Bukiet dla seniorki

16 kwietnia 2020

Kwiaty
Dzisiaj rankiem (niezbyt wczesnym), zadzwonił domofon. Ki zacz? – pomyślałam. To był ktoś z pizzerii, aby zostawić ulotki w skrzynce pocztowej. Zawahałam, się, ale jednak wpuściłam na klatkę. Biedna pizzeria, musi z czegoś żyć, abyśmy my mogli tyć, co staje się chyba jakimś problemem, sądząc po przesyłanych mi filmikach i fotkach. Po jakimś czasie, znowu domofon. Listonosz? – eeee, on już nie zagląda do mnie od miesiąca; on do mnie, a ja do skrzynki (ciekawe, czy będzie posłańcem w ewentualnych wyborach korespondencyjnych. Nie przegonię, skądże, druki wezmę na pamiątkę koronaczasów). No więc to nie był listonosz. – Kwiaty dla Pani – usłyszałam i zrobiło mi się dziwnie. Jako pani w latach, przyzwyczajona jestem do bukietów, coraz rzadszych, ale jednak. Tego i zadnego bukietu się nie spodziewałam. Rozdarłam niecierpliwie papier… Jest. Jest bilecik. Artur K. życzy mi spokoju ducha w tych dniach. Mój Boże… Artur jest prezesem jednej z największych multiagencji ubezpieczeniowych w Polsce. Na co dzień zarządza tysiącami ludzi. Nie zliczę, ile składki przez konta się przewija… Ale on jest jednym z tych ludzi ubezpieczeń, którym tempo życia i pieniądz nie zawróciło w głowie. Rozmawialiśmy niedawno przez telefon. Mówiliśmy o naszych emocjach i uczuciach „koronawirusowych”. Mówiliśmy o ludziach – zagubionych, podnieconych, wycofanych, przerażonych, przebojowych i zgodnie stwierdziliśmy, że te czasy pokazują kim kto jest naprawdę, bez maski. Fajnie zweryfikować sobie grono otaczających nas ludzi, spojrzeć na siebie – co my w tym gronie robimy. Myślę, że trzeba otrzepać się z kurzu, albo błyskotek, albo zbędnych fatałaszków, zatrzymać się, by pójść dalej, lżejszym od rzeczy i spraw nieistotnych.
Dziękuję Arturze drogi. 🙂
PS W czasach izolacji seniorów, kiedy chroni się nas i izoluje od prawdziwego życia na potęgę, takie objawy pamięci są nie do przecenienia…

Mirabelki w Zdroju

15 kwietnia 2020

Za płotem
Wszystko pachnie i kwitnie za płotem,
Nie pomiziam cię teraz, lecz potem,
kiedy w Zdroju – o Boże wielki!,
rozpromienią się mirabelki.
A gdy Zdrowia Minister pozwoli,
może troszkę się poswawoli?
tak że pójdą iskry do nieba
no i będzie, wreszcie jak trzeba!
🙂

Czy koronawirus o tym wie?

14 kwietnia 2020

Kura i ziarno
Z czasów dzieciństwa sielsko-anielskich pamiętam dowcip, który opowiadała mi moja kuzynka Ania. Pewien pacjent szpitala wariatów (dzisiaj powiedziałabym: dla psychicznie chorych) myślał, że jest ziarnem i gdy tylko napotkał kurę, głośno krzyczał i uciekał w te pędy. Leczenie trwało długo, ale wreszcie dobiegło szczęśliwego końca i pacjent został wypisany do domu. Nie minął jednak dzień, gdy znowu, przerażony, zjawia się w gabinecie doktora, wołając w niebogłosy: Panie doktorze, kura, kura! Doktor, niewzruszony zapytał: – Panie Janie, przecież pan wie, że nie jest ziarnem! – Tak, ja wiem – odparł nieszczęśnik – ale czy kura o tym wie?!!!
I cały ten głupawy dowcip chodzi mi po głowie, od czasu 10 kwietnia i obchodów smoleńskich na Placu Piłsudskiego. Tak, już wiem, że to nie było nielegalne zgromadzenie, tylko wykonywanie obowiązków służbowych, ale czy KORONAWIRUS o tym wie???

