelki?

Drzewko szczęścia na szczęście!

25 marca 2020

drzewko szczęścia
– Po kryzysie świat będzie innym miejscem. COVID-19 z pewnością zmieni nasze postrzeganie inwestycji w zdrowie i zdefiniowania kapitalizmu sprzyjającego integracji społecznej; „miękkiej siły Chin”; globalizacji; walki ze zmianami klimatu – kolejne gwałtowne, prawdopodobne wyzwanie zbiorowe przed nami i być może także to, w jaki sposób oszczędzamy na różne, także nieprzewidziane wydarzenia życiowe. Tak mówi Ludovic Subran, nie żaden alterglobalista i lewak, lecz główny ekonomista Euler Hermes i Allianz, światowych ubezpieczycieli. Myślę, że im dalej będziemy się zapadać w koronawirusa, tym tych głosów będzie więcej; że znany nam system kapitalistyczny ulegnie transformacji. Czy sam z siebie? Nie do końca. Przy pomocy nacisków płynących z całego świata. Gołym okiem widać, że nasza strefa, w tym najbogatsze kraje świata, nie potrafiła poradzić sobie z pandemią, że była kunktatorska, nieruchawa, dojutrkowska.
Jak by nie patrzeć, na naszych oczach następuje zmierzch starych, politycznych elit. Jakie przyjdą po nich? Wizjonerzy czy dyktatorzy?
PS Codziennie staram się w domu zrobić coś konkretnego, by nie ugrząźć w spekulacjach filozoficzno-politologicznych. Przedwczoraj odmroziłam lodówkę, wczoraj zlałam kwas z buraków, dzisiaj przesadzę drzewko szczęścia. Niech będzie symbolem nowych czasów! Drzewko szczęścia na szczęście!

Lustereczko powiedz przecie…

24 marca 2020

20200121_113936
Nasz świat rozsypuje się na kawałki, tak jak na zdjęciu, które w styczniu zrobiłam w Muzeum d’Orsay w Paryżu. Ani bym przypuszczała, że ta fotografia stanie się symboliczna w dobie pandemii koronawirusa. To była kawiarnia na ostatnim piętrze muzeum. Zafascynowała mnie od pierwszego wejrzenia. Niby jesteś w normalnym świecie, a gdy spojrzysz w lustro, przechodzisz do innego. Wszystko wykrzywione, zniekształcone, i n n e , choć każdy składnik taki sam. Dzisiaj, siedząc na dobrowolnej kwarantannie ze starym kotem Rysiem widzę, że tam w Paryżu, zrobiłam zdjęcie przyszłościowe. Nasz świat rozprysnął się na miliardy kawałeczków. Czy da się go złożyć na nowo, by był taki sam w tych miliardach szczegółów?
Myślę, że nawet gdyby zebrać te wszystkie kawałeczki do kupy, to się w takim lustrze nie przejrzymy, a jeśli już, zobaczymy p o t w o r a , jakim stała się Ludzkość ostatnimi czasy, fundując sobie kryzysy: klimatyczny, demograficzny, uchodźczy, żywnościowy, smogowy etc, etc.. Doszedł do tego superkryzys wirusowy. W Nowym Jorku potrzeba ponoć 30 tys. respiratorów, a mają ich 3 tysiące! Na nic się zda cała amerykańska broń, te wszystkie karabiny, pociski, bomby i rakiety. Bilionowe zasoby zamrożone w broni nijak się mają do potrzeb gorączkującej i kaszlącej Ludzkości.
U nas, w Polsce, tak niektórzy marzyli o Forcie Trumpa, ponoć symbolu naszego narodowego bezpieczeństwa. Pewnie już nikt tego fortu nie zbuduje, bo jest przydatny jak nie przymierzając Linia Maginota dla Francji sprzed II wojny światowej. Potrzebujemy dla Ludzkości chyba całkiem nowej bajki… Nie tej: „Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie”, lecz raczej „Stoliczku, nakryj się”. Nakryj się od nowa. Lecz czy nas zaproszą do tego stołu?…

