Brydżowe odrodzenie

19 września 2018

Nie pisałam tu długo o moim brydżu, bo ambicja nie pozwalała. Ostatnio szło mi źle. Niezależnie z kim grałam – przegrywałam przeważnie, kładłam kontrakty, albo wychodziły lepsze niż zalicytowane. Zaczęłam już myśleć, że się cofam i nic nowego nie nauczę, bo mózg zwalnia. Nie jestem do tego przyzwyczajona przez całe swoje  życie. Oj, ile mnie to nerwów kosztowało, ile negatywnych emocji, zgrzytania zębów, a z drugiej strony – przysiąść fałdów też mi się nie chciało – myśli mam zajęte po prostu czym innym. 🙂 Po tym okresie posuchy wróciła z wakacji w Ameryce przemiła Swietłana, z którą już będziemy grać razem. No i wczoraj, na turnieju kończącym lato, zajęłyśmy drugie miejsce! Cieszyłyśmy się obie jak jakieś osiemnastki (Swieta jest o pokolenie ode mnie młodsza, doktor nauk, pracownik naukowy i mózg, że ho, ho!). Do jesiennych rozgrywek przystępuję w lepszym nastroju, choć – jak widzę – pracy nad swoim charakterem i głupimi ambicjami – mam jeszcze dużo. 🙂 A oto my:

Brydż Puchar lata

Reklamy

Stulecie kobiet polskich

13 września 2018

O kobietach polskich, ich historii, walki o emancypację, zwycięstwach i porażkach mogłabym opowiadać godzinami. Całe swoje dorosłe życie w ten czy inny sposób dotykam tych kwestii, pisząc czy działając społecznie. Jak o tym wszystkim opowiedzieć w półgodzinnym wystąpieniu na rozpoczęcie nowego roku akademickiego w Chęcińskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku? Myślę o tym przed zaśnięciem, myślę po przebudzeniu, myślę przy komputerze. Koncepcje zmieniają się jak w kalejdoskopie i obawiam się, że wychodząc na mównicę 4 października dowiem się, jaka jest wersja ostateczna. 🙂 Poniżej zdjęcia, które znajdą się w mojej prezentacji.

Gdy spokój się wali

11 września 2018

Weranda w Zalesiu

Facebook przypomniał mi dzisiaj zdjęcie sprzed dwóch lat, które zrobiłam na werandzie naszego domku letniskowego w Zalesiu. Adam siedzi na swoim ukochanym , starym fotelu jak siedział (na różnych fotelach) z fajką, odkąd weranda powstała po narodzinach w 1983 r. naszej córki Oleńki. Ja również tam siadywałam, ale – wiadomo – przeważnie coś robiłam, więc mnie tam tak często nie było. 11 września, kiedy zostało zrobione to zdjęcie,  ma dla mnie podwójne znaczenie: wraz z całym światem pewnie pamiętam co ten dzień znaczył dla  Amerykanów, ale dla naszej rodziny także oznaczał koniec pewnej długiej, spokojnej epoki. Adam we wrześniu 2001 roku  czuł się coraz gorzej, aż trafił do najpierw jednego, potem drugiego szpitala. Przeszedł ciężką i niebezpieczną dla życia operację. Na Nowy Świat wrócił dopiero w grudniu, a do maja następnego roku snuł się po domu jak duch niemalże; w maju była kolejna operacja. Tak zawalił się spokój domowy. W pracy było podobnie, groziło zamknięcie gazety, której szefowałam, zdecydowałam się w desperacji iść na swoje i wydzierżawić „Gazetę Ubezpieczeniową”. Potem dowiedziałam się, że w INFORZE dawano mi pół roku; miało następnie wszystko upaść wedle najlepszej wiedzy ponoć… Tak czy inaczej, dzisiejsza rocznica to dla mnie pamięć dni, w których wydawało się, że wszystko się zawali, tymczasem nic się nie zawaliło, ale wszystko zmieniło. Wczoraj moja przyjaciółka Ewa wyciągnęła dla mnie jedną kartę tarota, był nią Mag: – Przed Tobą Mirko ogromna zmiana – powiedziała. – Zacznyna się nowa epoka w Twoim życiu. Ileż to już razy?…

Gaja – początek roku masońskiego

9 września 2018

Museum_-_Freimaurermeister Moszyński z wikipediiTeraz to już na prawdę koniec wakacji! Wczoraj rozpoczęła prace moja loża macierzysta Gaja Aeterna. Miałyśmy gości z Paryża, co zawsze jest miłe. To był powiew zachodniego świata, z którego coś lub ktoś nad odpycha. My, wolnomularze się nie damy. Od 300 lat jesteśmy jego częścią i nie dał rady  car Aleksander I, prezydent Mościcki ani wszyscy I sekretarze z Polski Ludowej. I dzisiejsze dni szybko miną. Była instalacja korpusu oficerskiego, piękna deska o matce Ziemi – Gai i kobiecej energii w kosmosie. Zostałam I Dozorującą i bardzo się z tego cieszę. Przyznam też, że baaardzo się ucieszyłam, gdy po wakacjach włożyłam swój masoński fartuszek i okazało się, że jest…. stanowczo za szeroki w pasie. 🙂 Już nie powiem, kiedy musiałam go trzymać, by się nie osunął… 🙂 🙂 🙂  Jak na fotce starego masona z mopsem. 🙂

