Cokoły, na których nie stoi już nikt…

11 lutego 2018

Reklamy

Jestem staromodna :-(

10 lutego 2018

i-brydz-praktyczny-przewodnikJestem brydżystka staromodna – olśniło mnie dzisiaj, podczas lektury książki Brydż. Praktyczny przewodnik. Jak grać i wygrać Juliana Pottage’a. Studiowałam mianowicie układ ze str. 26 zatytułowany Otwarcia ze zrównoważonymi rękami, natknęłam się na komentarz: „Obecnie za normalny zakres punktowy dla otwarcia 1 BA uważa się 15 – 17. A zatem ta ręka, z 16 punktami w honorach, jest idealna. Jeżeli grałbyś ze   s t a r o m o d n e g o   zakresu 16 – 18 1 BA równie z byłoby dobre. Jednak po otwarciu 1 karo nie miałbyś dobrego rebidu”. Otóż to – ja uczyłam się od taty, a on, na początku lat 50.  od starego Żyda z Borysławia (wedle relacji mamusi). Tata grał towarzysko, ale na pieniądze (1 zł za punkt przeważnie, to nie było mało w PRL), grał i całe życie wygrywał. Nie grał jednak brydża sportowego, nie uczestniczył w żadnych turniejach. Ja kwalifikacji brydżowych nie podnosiłam, bo i inne zajęcia w życiu miałam. Jednym słowem, moje odczucie na pierwszych zajęciach kursu, że „coś ze mną jest nie tak”, były uprawnione. Mój brydź jest przynajmniej częściowo anachroniczny. To wyzwanie dla damy 60 + – unowocześnić się. 🙂

Brydżystka

7 lutego 2018

brydżTakich emocji nie doświadczałam już dawno: podekscytowanie, zdenerwowanie, obawy, zadowolenie, nadzieja – to wszystko pomieszane razem doznałam, gdy przestąpiłam próg sali w lic. Czackiego, gdzie odbywa się kurs brydżowy. Brydż towarzyszy mi od maleńkości. Grał – z wielkim powodzeniem i szczęściem – mój tata Tadeusz Dołęgowski. Widzę siebie przy stoliku, mam pewnie z 6 – 7 lat, on zastanawia się nad wistem, a ja wyjmuję mu damę karo lub kier. Konsternacja całego stolika, co do tej pory pamiętam. Moja mamusia tego brydża bardzo nie lubiła, pamiętała tacie, że mnie nie dopilnował, spadłam z rowerka na twarz do kanału samochodowego  (krew, szpital, szycie). Ja to wszystkie wiem i rozumiem, ale karty i tak mam we krwi. Lata całe grywałam towarzysko, ale nigdy porządnie się nie nauczyłam. A teraz chcę! Stąd ten kurs. Nasz instruktor (mistrz nad mistrze Łukasz Witkowski) zakwalifikował mnie do średniaków, a ja mam tyle dziur „brydżowych”! Teraz będę robić to, co robiłam, gdy przesiadałam się z maszyny do pisania na komputer (pisałam 10. palcami na ślepo), trzeba było na nowo wyrabiać wszystkie nawyki. No więc jestem podekscytowana jak gimnazjalistka i znowu coś mnie cieszy! 🙂 Jeszcze będę grać w turniejach. Buduję bazę.

