Metoda „na wampira”, czyli rzecz o osoczu wielpłytkowym

19 stycznia 2018

Wczoraj, obok mini zastrzyków z witaminami B zostało mi wstrzyknięte w okolicy kręgosłupa moje własne osocze bogatopłytkowe (odwirowana krew z żyły). Czego ja się już nie naczytałam na temat osocza! Leczy się w ten sposób sportowców, poprawia skórę (także na głowie, ponoć lepiej rosną włosy, może to też sposób na łyse głowy po chemii?), wygładzają się zmarszczki etc. W sumie optymistyczne. 🙂

PS Bardzo zastanowiły mnie w związku z powyższym przekazy historyczne na temat pelikana, karmiącego młode własną krwią, co chrześcijaństwo przekształciło w symbol ofiary z własnej krwi Chrystusa…

wlasna-krew-najlepszym-kosmetykiem-osocze-bogatoplytkowe-prp

fot. http://kobietawielepiej.pl/moda-i-uroda/uroda/wlasna-krew-najlepszym-kosmetykiem-osocze-bogatoplytkowe-prp

Reklamy

Miłe, zawodowe zjawy

18 stycznia 2018

ZjawyCałe życie lubiłam czytać o innych światach, fantasmagoriach, strzygach, jednym słowem – o innym świecie. Mam to teraz na co dzień. Adam przenosi się często – bo nie zawsze – w inne wymiary, w inne czasy i doświadczenia. Nieraz wie gdzie jest, nieraz jest w podróży (najczęściej) – śni mu się na jawie całe zawodowe życie, gdy non stop był w wyjazdach jako dziennikarz „Życia Warszawy” lub „Kuriera Polskiego” (takie dobre pisma były, ale się zbyły…). Ciężko nieraz tłumaczyć, że nie jest na Węgrzech (to wczoraj), w Łodzi (2 dni temu) czy że nie robi reportażu na Kielecczyźnie. A tu trzeba wszystko robić normalnie, a zwłaszcza zastrzyki z insuliną. Pyta często: kto teraz rządzi?; odpowiadam PIS z Kaczyńskim. A gdzie Macierewicz? – zdjęli i knuje. A kto stoi na czele opozycji? – migam się, bo właściwie nie wiadomo 🙂 A czy ja jestem żonaty? – raz padło, ale odpowiedziałam zgodnie z prawda: tak, ze mną. Sama jestem ciekawa, w jakiej formie będę tego wszystkiego doświadczać. Łatwo o tym czytać w mądrych książkach. Oj, łatwo…

D..py mają jak z mosiądza, to ułani są z Grudziądza

14 stycznia 2018

Jaki miły dzień. Rankiem razem z Olą odwoziłyśmy Emilkę na ferie do Stajni Dorado w Kampinosie. Nie wiedziałyśmy, czego tam oczekiwać. pierwszy ogląd: pusto,  jakiś zziębnięty psiak stoi przed budą na podeście, do którego wiodą wysokie schody (sic!). Gdzieśmy trafiły!? A potem było tylko lepiej i lepiej: właściciele, stajnia, konie, psy i koty, powozownia i wreszcie rozmowa przy kawie, która zeszła na starą Warszawę, na powozy, na współczesną młodzież, która ciągle pała miłością do koni. Potem Ola w smartfonie odnalazła więcej informacji na temat rodziny Piotrowskich, a zwłaszcza dziadka, zajmującego się końmi w pewnym arystokratycznym domu, który został głównym hodowcą koni w Polsce Ludowej. I to wszystko się czuje na miejscu: pasję, historię, klasę i humor, który przeszedł na potomka, instruktora naszej Emilki. Potem było też dobrze: znalazłam bliskie (!) miejsce parkingowe, dostałam czerwone serduszko (nakleję jako ente na lustro w przedpokoju).

PS Dziadek był też ułanem z Grudziądza, zaraz przypomniały mi się śpiewy Adama z dawnych czasów: Dupy mają jak z mosiądza, to ułani są z Grudziądza, lanca do boju szabla w dłoń, bolszewika goń, goń, goń!