Książki wracają do łask

21 marca 2020

Ksiązki ok

Uziemiona – tak jak miliony Polaków – w domu, oglądając liczne programy  w telewizji, zaobserwowałam tryumfalny powrót książek, a właściwie półek z książkami. Służą one za tło „gadających głów”, bowiem z wiadomych, koronowirusowych powodów, rozmówców nie ma w studiu; są u siebie. Pewnie mogliby się ustawić w różnych miejscach, ale – nie wiedzieć czemu  – ludzie ci wybierają swoje gabinety, a w każdym razie pokoje, w których na półkach stoją woluminy. Oczywiście, jako stary mól książkowy (a właściwie molica książkowa), oglądam to z zachwytem i rozmaite refleksje mnie nachodzą. Do telewizji powróciła  elita (za przeproszeniem):, doktorzy, profesorzy, specjaliści od wirusów, epidemii, kryzysów, którzy jakoś nie wstydzą się, że są elitą wykształcenia i specjalizacji rozmaitych. Nikt nie chce ich podmieniać na ludzi młodych i „właściwych” partyjnie. Starzy, ale jarzy. Nawet jak tytuł zdobyli w czasach komuny, nie szuka się ich partyjnych czy ubeckich powiązań. Okazuje się, że liczy się wiedza i fachowość oraz doświadczenie – zdobyte gdziekolwiek i kiedykolwiek, byle było!!! Otóż ci ludzie, mają w domach książki! I pewnie je nawet nieraz czytają, co sprawia, że ten trudny a nawet okropny czas stał się dla mnie znośniejszy. Dla ilustracji moje książki w pokoju w którym piszę te słowa. Ahoj!

PS Ta analiza jest bardzo jednostrona, bo nie wiem czy czasem w TVP nadal nie szuka się niesłusznych korzeni.

Zaszczepieni na cierpienie

19 marca 2020

pionizator

Siedzę w domu z kotem Rysiem i intensyfikuję kontakty wirtualne: telefoniczne, meilowe, fejsbukowe. Wczoraj pisałam sobie z panią Agnieszką, żoną Marka Sliperskiego, mego autora w „Gazecie Ubezpieczeniowej”, który od dawna choruje na stwardnienie rozsiane i już nie wstaje z łóżka.  Dzięki pomocy wielu, wielu ludzi dostał swój własny pionizator, no i nie musi już cały czas leżeć; może stawać. I to jest wielki sukces! Agnieszka, jego żona, którą poznałam osobiście, gdy wybrałam się do Marka  tuż przed Sylwestrem 2018 r. zastanawia się nad „końcem świata”, jaki nagle wszyscy doświadczamy. Dodaje, że takich „końców świata” jej Marek miał już wiele, a ciągle się nie poddaje, dzieli się nawet zdalnie swoją umiejętnością języka angielskiego. Agnieszka dostrzegła, że nasz „koniec świata” kiedyś się skończy i jeszcze będzie normalnie. Jej wielkie, nieustanne cierpienie jakby nieco zmalało. – Jesteś zaszczepiona na cierpienie, Agnieszko – napisałam jej. Odpisała, że to sobie zapamięta. Ja także.