https://warszawa.naukabrydza.pl/

Ostatni Rzymianie

1 lutego 2018

195px-Eroberung_roms_410Lubię czytać na FB „Nie jestem statystycznym Polakiem. Lubię czytać książki”. Zawsze dodaję swoje trzy grosze. Dzisiaj odpowiedziałam na pytanie, gdzie bym się znalazła, gdybym się teleportowała do miejsca opisanego w książce, którą ostatnio czytam. Otóż dziś znalazłabym się na przełęczy razem z Wisenną, która będzie się rozprawiała z Kościejem. Tak, tak. Wróciłam do najstarszych opowiadań Andrzeja Sapkowskiego z tytułowego tomiku Wiedźmin z roku 1990. Mówiąc szczerze, te najstarsze „Wiedźminy” lubię najbardziej. Tam jest w pigułce cały późniejszy Sapkowski. Rozbudowa niektórych wątków nigdy mnie nie pociągała, zwłaszcza militarnych. Teraz, co bardziej drastyczne, po prostu mijam (tak jak nastolatki mijają opisy przyrody w Panu Tadeuszu czy dumania Judyma w Ludziach bezdomnych, o ile w ogóle je przeczytają). Wracając do FB – dobrze się czuję w tym towarzystwie ludzi czytających, choć o większości ich lektur nawet nie słyszałam. To taka „Rzeczpospolita czytająca”, która (chwała Guttenbergowi i Lutrowi) narodziła się wraz z wynalazkiem druku i Reformacją, czyli zejściem Biblii pod strzechy. Teraz ta era odchodzi, jak wszystkie przed nią, zamienia się w Nowy Wspaniały Globalny Świat, o którym z takim zacięciem mówi w najnowszej „Polityce” prof. Agata Bielik-Robson dowodząc, że internet zabija na naszych oczach znaną nam cywilizację. Jesteśmy zatem jak ostatni Rzymianie, którzy patrzą jak Vizygoci zdobywają Wieczne Miasto (na zdjęciu, fot. Wikipedia). Oczywiście ich spadkobiercy zbudują kiedyś katedrę w Kolonii, ale przyjdzie na to trochę poczekać…

Książki moje

31 stycznia 2018

DSCN1731Skończyłam czytać Dżentelmena w Moskwie. Ponieważ książka będzie należała do tych ukochanych, zaczęłam szukać dla niej miejsca. Musiałam w związku z tym zmienić miejsce innych dzieł. Uświadomiłam sobie, że robię tak przez całe swoje życie: zbieram książki, ustawiam zgodnie z aktualnymi zainteresowaniami, kupuję nowe, zmieniam ich konfigurację. Właściwie, gdybym przestała pisać, miałabym zajęcie do końca życia: skatalogować je wszystkie i wreszcie wiedzieć, co gdzie mam. Bo trochę czuję się zagubiona w tym papierowym oceanie.

Dużo nas, dużo nas, do pieczenia chleba

29 stycznia 2018

\DSCN1725Mój wierny Czytelnik Sfirex w swej mądrości podał w komentarzu oryginalny przepis na nasz masoński Chleb Milana, który zwie się po serbsku Pogaca. Nie wszyscy czytają komentarze, więc daję go w moim wpisie.

Składniki:
1 kg mąki krupczatki, 450 ml ciepłego mleka, 50 ml oleju rzepakowego lub, słonecznikowego, 2 jajka, 1 białko, 3 łyżeczki soli, 3 łyżeczki cukru, 50 gr drożdży.
Do smarowania: 250 gr margaryny lub masła trzymanego w temperaturze pokojowej
1 żółtko, sezam.

Sposób przygotowania:
1. Z odrobiny mleka, mąki, cukru i drożdży robimy rozczyn i odstawiamy na 15 minut w ciepłe miejsce. Resztę składników wsypujemy i wlewamy do miski, dodajemy wyrośnięty rozczyn i wyrabiamy rękoma lub robotem dopóki nie będzie odchodziło od miski.
2. Ciasto trzeba rozwałkować jak najcieniej. Rozwałkowane ciasto smarujemy margaryną lub masłem.
3. Posmarowane ciasto zwijamy w rulon.
4. Rulon kroimy na 4 – 5 cm kawałki.
5. Kawałki układamy do okrągłej formy o średnicy 36 cm i odstawiamy do wyrośnięcia.
6. Wyrośnięte ciasto smarujemy żółtkiem i posypujemy sezamem. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika (180 C) na około 1 godzinę.