Odysea Północy

12 kwietnia 2020

Suknia_i_ fartuszek_okladka
Nie chcę poddawać się smutkowi! Nie chcę pogrążać się w nostalgii! Chcę wierzyć, że chociaż koronawirus wszystko wywrócił nam do góry nogami, to z tej rozpaczy, strachu i chaosu wyłoni się jakiś nowy sens. Tak się cieszyłam na ten rok. Miałyśmy z siostrami z warszawskich lóż Prometei i Gai Aeterny świętować na jesieni 20-lecie masonerii kobiecej w Polsce. Ile miałyśmy planów, kto miał do nas nie przyjechać. A teraz – nic nie wiadomo. Z osobistych planów jednak nie zrezygnuję! Od kilku miesięcy pracowałam nad książką pt. SUKNIA I FARTUSZEK. Z dziejów wolnomularstwa kobiecego w Polsce XVIII – XXI w. Teksty – deski lożowe Gajek i Prometejek, publikowane w większości na łamach „Wolnomularza Polskiego” wybrałam, ułożyłam tematycznie, myślałam nad stosownym wstępem, gdy nagle spadł na nas wirus. W ciągu kilku dni zmieniła się epoka, a wraz z nią optyka tego co ważne, co nieważne, co się ostanie, co zginie w odmętach czasu. Nowym okiem spojrzałam też na swoją dotychczasową pracę i nagle – toutes proportions gardées – poczułam się jak Mickiewicz na paryskim bruku, gdy pisał „Litwo, ojczyzno moja”… Cały świat naszych lożowych spotkań: siostrzeństwo, deski, dyskusje, agapy, nabrały całkiem nowego wymiaru. I moja praca nabrała innego wymiaru. Zanurzyłam się w tamte lata jak w ożywczej kąpieli, śniąc sen na jawie. W tych dniach przyszedł mi także w jednym olśnieniu pomysł na okładkę książki. 12 lat wcześniej, na starej czarnej desce, namalowałam akrylami obraz pt. Masonka. Potem cienką konturówką dorysowałam do niego na dole malutki żaglowiec i podpisałam – Odysea. Było to symboliczne przedstawienie mojej drogi masońskiej, długiej, nierzadko burzliwej i z przerwami. Jeszcze nie wiem, kiedy – jak Odys – przybijemy do rodzinnej Itaki, kiedy wznowią prace loże masońskie, ale wiem, że nasze wolnomularskie wartości: Wolność – Równość – Braterstwo/Siostrzeństwo nie rozsypią się w proch i pył, lecz rozbłysną na nowo jasnym Światłem.

Dżin z butelki…

2 kwietnia 2020

Dzin mały
W Sylwestra drugi już rok z rzędu, zdobiłam szkło. Kupiłam ładną butelkę, pofarbowałam od środka na bordowo, dodałam złotej konturówki. Podczas kolacji z Olą i Adamem wyjaśniłam, że w butelce zamknęłam dżina. I ten dżin będzie spełniał moje życzenia w 2020 roku. Myślę teraz sobie o tym żarcie, że był proroczy i symboliczny, tyle że na opak. Ludzkość potraktowała naszą Ziemię Matkę Gaję jak ja swoją butelkę. Miało być tak jak nam się ludziom zamarzyło: Ziemia miała spełniać nasze życzenia, zachcianki. Było ich więcej, więcej i więcej. Tymczasem Ziemia była coraz brudniejsza, zaczęła coraz ciężej oddychać, dostała gorączki, aż nie wytrzymała i odwinęła się, postanowiła załatwić swego truciciela, czyli nas, ludzi. Dżin szaleje po ziemi, siejąc zgrozę i zniszczenie. Czy i kiedy uda nam się go złapać i zagnać z powrotem do butelki?

Drzewko szczęścia na szczęście!

