Ech, życie…

19 Maj 2019

589453262-podwojne-zycie-plakat-01

Fajny film dzisiaj widziałam… „Momenty były?” – chciałoby mi się napisać z pewną taką nostalgią. Film to Podwójne życie francuskiego reżysera Oliviera Assayasa. Szłam do kina na komedię. Dziwne, ale ani razu sala w Atlanticu nie zaniosła się gromkim śmiechem. Owszem, były śmieszki, słyszałam je od sąsiadek po prawej i lewej stronie, ale raczej cichutkie. Ja też się śmiałam raczej pod nosem, chociaż najczęściej w ogóle nie śmiałam.  Tematy były mi bliskie: pisanie blogów i książek, rynek wydawniczy i jego zmiana pod wpływem coraz bardziej potężniejącego internetu. Rozmowy między bohaterami też raczej nie były śmieszne. Bo film, choć lekki, to prawdziwy. Zawahałam się pisząc: lekki, bo zdarzały się momenty ciężkawe. Na początku trzeba się było wysilić, by zapamiętać kto kogo i z kim zdradza i jak to „nasadza się” na życie zawodowe bohaterów. Z jednym odczuciem wyszłam z kina: niepewności. Na nic w tym eleganckim, artystycznym świecie nie ma co liczyć; ani na wierność, ani na przyjaźń, ani na miłość, ani na pewność zawodową, ani na… technologię, bo tę wypiera… kolejna, jeszcze bardziej „technologiczna”  technologia. Film kończy się jakby optymistycznie, „po staremu”, bo zdradzana żona, która zawiodła się na prowadzącym podwójne życie polityku, zachodzi w ciążę z własnym mężem (sic!!!), chociaż nie wiadomo kiedy zaszła, bowiem mąż sypiał z kim innym („Wystarczy ten jeden raz”). Mnie z góry zrobiło się żal maleństwa, bo na jakiż to świat przyjdzie? A przecie nic nie było tam o Briexicie, o walącej się Unii Europejskiej, o ocieplaniu klimatu, o…. itp. itd. Zostaje jak zawsze seks na pociechę, ale co to za pociecha? – zdaje się mówi autor filmu ustami (choć nie tylko) swoich bohaterów.

Reklamy

Ewa, jabłko i wąż…

19 Maj 2019

Wa, jabłko i wąż2Jeśli dobrze się przypatrzeć, te dwa wazony przedstawiają Ewę – ten z prawej – oraz Węża z rajskim jabłkiem -z lewej Wczoraj wieczorem Wąż był jeszcze samotny. Jabłko przyśniło mi się, że trzeba dodać. Od siódmej rano dodawałam zatem karminowe jabłuszko z różowawymi liśćmi Drzewa Dobrego i Złego (lub odwrotnie). W tle słucham wieści z europejskiego frontu, cieszę lub martwię sondażami, gram na pianinie. I mi dobrze. W sumie.

Sekrety spod sutanny, czyli kaszka z mleczkiem

16 Maj 2019

sekrety spod sutanny

Wiele, wiele lat temu, dokładnie w 1993 r., zredagowałam książkę pt. Sekrety spod sutanny. Był to wybór publicystyki z tygodnika NIE, gdzie wówczas byłam dziennikarką. To był szczyt mego antyklerykalizmu. Pożegnałam się z nim wraz z reakcją NIE (a ściślej ona ze mną) na długo. Sekretów... wstydziłam się. Swej ówczesnej publicystyki trochę też. Ja złagodniałam, zmieniłam się. Paczkę książek, które mi zostały niesprzedane, schowałam głęboko do szafy, gdzie tkwi nadal. Dzisiaj wyciągnęłam jeden egzemplarz. Pierwszy – przed kilku miesięcy – po obejrzeniu filmu KLER; drugi, dzisiejszy, po usłyszeniu wieści, że papież Franciszek wysyła do Polski swego specjalnego wysłannika; tego samego, który przedstawił mu m.in. raport o sytuacji w Kościele chilijskim. Przejrzałam książkę pobieżnie: jest seks, ale tylko z kobietami. O pedofilii nie ma ani słowa. Po filmie braci Sekielskich pt. Tylko nie mów nikomu, cała ta książkę to kaszka z mlekiem, to strawa duchowa dla przedszkolaka. Na tylnej okładce zacytowałam wówczas słowa biskupa Tadeusza Pieronka z „Życia Warszawy”, który rzekł znamienne słowa: „W cierpieniu Kościół się oczyszcza”. Oby. Trzymam za arcybiskupa Charlesa Sciclunę kciuki. Mocno!

https://natemat.pl/272779,kim-jest-abp-charles-scicluna-franciszek-wysyla-go-do-polski-ws-pedofilii?fbclid=IwAR1a0MmMVW3vs1AYJ2lHyje1a6EkgQu9hzTIYEiorV_W_

Monstrancja masońska i Franciszek

14 Maj 2019

 

Od rana, przy filiżance kawy, którą piję z takiej samej filiżanki od 38 lat, rozmyślałam, gdzie umieścić wazonik ze swoją ślubną obrączką w roli głównej. Pracowałam nad nim do nocy. Wyszła taka… monstrancja. Masońska, rzecz jasna. Ostatecznie „monstrancja” stanęła na pianinie obok moich kochanych zdjęć rodzinnych. Pianino przy okazji się jakoś odczarowało i usiadłam do niego po raz pierwszy właściwie od swojej choroby. Już znowu mogę grać i śpiewać. Moim myślom o minionej, małżeńskiej drodze, towarzyszy – niby pomruk burzy za horyzontem – TVN ze wszystkimi ostatnimi informacjami o filmie braci Sekielskich i pedofilii w kościele. Nie wiem, czy dalej będę tak ceniła papieża Franciszka, jeśli nie wezwie do Watykanu polskich biskupów razem wziętych! I uczyni to samo co zrobił z episkopatem chilijskim – prześwietli i pozwalnia co „lepszych”!!!