Źródło: https://www.przyslijprzepis.pl/przepis/pogaca-serbski-chlebek

Chleb Milana

28 stycznia 2018

DSCN1698

Coroczny bankiet zimowy za nami. Spotkali się na nim siostry i bracia z Wielkiego Wschodu Polski (organizator na czele z s. Aleksandrą, zastępczynią Wielkiego Mistrza), Prometei i Gai Aeterny, lóż kobiecych Wielkiej Żeńskiej Loży Francji, Wielkiej Loży Kultur i Duchowości oraz Droit Humain. Na początku tej historycznej loży stołowej łamiemy się chlebem. To nie jest zwykły chleb lecz serbski, pieczony według specjalnej receptury, którą nasz zmarły brat Milan, przekazał swojej loży Pod Ulem (Droit Humain). W jego ojczyźnie wypieka się go na uroczyste okazji: wesela, urodziny, pogrzeby. Łamanie jest proste, ponieważ każdy kawałeczek jest w tym chlebie oddzielnie, choć trzyma się zarazem reszty. Jego smak jest niepowtarzalny. W tym roku s:. Basia, która od lat ten chleb nam piecze powiedziała, że chce przekazać tajemnicę jego wypieku następnemu pokoleniu wolnomularzy, pod warunkiem, że już zawsze będzie to dla nas "Chleb Milana". I tak będzie. Zadzwoniłam dzisiaj do Basi i zapisałam się na naukę pieczenia tego chleba. Nie byłam pierwsza. Będzie nas cała szóstka – z różnych lóż.

 

Marsz masonów po latach

25 stycznia 2018

Trzej Wielcy MistrzowieZnalazłam wiersz Ildefonsa Gałczyńskiego pt.  MARSZ MASONóW z 1928 roku, czyli sprzed 90 lat i postanowiłam go uwspółcześnić. Oto pierwsza zwrotka oryginału:

Nas nie zgnębią reakcje i frakcje, ni wpływy zachodu i wschodu,

Jak czarne róże rozkwitną nasze fraki w Lidze Narodów.

Sursum corda, mili masoni, en avant, en avant, en avant!

Zawsze po naszej stronie, Lloyd George, lord Cecil i Briand.

A teraz moja wersja, współczesna:

Nas nie zgnębią reakcje i frakcje, wschód czy zachód – dobrze to wiecie,

jak czarne róże rozkwitną nasze fraki tam, w ONZ-ecie.

Sursum corda, mili masoni, en avant, en avant, en avant,

zawsze po naszej stronie, kanclerz Merkel, Macron no i Trump! *

UWAGA! Donald Trump znalazł się w tym miejscu, bo się dobrze rymował. Generalnie, wolimy innych przywódców 🙂

Och te chłopy!

24 stycznia 2018

Premier Mateusz Morawiecki ma przyrodniego brata Jerzego – wyczytałam w dzisiejszej „Polityce”. Jego tata Kornel Morawiecki latami ukrywając się przed bezpieką dorobił się drugiej, choć nieformalnej rodziny. Z matką – świętością dla Mateusza – nigdy się nie rozwiódł, czyli żył sobie z tą drugą na kocią łapę, jak zresztą wielu naszych rodaków. Od razu przypomniały mi się meandry rodzinno-uczuciowe  Józefa Piłsudskiego, który aby ożenić się z piękną Marią Juszkiewicz przeszedł na protestantyzm (to na przełomie wieków XIX i XX), a potem ją zdradzał z towarzyszką z PPS Aleksandrą Szczerbicką; on zmierzał do Magdeburga (1917), ona rodziła mu córkę. Myślę, że wielotomową encyklopedię dałoby się skompletować z życiorysów naszych bohaterów narodowych. Wszystko co ludzkie… – napiszę, tylko bym chciała, aby potem panowie nie prawili tyle o moralności i matce naszej Kościele. Amen.

Moja babcia Czesia

21 stycznia 2018

W pamięci mam zawsze tylko jedną babcię – Czesławę Wolską. Druga babcia umarła szybko i nie mam z nią żadnych wspomnień. Babcia Czesia była osobą zwyczajną, niezbyt wykształconą, prostą. Przy tym była mądra i dobra. Gdy sama jestem od prawie 11 lat babcią wiem, że właśnie mądrość i dobroć są tymi cechami, które zamieniają się w kapitał ich potomków. Tyle lat minęło, a ja na słowo babcia uśmiecham się i wzruszam jednocześnie. Będziesz babciu ze mną na zawsze. To było kiedyś dla mnie wielkie odkrycie, gdy pomyślałam, że i ja mam przecież w sobie Twoje geny, i że ja mogę być mądrą i dobrą, a nie byłam przecież zbyt często.

Na zdjęciachL: ja z babcią w jej domu w Sosnowcu, babcia Czesia z pierwszym mężem (to nie mój dziadek), ja jako mama Oleńki z babcią w Zalesiu k. Warszawy