25 marca 2020

drzewko szczęścia
– Po kryzysie świat będzie innym miejscem. COVID-19 z pewnością zmieni nasze postrzeganie inwestycji w zdrowie i zdefiniowania kapitalizmu sprzyjającego integracji społecznej; „miękkiej siły Chin”; globalizacji; walki ze zmianami klimatu – kolejne gwałtowne, prawdopodobne wyzwanie zbiorowe przed nami i być może także to, w jaki sposób oszczędzamy na różne, także nieprzewidziane wydarzenia życiowe. Tak mówi Ludovic Subran, nie żaden alterglobalista i lewak, lecz główny ekonomista Euler Hermes i Allianz, światowych ubezpieczycieli. Myślę, że im dalej będziemy się zapadać w koronawirusa, tym tych głosów będzie więcej; że znany nam system kapitalistyczny ulegnie transformacji. Czy sam z siebie? Nie do końca. Przy pomocy nacisków płynących z całego świata. Gołym okiem widać, że nasza strefa, w tym najbogatsze kraje świata, nie potrafiła poradzić sobie z pandemią, że była kunktatorska, nieruchawa, dojutrkowska.
Jak by nie patrzeć, na naszych oczach następuje zmierzch starych, politycznych elit. Jakie przyjdą po nich? Wizjonerzy czy dyktatorzy?
PS Codziennie staram się w domu zrobić coś konkretnego, by nie ugrząźć w spekulacjach filozoficzno-politologicznych. Przedwczoraj odmroziłam lodówkę, wczoraj zlałam kwas z buraków, dzisiaj przesadzę drzewko szczęścia. Niech będzie symbolem nowych czasów! Drzewko szczęścia na szczęście!

Lustereczko powiedz przecie…

24 marca 2020

20200121_113936
Nasz świat rozsypuje się na kawałki, tak jak na zdjęciu, które w styczniu zrobiłam w Muzeum d’Orsay w Paryżu. Ani bym przypuszczała, że ta fotografia stanie się symboliczna w dobie pandemii koronawirusa. To była kawiarnia na ostatnim piętrze muzeum. Zafascynowała mnie od pierwszego wejrzenia. Niby jesteś w normalnym świecie, a gdy spojrzysz w lustro, przechodzisz do innego. Wszystko wykrzywione, zniekształcone, i n n e , choć każdy składnik taki sam. Dzisiaj, siedząc na dobrowolnej kwarantannie ze starym kotem Rysiem widzę, że tam w Paryżu, zrobiłam zdjęcie przyszłościowe. Nasz świat rozprysnął się na miliardy kawałeczków. Czy da się go złożyć na nowo, by był taki sam w tych miliardach szczegółów?
Myślę, że nawet gdyby zebrać te wszystkie kawałeczki do kupy, to się w takim lustrze nie przejrzymy, a jeśli już, zobaczymy p o t w o r a , jakim stała się Ludzkość ostatnimi czasy, fundując sobie kryzysy: klimatyczny, demograficzny, uchodźczy, żywnościowy, smogowy etc, etc.. Doszedł do tego superkryzys wirusowy. W Nowym Jorku potrzeba ponoć 30 tys. respiratorów, a mają ich 3 tysiące! Na nic się zda cała amerykańska broń, te wszystkie karabiny, pociski, bomby i rakiety. Bilionowe zasoby zamrożone w broni nijak się mają do potrzeb gorączkującej i kaszlącej Ludzkości.
U nas, w Polsce, tak niektórzy marzyli o Forcie Trumpa, ponoć symbolu naszego narodowego bezpieczeństwa. Pewnie już nikt tego fortu nie zbuduje, bo jest przydatny jak nie przymierzając Linia Maginota dla Francji sprzed II wojny światowej. Potrzebujemy dla Ludzkości chyba całkiem nowej bajki… Nie tej: „Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie”, lecz raczej „Stoliczku, nakryj się”. Nakryj się od nowa. Lecz czy nas zaproszą do tego stołu?…

Książki wracają do łask

21 marca 2020

Ksiązki ok

Uziemiona – tak jak miliony Polaków – w domu, oglądając liczne programy  w telewizji, zaobserwowałam tryumfalny powrót książek, a właściwie półek z książkami. Służą one za tło „gadających głów”, bowiem z wiadomych, koronowirusowych powodów, rozmówców nie ma w studiu; są u siebie. Pewnie mogliby się ustawić w różnych miejscach, ale – nie wiedzieć czemu  – ludzie ci wybierają swoje gabinety, a w każdym razie pokoje, w których na półkach stoją woluminy. Oczywiście, jako stary mól książkowy (a właściwie molica książkowa), oglądam to z zachwytem i rozmaite refleksje mnie nachodzą. Do telewizji powróciła  elita (za przeproszeniem):, doktorzy, profesorzy, specjaliści od wirusów, epidemii, kryzysów, którzy jakoś nie wstydzą się, że są elitą wykształcenia i specjalizacji rozmaitych. Nikt nie chce ich podmieniać na ludzi młodych i „właściwych” partyjnie. Starzy, ale jarzy. Nawet jak tytuł zdobyli w czasach komuny, nie szuka się ich partyjnych czy ubeckich powiązań. Okazuje się, że liczy się wiedza i fachowość oraz doświadczenie – zdobyte gdziekolwiek i kiedykolwiek, byle było!!! Otóż ci ludzie, mają w domach książki! I pewnie je nawet nieraz czytają, co sprawia, że ten trudny a nawet okropny czas stał się dla mnie znośniejszy. Dla ilustracji moje książki w pokoju w którym piszę te słowa. Ahoj!