Na bezludnej wyspie

18 marca 2020

Nowy Świat bezludny

To zdjęcie wyludnionego Nowego Światu zrobiłam w ostatnią niedzielę o godzinie 9.00 rano. Nie ma na nim ani jednego człowieka. Mieszkam na poddaszu (piętro dobudowane w 1949 r.) i mam okna na 3 strony świata. Nieraz moi goście pytali mnie, a przedtem nas, gdy żył Adam, jak się tu żyje? Czy nie strasznie głośno? Opowiadałam o szerokim gzymsie, które tłumi dźwięki, o tym że się już przyzwyczaiłam do wiecznego „brzęczenia”, zwłaszcza dobiegającego z knajpek, które weszły do byłych rzemieślniczych pawilonów. I nawiązywałam do mojej ulicy z czasów stanu wojennego, dość pustawej, zwłaszcza wieczorami (trzy knajpki i kawiarnie także latem nie miały stolików na dworze). Przy okazji zachwycałam się Paryżem, którego kawiarnie, bistra i knajpki zrobiły na mnie piorunujące wrażenie w roku 1993, roku mej masońskiej inicjacji. A tu historia jakby zatoczyła koło, ale nie tylko – zrobiła koziołka! Knajpy na Nowym Świecie puściutkie jakby ich w ogóle nie było, cisza wieczorami i nocami dojmująca. I tak samo zrobiło się w Paryżu. Ale my, starsi Polacy na taki stan mamy „szczepionkę” w postaci pamięci o stanie wojennym, a oni jej nie mają. W ogóle! Paryskie knajpy zawsze tętniły życiem, wojna czy pokój. A tu nagle… przepustki! Z szerszych refleksji: demokracja nie szczepi na wirusa, zindywidualizowani ludzie, którym wszystko było wolno, nagle nie potrafią się odnaleźć w sytuacji, gdy czegoś nie wolno. Tymczasem autorytarne Chiny jak szybko zaczęły, tak i szybko (jak się dziś wydaje) skończą. Co to oznacza dla nas, Europejczyków? Dla całego zachodniego świata? Ja nie wiem. Chyba nikt tego nie wie.

Aszera dziesięciolatka, czyli od kryzysu do kryzysu…

17 marca 2020

20200121_122907

Mój blog Aszera (wcześniej przez wiele lat Aszera, żona Pana Boga) skończył 10 lat. Rozpoczęłam to pisanie 17 marca 2010 r. po lekturze artykułu o starożytnej bogini o tymże imieniu. Jedna i druga data, tj. wczoraj i dzisiaj oznaczała – jak to widzę – kryzys. Wówczas po trzech mniej więcej tygodniach doszło do katastrofy smoleńskiej, która przeorała Polskę, dzisiaj jesteśmy w epicentrum pandemii koronawirusa. Siedzę w domu z kotem, wówczas szczęśliwa mężatka, dzisiaj wdowa i rozmyślam nad światem. W sytuacjach skrajnych wracam do mych zainteresowań politologicznych, więc i dzisiaj słuchając dramatycznych wieści z Polski i świata rozważam, co ten kryzys oznacza dla ludzkości. Natury ludzkiej nie zmieni, bo nie takie pandemie ludzkość przeżyła, ale może zmienić otoczenie: zdrowotne, ekonomiczne, społeczne, szeroko biorąc – kulturowe i gospodarcze. Być może rozpoczyna się przetasowanie na świecie, zamiana w czołówce z USA na Chiny, przegrupowania w Unii Europejskiej, która – gdy piszę te słowa – jest centrum pandemii choroby. Upadłością zostaną zagrożone miliony małych i średnich firm zwłaszcza, zostaną zasilone zastrzykami miliardów dolarów i euro. Czy mając nóż na gardle wielcy tego świata wezmą się za biliony ukryte w rajach podatkowych? czy zostanie wprowadzony dochód podstawowy dla ludzi, którzy stracą swe firmy? czy – generalnie – zostanie podcięta gałąź „kapitalizmu kasynowego”, czy – wręcz odwrotnie – ruletka będzie się kręcić jeszcze szybciej? Te wszystkie pytania można mnożyć i chyba nikt nie zna na nie odpowiedzi. Chciałabym, aby po tej pandemii świat się zrobił lepszy, ale chyba niewiele za tym przemawia. Mogą się zrobić lepsi poszczególni ludzie, mogą łączyć się z innymi, im podobymi, i polepszać swoje otoczenie. Tylko tyle i aż tyle. Wierzę, że nasze loże wolnomularskie będą nadal promieniować światłem. I może to światło stanie się silniejsze. Może…