Poieważ na FB zainteresowano się postacią „dziadka” Piotrowskiego, znalazłam jego biogram w Polskim Słowniku Biograficznym:

http://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/marek-stefan-piotrowski

#Lewica nie/po* (*niepotrzebne skreślić) zachwyca

12 stycznia 2018

Czytałam gdzieś o najnowszym sondażu prezydenckim, w którym pierwsza trójka wygląda następująco: Duda (39), Tusk (21), Biedroń (15). Te 15 procent to potencjalnie wielki kapitał założycielski. Gdyby obecny prezydent miłego memu sercu (rodzina) Słupska wystartował, zagłosowałabym na niego bez wahania w pierwszej turze. Czy wszedłby do drugiej? Nawet jeśli nie, to jak niegdyś Andrzej Olechowski dla Platformy, tak Biedroń dla Nowej Lewicy mógłby wnieść ładny kapitał zaufania, który zbiera systematycznie pracując pozytywnie dla społeczności lokalnej i nie topiąc się w tej brzydkiej przeważnie, centralnej. Czy Biedroń z Nowacką mogliby być zaczynem nowej formacji lewicowej, w której nikt nikomu nie patrzyłby w kalendarz? Bardzo bym tego chciała. Po ostatnich głosowaniach liberalne (?) formacje parlamentarne, czyli PO i Nowoczesna obrzydły mi wielce.

PS Lubię słuchać Zandberga, ale mając po wielokroć rację, nie wydaje mi się dziś skłonny do jakiegokolwiek kompromisu. Ja, jako „stara” lewica konstatuję to z przykrością.

PSPS Mam sentyment do SLD, ale obawiam się, że nie wstępuje się drugi raz do tej samej rzeki, choć może się tak stać, że SLD ze swoim 6 – 7 proc. będzie lewicowym przyczółkiem w nowym Sejmie, a nowsza #Lewica godna XXI wieku pozbiera się dopiero po wyborach prezydenckich. Stare socjaldemokracje, to był dobry program na XX wiek, na czasy globalizacji stają się z wolna anachroniczne.

Zabrakło 9 głosów!

11 stycznia 2018

Plakat Zielonych (2)Barbara Nowacka pyta, gdzie do cholery byli posłowie opozycji, gdy przepadał obywatelski projekt RATUJMY KOBIETY. Zabrakło 9 głosów, by odesłać go do komisji. Za tym głosowało nawet kilkudziesięciu posłów PIS, Ci i te z PO, Nowoczesnej albo nie przyszli, albo wycofali karty, albo głosowali przeciw. To ma być  l i b e r a l i z m ! ?! Wściekłam się jak dawno nie wściekałam. Jedyni obrońcy praw kobiet są poza parlamentem, zmieceni. I tylko nas dobiegają głosy, kto, z kim i dlaczego nie może się dogadać! Starzy z młodymi, Razem ale Osobno! Jakie te gierki są obrzydliwe. Kto wie, ale może i ta wściekłość nie mnie jedną dopadła. Może będzie jak ze sprężyną dociskaną, dociskaną, dociskaną. Ale sprężynie potrzeba czasu, by odbić. Trzeba zatem czekać. I samemu wrzucić głos do urny.

Melancholia zimowa

9 stycznia 2018

Melancholia zimowa – ładna nazwa dla kwiatka.  Ciągle myślami obracam się wokół przemijania i wieczności. Tu moja najlepsza przyjaciółka w szpitalu; jutro wychodzi, ale ma „zapewnione” powroty; tu redaktor mojej gazety ostatecznie przykuty do łóżka przez SM. Kilka razy dziennie zerkam na statystyki w portalu  POMAGAM. Patrzę czy mu rośnie. Wolniutko, ale ciągle do góry, na teraz ma 53 proc. sumy do zebrania. Robię co mogę, by pomoc rozpowszechnić, ale w obliczu głosów o pomoc z całego świata, ten mój głos jest cichutki. Towarzyszę memu Adamowi godzina po godzinie w jego wędrówce, w której od czasu do czasu zahacza o inny świat. On był dobry całe życie, to i jego inny świat jest dobry. Myślał wczoraj, że jest w muzeum, a w tym muzeum wiszą jego portrety. Spełnia sny za życia. W sumie fajne. Idę po zakupy po Nowym Świecie, zahaczam o likwidowaną księgarnię Matras i patrzę na stosy książek przecenionych o 70 proc. Szukałam, szukałam, nic nie wybrałam. Przed Matrasem był sklep Triumpha. Ileż czarnych koszulek tu kupiłam, raz nawet przypadkiem wyniosłam z niego majteczki, które wisiały na wieszaczku, a ten przyczepił mi się do torby (przedefilowałam z tymi majtkami przez pół Nowego Światu, nawet jeden pisarz katolicki to opisał potem) – a tu nie ma sklepu, w likwidacji. Radość spora z powrotu pani Galiny, naszej pomocy domowej, legalnej, ze służą zdrowia, ale Galina smutna, właśnie pochowała mamę. Wszędzie te kwiatki – smutaski, melancholie zimowe…