Obrączka i Kwiat Szczęścia

13 Maj 2019

Po 37 latach 1 miesiącu i 10 dniach zdjęłam z palca złotą małżeńską obrączkę. Ściślej rzecz biorąc, pan jubiler mi ją przepiłował i ściągnął, bo zwyczajne środki zawiodły – palec „urósł” w ciągu tych lat… Obrączkę wkomponowałam w wazonik. Stanowi teraz obwódkę złotego kwiatu. Kwiatu Szczęścia.

Obrączka

 

Nowe idzie i się robi

13 Maj 2019

Dostałam od znajomego Stefana nowe srebrne kamyki i dwa poskręcane wazony. Jeden zrobiłam na – tradycyjnie – złoty z dodatkiem prawdziwych korali, drugi jest srebrno- czarny. Pierwszy pójdzie do Pana Stefana, drugi jest mój.

Pogrzeby i spotkania po latach

9 Maj 2019

Wczorajszego dnia pewnie nigdy nie zapomnę. Dowiedziałam się, że umarł jeden z profesorów mojego wydziału uniwersyteckiego. Z jego synem Januszem byłam na jednym roku, to był taki „kolorowy zawrót głowy”. Dawno, ponad 40 lat temu. Nie bardzo mogłam go poznać w kościele, a właściwie w ogóle nie mogłam. Tylko podbródek był jakby podobny… Z żałobnikami po mszy przeszłam pod ścianę, w której składane są urny na Starych Powązkach. Wysłuchałam wszystkich przemówień, a nawet śpiewów z hymnem Młodzieży Wiejskiej (pięknie śpiewali, zwłaszcza jeden ludowy europoseł). Podeszłam na koniec do rodziny i rzekłam: „Pewnie mnie Janusz nie poznałeś i…” Dalszego ciągu nie było. – Jestem Jacek, jego brat (ma brata!!!). Janusz nie przyszedł.

Na kolejny pogrzeb na Powązki Wojskowe, do prof. Karola Modzelewskiego a potem na grób Adama już nie miałam siły pójść. Tak mnie to jakoś poraziło.

Młody bóg słońca Azteków

6 Maj 2019

Młody Bóg Sońca AztekówNo i zamiast tajemniczego kwiatu, wyszedł mi „Młody bóg słońca” Azteków. Niesamowity, wcale nie piękny, energetyczny. Pełno dzikich emocji w nim się zgromadziło. Moja koleżanka brydżystka, do której szkło (bez boga) należy, powiedziała, gdy tłumaczyłam się gęsto z tego dzieła, że go nie lubiła nigdy, tzn. tego wazonu. Odetchnęłam i powiedziałam: – Zatem to, co mi wyszło, to nagromadzone przez kilkanaście lat twe negatywne emocje. Teraz „bóg Azteków” będzie ci odpowiadać i śledzić każdy krok swymi wielkimi, błyszczącymi oczami. Czysta abrakadabra!

O starej k…rwie rwie, brydżu i wazonie

5 Maj 2019

Wspominam z dreszczem dnie sprzed dwóch lat: „3 maja – tj. noc – spędziłam z pogotowiem. Rwa rwa  jak… rwa, nie mogłam się poruszyć. Przyjechala św. Ola (godz. 1.30),potem karetka. Jacy fajni chłopcy i dziewczyna. Dostałam kroplówkę, potem jeszcze porcję tejże  potem wyczołgałam się z łóżka.  Jedziemy  do szpitala Orłowskiego. Jeszcze jedna kroplówka, recepta.  Ola, taksówka, dom.. Rzuciłam się na łóżko. Po 1,5 godz. obudziłam się. Zejście z niego zabrało mi 2 godziny.     nie kładę się  – piszę – wszystko jest lepsza od łóżka, tj. wstawania z niego, gdy ma się wrażenie, że się dusisz” – to tylko jeden z wpisów. Po porodzie Oli, po którym obie o mało nie umarłyśmy, było to najgorsze doświadczenie w moim życiu. Na szczęście rwa nie wróciła. Robię wiele, by nie wróciła. Dzisiaj np. zrobiłam kolejny wazon „brydżowy’, tj. wypatrzyłam go na szafce u koleżanki brydżystki. Na razie leży i schnie. Koleżanka Magda otrzyma go przy kolejnym brydżu (wczoraj byłam na szarym końcu). Wróciły też wiersze. Koszmary – tylko we wspomnieniach 🙂

Wenus ocenzurowana, Madonna w porządku

29 kwietnia 2019

Diana ocenzurowanaIdąc z duchem czasów i aktualnymi trendami kulturowymi, sama ocenzurowałam obraz – starą kopię Tycjana Wenus z lustrem. Śpię od zawsze pod nim i śnią mi się nieraz niestworzone rzeczy. Koniec z tym! Madonna obok z synkiem – mego autorstwa – przyzwoite. Mogą zostać bez zmian. 🙂

PS Zostawiłam goły tyłeczek amorka. Na pociechę.