Polskie masonki

20 lutego 2020

Jaka fajna data: 20.02.2020. Dobra do podejmowania przyrzeczeń, bo łatwo zapamiętać. 🙂 Cóż się dzieje u mnie ostatnio? Wazony poszły w odstawkę, nie gram i nie śpiewam, nie ma we mnie złamanego wiersza. Od jakiegoś czasu cały mój twórczy mózg zajęty jest książką, którą chcę wydać jesienią. Związane jest to z jubileuszem 20-lecia zorganizowanego wolnomularstwa kobiecego w naszym kraju. Miała racja moja przyjaciółka Małgosia, gdy powiedziała mi niedawno: – Rzucisz wazony i zajmiesz się czymś innym. Ja cię znam. I „wykrakała”. Aby ułożyć w głowie książkę, potrzeba pewnie wolnego każdego neuronu, stąd mój sen: z mego ucha wychodzi jaszczurka, na początku jest mała, ale rośnie na moich oczach. Wyjście jaszczurki oznacza pewnikiem zwolnienie tej części mózgu, która zajmuje się ułożeniem mego dzieła. Choć nie będzie to książka napisana przez jedną autorkę. Ja będę tylko troszkę autorką, za to 100-procentową redaktorką i wydawcą. Na całość składać się będą artykuły w „Wolnomularzu Polskim”, przeważnie lożowe deski, moich sióstr z obu lóż: Gai i Prometei, które dadzą odpowiedź na pytanie: kim były polskie masonki, kim są i kim chcą być w przyszłości. Obrazy i słowa kłębią się w moim mózgu, ale jakiś obraz już się wyłania. Wspaniałe uczucie!

Szczęśliwi czasu nie liczą…

29 stycznia 2020

Dziwnie się dzieje ostatnimi czasy. Symbolem tego wszystkiego stał się dla mnie piękny zegar w paryskim muzeum d’Orsay. Z jego jednej strony czas biegł normalnie, a z drugiej, jakby zastygł. W kawiarni muzeum, gdzie z koleżanką Wandą piłyśmy kawę, jedna ściana wyłożona była lusterkami, umieszczonymi pod różnym kątem. Efekt był taki, jak na jednym ze zdjęć: świat pokawałkowany, nie tylko do góry nogami, ale powywracany na wszystkie strony. Moje spotkania paryskie były właśnie takie – działy się w ciągu tygodnia, ale wracałam w nich w przeszłość – 40 lat, 27 lat, wybiegałam też w przyszłość, najbliższą i tę trochę dalszą. Kto wie, może z punktu widzenia np. Wielkiego Architekta, ten mój świat jest właśnie taki nieciągły, w którym trudno powiedzieć, kiedy co się kończy, a kiedy zaczyna (i na odwrót). Przebywając w tych różnych czasoprzestrzeniach, zaczęłam gubić się w rzeczywistości. Zgubiłam kolczyk, czapeczkę, bluzkę, zostawiałam torebkę, pomyliły mi się daty… Trochę to śmieszne wszystko, ale w sumie… poetyczne. 🙂

Człowiek Roku Ubezpieczeń po raz 18…

11 stycznia 2020

Tytuł i nagrodę dla Człowieka Roku Ubezpieczeń wymyśliłam w 2002 r., gdy przejęłam „Gazetę Ubezpieczeniową” od Wydawnictwa INFOR. Od tego czasu co rok urządzaliśmy imprezę wręczenia nagrody – portretu. Trwało to długo, Wczoraj odbyła się kolejna, 18, Człowiekiem Roku Ubezpieczeń 2019 został Peter Grudniak, właściciel agencji dystrybucji ubezpieczeń  ERGO PRO. Przyszło wielu prominentnych uczestników ubezpieczeniowego rynku, w tym 7. Laureatów. Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie. To była ostatnia moja nominacja i mój kandydat, z którym znamy się i lubimy od lat. Dostał ode mnie osobistą bardzo nagrodę – duuuży puchar, z którym Panu Prezesowi Grudniakowi bardzo było do twarzy… 🙂