https://pomagam.pl/WsparciedlaMarka

Pomóżmy Markowi, proszę

6 stycznia 2018

22. Marek SliperskiWczoraj późnym wieczorem, gdy przyszłam z prac loży, dostrzegłam w poczcie mail od osoby, która nigdy dotąd do mnie nie pisała. Była to pani Agnieszka, żona Marka Sliperskiego, stałego felietonisty mojej gazety – „Gazety Ubezpieczeniowej”. Pisze do nas od kilkunastu lat, a właściwie pisał, bo teraz już nie może. Leży. Powaliło go stwardnienie rozsiane, z którym z samozaparciem walczył od lat, choć nigdy się nie poddawał. Pisał felietony, nawet jednym palcem. Poznałam go jako młodego, zdolnego chłopaka, który wziął udział w naszym konkursie i zajął wysokie miejsce. To od tego czasu stał się bliski dla Czytelników GU i pisał swoje mądre, wnikliwe felietony. Pani Agnieszka założyła Mu konto i prosi o pomoc. – „Czytelników Gazety Ubezpieczeniowej jest tak wielu” – pisze. I ja proszę o pomoc dla Pana Marka.

https://pomagam.pl/WsparciedlaMarka

Byle do 19 lutego

4 stycznia 2018

DSCN9638Szybko to idzie. Mam już ustalony termin zabiegu mikrochirurgicznego (to mikro piszę specjalnie, bo brzmi lepiej niż makro) na mój dysk. Od rana robię remanenty i sporządzam Plan, jak to mama uczyła mnie od maleńkości: co zrobić wcześniej, co później, co może poczekać a co nie. Przyśpieszam sobie wiosnę, a konkretnie wiosenne wydanie „Wolnomularza Polskiego”, by był maksymalnie zrobiony. Musiałam odmówić zaplanowany wyjazd do Poznania z wykładem, a raczej przesunąć na potem. I jeszcze sprawozdania lożowe, i deski…, i, i… Zepsuł nam się telewizor w Nowy Rok, a dziś zamontowali nowy. Jest jak smok, taki duży. Adam areszcie wszystko będzie mógł dobrze widzieć. Byłam w szpitalu u przyjaciółki i bezustannie o Niej myślę. Zaniosłam Jej do czytania mój prezent pod choinkę, czyli Wielką Księgę Radości. Okazało się, że Ona ma zdjęcie z Dalajlamą!

Jeden z moich czytelników, który szczerze mnie nie cierpi (jak cała resztę masonów) określił moje rodzinne zdjęcia „płynnym gó…em”. Żyje w kloace na co dzień? Biedny.

Noworoczne postanowienia

2 stycznia 2018

Wczorajszy wpis był proroczy. Wiosna dla mnie, to zabieg chirurgiczny na mój dysk L-4 (chyba). Dzisiejsza konsultacja u profesora nie zostawia złudzeń: może być tylko gorzej. Ponieważ do lękliwych istot nigdy nie należałam i nawet jako kilkulatka sama chodziłam do dentysty, decyzję podjęłam błyskawicznie. Nie chcę ciągle żyć na pół gwizdka, jak przez ostatnie pół roku. Trzeba zaryzykować.

Idzie wiosna!

1 stycznia 2018

Dzisiaj przeprowadziłam pierwszą (feministyczną) korespondencję w sprawie Wolnomularza wiosennego. Wianek na głowie wiosenny, a w sercu ciągle maj. 🙂W wianku