PS Ta analiza jest bardzo jednostrona, bo nie wiem czy czasem w TVP nadal nie szuka się niesłusznych korzeni.

Zaszczepieni na cierpienie

19 marca 2020

pionizator

Siedzę w domu z kotem Rysiem i intensyfikuję kontakty wirtualne: telefoniczne, meilowe, fejsbukowe. Wczoraj pisałam sobie z panią Agnieszką, żoną Marka Sliperskiego, mego autora w „Gazecie Ubezpieczeniowej”, który od dawna choruje na stwardnienie rozsiane i już nie wstaje z łóżka.  Dzięki pomocy wielu, wielu ludzi dostał swój własny pionizator, no i nie musi już cały czas leżeć; może stawać. I to jest wielki sukces! Agnieszka, jego żona, którą poznałam osobiście, gdy wybrałam się do Marka  tuż przed Sylwestrem 2018 r. zastanawia się nad „końcem świata”, jaki nagle wszyscy doświadczamy. Dodaje, że takich „końców świata” jej Marek miał już wiele, a ciągle się nie poddaje, dzieli się nawet zdalnie swoją umiejętnością języka angielskiego. Agnieszka dostrzegła, że nasz „koniec świata” kiedyś się skończy i jeszcze będzie normalnie. Jej wielkie, nieustanne cierpienie jakby nieco zmalało. – Jesteś zaszczepiona na cierpienie, Agnieszko – napisałam jej. Odpisała, że to sobie zapamięta. Ja także.

Na bezludnej wyspie

18 marca 2020

Nowy Świat bezludny

To zdjęcie wyludnionego Nowego Światu zrobiłam w ostatnią niedzielę o godzinie 9.00 rano. Nie ma na nim ani jednego człowieka. Mieszkam na poddaszu (piętro dobudowane w 1949 r.) i mam okna na 3 strony świata. Nieraz moi goście pytali mnie, a przedtem nas, gdy żył Adam, jak się tu żyje? Czy nie strasznie głośno? Opowiadałam o szerokim gzymsie, które tłumi dźwięki, o tym że się już przyzwyczaiłam do wiecznego „brzęczenia”, zwłaszcza dobiegającego z knajpek, które weszły do byłych rzemieślniczych pawilonów. I nawiązywałam do mojej ulicy z czasów stanu wojennego, dość pustawej, zwłaszcza wieczorami (trzy knajpki i kawiarnie także latem nie miały stolików na dworze). Przy okazji zachwycałam się Paryżem, którego kawiarnie, bistra i knajpki zrobiły na mnie piorunujące wrażenie w roku 1993, roku mej masońskiej inicjacji. A tu historia jakby zatoczyła koło, ale nie tylko – zrobiła koziołka! Knajpy na Nowym Świecie puściutkie jakby ich w ogóle nie było, cisza wieczorami i nocami dojmująca. I tak samo zrobiło się w Paryżu. Ale my, starsi Polacy na taki stan mamy „szczepionkę” w postaci pamięci o stanie wojennym, a oni jej nie mają. W ogóle! Paryskie knajpy zawsze tętniły życiem, wojna czy pokój. A tu nagle… przepustki! Z szerszych refleksji: demokracja nie szczepi na wirusa, zindywidualizowani ludzie, którym wszystko było wolno, nagle nie potrafią się odnaleźć w sytuacji, gdy czegoś nie wolno. Tymczasem autorytarne Chiny jak szybko zaczęły, tak i szybko (jak się dziś wydaje) skończą. Co to oznacza dla nas, Europejczyków? Dla całego zachodniego świata? Ja nie wiem. Chyba nikt tego nie wie.