Archive for Sierpień 2011

Wiem, że nic nie wiem

31 sierpnia 2011

Sokrates„Politykę” zaczynam zawsze od rozmów lub artykułów Jacka Żakowskiego, jeśli są oczywiście. W najnowszym wydaniu tygodnika znalazłam jego rozważania na temat aktualnej kondycji światowej wiedzy ekonomicznej. Jacek Żakowski zdaje relację ze zgromadzenia najwybitniejszych współczesnych ekonomistów, w tym kilku noblistów (gdzie się spotkali zapomniałam, a „Politykę” zostawiłam w domu, dopiszę wieczorem :-), a konkluzje są niewesołe: Ogólnej i spójnej teorii na obecne czasy nie ma i na horyzoncie nie widać nikogo, kto móglby ją mieć. Światowi ekonomiści mogliby zatem powtórzyć za Sokratesem: „Wiem, że nic nie wiem”. To pierwsza konstatacja. Druga to taka, że nie ma idealnego, statystycznego konsumenta, który reagowałby modelowo na bodźce rynkowe. Konsumenci reagują… różnie i nieprzewidywalnie, jak to ludzie; raz głową, raz sercem. Ta nowa ekonomia, która miałaby powstać, winna to… uwzględnić. Kłania się nam: „Człowiekiem jestem i nic co ludzkie…(Terencjusz, komndiopisarz, II w. pne)”. Zatem punkt wyjścia do stworzenia nowej, ogólnej superekonomii na czasy globalizmu już mamy.  🙂

Reklamy

Stracone okazje – i ciastka, i majtki

30 sierpnia 2011

Po przeczytaniu „Spotkań z Petroniuszem” Aleksandra Krawczuka, zaczęłam robić remenent na półkach z książkami – a jest ich w mym domu sporo. Coś mi migało w umyśle, że powinnam książki profesora mieć. Ale gdzie? Szukałam nawet niedługo. Był – na najniższej półce w salonie – „Poczet cesarzy rzymskich” wydały Iskry w 1991 r. Otwieram i oto 3 niespodzianki: na początku urocza dedykacja profesora dla mojej córki Oleńki, która miała wówczas lat 9, w środku 3 tys. zł – ówczesnych złotych, a jeszcze dalej mały wycinek o beatyfikacji twórcy Opus Dei Josefa Escrive de Balaguer. Nie zaglądałam do książki przez 19 lat, tułałam się jak pies bezpański po górach i dolinach historii, filozofii, ubezpieczeń, psychoterapii i czego tam jeszcze. Nie kupiłam sobie nic za te 3 tys. zł, nawet teraz nie pamiętam, ile były wtedy warte: czy mogłam zjeść ciastko czy kupić majtki? Pieniądze mogę teraz oprawić w ramki, na pamiątkę starych „słusznie minionych” czasów, ale cesarze rzymscy błyszczą jak nowi! Rzuciłam się na nich jak zgłodniały kot na spyrkę: najbardziej mi się spodobał Julian Apostata, który chciał przywrócić cesarstwu starożytnych bogów. Oczywiście było to zawracanie kijem Wisły a raczej Tybru. O twórcy Opus Dei napisałam wtedy rozprawkę, pisząc z zacięciem w stylu, który teraz… sama  krytykuję u oponentów masonerii. I jestem o 19 lat starsza. I profesor Krawczuk także, w roku przyszłym skończy 90 lat. Czy spotkam Go jeszcze i czy wyrażę całą wdzięczność jaką teraz do Niego czuję?

PS  Dzisiaj znalazłam kolejną książkę profesora, na tej samej półce nieco dalej. Dedykacja tym razem jest dla mnie samej. Prawie się rozpłakałam. Ale o tym – jutro.