„RES HUMANA” i ja

7 września 2018

res-humana-w-iext52886570Odebrałam wczoraj nieoczekiwany telefon. Dzwonił dr Zdzisław Słowik, redaktor naczelny dwumiesięcznika  RES HUMANA. Poznałam go w połowie lat 80., gdy byłam publicystką „Argumentów”. To on namówił mnie do napisania książeczki pt.  Ruch wolnomyślicielski i laicki w Polsce (1907 – 1969), co stało się równo 30 lat temu. Potem, pewnie i dzięki Jego poparciu, zostałam laureatką nagrody im. Tadeusza Kotarbińskiego. Jak dziwnie się losy przędą, pojutrze, w loży  LUX ORIENTIS będę wygłaszała „deskę” poświęconej etyce niezależnej prof. Kotarbińskiego… Wracając do telefonu – usłyszałam troszkę wymówek, że nie napisałam dla  RES HUMANA tekstu na 300. masonerii. Biłam się w piersi, ale teraz, gdy moich obowiązków redaktorskich ubywa, nadrobię to wszystko z nawiązką. Tekst będzie i to nie jeden. W pierwszym chcę powrócić do wspomnianej publikacji o wolnomyślicielach polskich i napisać, jak po wielu latach, gdy byłam już masonką, szukałam wśród wolnomyślicieli śladów wolnomularzy. No i znalazłam, rzecz jasna. 🙂

Wiersze z kluczem

6 września 2018

DSCN2634

Aszera. 

Żona Ela, żona Jahwe, żona Baala…

Ich trzech – ona sama,

mamuśka, kochanka, dama.

I biedzę się od samego ranka,

kim była na początku?

Pra-matka.

Pra-żona.

Pra-kochanka.

Szast prast i olśnienie. Tytuł mego pierwszego tomiku wierszy: Wiersze z kluczem. Będzie go sygnowała  ASZERA. Prezent dla bliższych i dalszych pod choinkę. 🙂 🙂 🙂

Zaczęło się od gumki myszki

5 września 2018

Wszystko zaczęło się od tego, że zginęła mi kolejna gumka myszka, niezbędna w pracy nad planowaniem numerów „Gazety Ubezpieczeniowej”. Zaczęłam szukać. Doszłam do szczeliny między biurkiem i szafą, no i cóż ja tam znalazłam! 5 gumek myszek, jeden ołówek, a na końcu, wciśnięty w kąt, mój dyplom doktorski.  Myszka wskazała drogę. Pozmieniałam zatem: dyplom na ścianę obok kalendarza rodzinnego (pozdrawiam kuzyneczkę Anię i mamusię, twórczynię kalendarza), obraz z meduzą na ścianę ze świętościami, już nie będzie tak święcie. Na koniec przemian włożyłam sobie nową „kolię” składającą się z pięciu kluczyków (uwaga – tyle zaginionych gumek było!). Do kolii są kolczyki kluczykowe i bransoletka. – Jesteś mamo jedną wielką zagadką – powiedziała moja córka Ola, gdy mnie ostatnio w tej kolii zobaczyła. Trudno było polemizować 🙂

 

W zdrowym ciele…

4 września 2018

Napisałam kiedyś kilka wierszyków o tkaczce i tkaninie (wariacje herbertowskie). Jeden z nich publikuję poniżej. To „kiedyś” właśnie nadeszło i od dwóch miesięcy pływam i się odchudzam (nie jem chleba pierwszy raz w swym życiu i mięs – takoż). Wynik na razie niezły: 5 kg.

Za mało tkaniny, za mało,

zza rąbka wygląda me ciało

i po co ono wygląda,

gdy nikt nań już nie spogląda?

Trzeba się trochę utrudzić

i kiedyś ciało odchudzić…

Poza tym ozdabiam dom: maluję różne cudeńka, naklejam, poprawiam niedoskonałości. Rezultaty poniżej (dolne kwiatki namalowałam na szafkach kuchennych nadgryzionych przez ząb czasu i na drzwiach wejściowych):

 

Ślimak, ślimak pokaż rogi

1 września 2018

 InkedDwa ślimaki_LI

Nasze dłonie jak ślimaków różki,

ledwie dotkną, a już się cofają.

 Nasze ciała jak ślimaków muszle,

chociaż chronią, tylko przeszkadzają.

 Dopiero nagie, bezbronne i śliskie,

są sobie bliskie.

To także wierszyk sprzed lat kilkunastu. Takie wyrażanie uczuć na poziomie przedszkolaka: Zobacz Zdzisiu, jak to robią bociany… 🙂

PS Dla pedantów: wiem, że ślimak: „sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem” (cyt. Adam Mickiewicz)

O miłości dwóch fasoli pnących

31 sierpnia 2018

Fasolki pnące

Czy to tyczka, czy promień?

Czy to liście, czy dłonie?

Czy to strączki, czy usta?

Czy wypełni się pustka?

Czy to wietrzyk, czy tchnienie?

Czy spełnisz moje pragnienie?

To stary, stary wierszyk sprzed lat kilkunastu. Przy okazji po raz pierwszy coś dorysowałam do fotki – dwa strączki mianowicie. Trochę krzywawe, ale ujdą… 🙂