Ja i różne demony

29 sierpnia 2011

„Baal był demonem. Aszera była żoną Baala. Kim ja jestem, skoro wierzę w żonę demona?” Tak mniej wiecej wyglądają wywody mojej Czytelniczki, która wpisała się pod poprzednią notką o monoteiźmie i postępie. Proste pytanie na tę odpowiedź brzmi: Jestem jakąś pomniejszą demonicą. Jest chyba jednak inaczej. Ja nie wierzę w Aszerę. Powracam jedynie do tych czasów, kiedy kobiety były równoprawne w niebie. I cały czas się zastanawiam, i szukam, szukając pewnie nie raz błądzę, co spowodowało, że zeszły z tego piedestału jako równorzędne, niebiańskie istoty. Jestem więc raczej wolnomyślicielką i feministką. Przestałam przyjmować rzeczy na wiarę. W milionach przeszłych  wydarzeń szukam swojej własnej życiowej ścieżki. Szukam Mistrzów duchowych w różnych wiekach i kulturach. Staram się być przyzwoitą w życiu codziennym masonką. I dobrą, jak potrafię, choć nieraz pewnie nie potrafię. I raduje mnie myśl, że żyję w czasach, w których za taką postawę nie palą na stosie wyznawcy jedynie słusznego poglądu na wszystko. I na pytanie: „Jak żyć?”, odpowiadają: „Po mojemu”!

Monoteizm i postęp

28 sierpnia 2011

W ciągu ostatniego roku z hakiem ciągnęło mnie do wierzeń pogańskich, do Aszery i innych bogiń, stąd tytuł tego blogu. Czytałam i pisałam po omacku, bez przewodnika, bez klucza. Teraz wiem, co mnie ciągnęło. Przeczytałam to we wspomnianej książce prof. Aleksandra Krawczuka Spotkania z Petroniuszem (Iskry 2005). Profesor zastanawia się, co przyniósł ze sobą monoteizm: „Chodzi o fanatyzm religijny i jego straszliwe, ludobójcze skutki – zjawisko całkowicie obce światu <pogańskiemu>. Wielość bogów to wyklucza; każda wiara jest na swój sposób prawdziwa, każdy bóg ma swoje prawa. <Gdyby nie mototeizm, człowiek niewątpliwie pozostałby jednym z największych drapieżników, ale nie dochodziłoby do wojen religijnych. Gdyby na świecie wciąż panował politeizm, nigdy nie powstałby komunizm ani „globalny, demokratyczny kapitalizm”. Miło jest pomarzyć o świecie bez wojujących wyznań, religijnych lub politycznych. Miłe to, lecz próżne marzenie. Politeizm to zbyt subtelny sposób myślenia dla nowoczesnego umysłu >” (John Grey, Słomiane psy, przekład Cezarego Cieślińskiego).

Zatem: Niech żyje Aszera, żona Pana Boga!!!

Woody Allen cudo!!! Polecam.

27 sierpnia 2011

Byliśmy całą rodziną w kinie na najnowszym filmie Woody Allena O północy w Paryżu. Dawno nie czułam się tak cudownie. Było śmiesznie, wzruszająco, nostalgicznie. Ja bez przerwy przenoszę się duchem do innych epok, Allen pokazał to na filmie, i zrobił genialnie! Kto może – niech idzie. Ja wybiorę się powtórnie.

Czyj bóg jest miłosierny?

26 sierpnia 2011

Dostałam wczoraj w prezencie małą książkę autorstwa prof. Aleksandra Krawczuka o spotkaniach z Petroniuszem. Doszłam do zdania, które mnie poraziło swoją prostotą i przenikliwością. Autor pocztu cesarzy rzymskich zestawia dwa wielkie wydarzenia z przeszłości: zdobycie Troi i zdobycie Jerycha. Po zdobyciu tego drugiego  wojska Jozuego wymordowały wszystkich mieszkańcow tego kananejskiego miasta łacznie z kobietami i dziećmi. Oszczędzono nierządnicę, która wpuściła szpiegów żydowskich za mury. Po zdobyciu Troi greccy „poganie” oszczędzili wielu,  w Iladzie – wskazuje Krawczuk – są partie użalające się nad losem pokonanych, mówiące o okrucieństwie wojny, czego nie spotkasz w analogicznych partiach Biblii w stosunku do wyznawców innych bogów. Czyj bóg jest miłosierny? – pyta Krawczuk.

Skąd się biorę Nowe Siły

25 sierpnia 2011

Dziwne, skąd człowiek może czerpać nowe siły… W ubiegłą sobotę ortopeda ze specjalnością kręgosłupową powiedział mi, że wprawdzie jest źle, ale nie dramatycznie i operacji mojej szyi robić nie trzeba. No i poczułam się… cudownie! Nie na wózku po nieudanej operacji, a w pełni formy po: gwoździach, jeżach, masażach  (to ostatnie w przyszłości). I w pracy zaczęło mi się chcieć wszystko robić, i nowe pomysły jak zwariowane zaczęły płynąć (ponoć te klawiki, czyli gwoździe wpływają na wyobraźnię i innowacyjnośc, co jakby się u mnie potwierdzało). A ponieważ w domu coś się zepsuło z komputerem, a w pracy robiłam jeden wywiad za drugim, to i Aszera w związku z tym ucierpiała. A za dwa tygodnie będę już leżała na plaży w Tunezji i mam nadzieję, że do tej pory zdążą złapać Kadafiego.

PS Wakacje masońskie kończą się z wolna. Dzisiaj spotkanie w szerszym, międzyobedencyjnym gronie. Wrzesień to ie tylko początek roku szkolnego, ale i masońskiego także.

Ja ci mówię jest dobrze… ale nie najgorzej jest

21 sierpnia 2011

Ćwiczenie czyni mistrza

19 sierpnia 2011

Dzisiaj był pierwszy dzień moich kręgosłupowych ćwiczeń. Bolą mnie teraz ręce (ledwie piszę), nogi, ciało, coś mi strzyka to w ręce, to w szyi, a jutro wizyta u ortopedy. Fizjoterapeuta (ten od klawików, czyli gwoździ) radził, abym strzeliła kielicha przed tą wizytą.  –Nie da rady – odparłam. Prawie od 10 lat jestem abstynentką. Totalną, no więc tej wizyty nie znieczulę.

Pod fartuszkiem w Polityce

17 sierpnia 2011

W najnowszej Polityce (nr 34) ciekawy artykuł Wawrzyńca Smoczyńskiego pt. Pod fartuszkiem. Rzecz o współczesnej francuskiej masonerii. Rewelacji żadnych nie ma, ale jest masoński autentyzm i realizm – wiem co piszę.  Jest trochę wypowiedzi jednej z naszej paryskich sióstr z Wielkiej Żeńskiej Loży Francji,  która mówi o doskonaleniu się i oświeceniu. Z kolei aktualny Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Francji Guy Arcizet podkreśla, odpowiadając na pytanie, czy  rzeczywiście do samodoskonalenia człowieka potrzebne jest towarzystwo inicjacyjne: „Bo człowiek istnieje tylko w oczach innych ludzi – mówi. To w nich budujemy swoją tożsamość, najpierw w oczach rodziców, potem przyjaciół i partnerów życiowych.  Śmierć ze starości polega na tym, że inni przestają na nas patrzeć. Potrzebujemy tego spojrzenia, by się rozwijać”.

Tyle Wielki Mistrz WWF. To dużo lecz i  trochę za mało według mnie. Człowiek potrzebuje też spojrzenia „braci mniejszych”, jak mówił św. Franciszek. A i roślinki rosną lepiej przy niektórych ludziach, a przy niektórych gorzej. Niestety, nie wszyscy masoni mają rękę do kwiatów, nie mówiąc o kalafiorach czy cebuli. A i kamień, zanim go ociosamy, jednemu poddaje się chętniej do obróbki, innemu mniej. Zatem człowiek – tak, bo „nic co ludzkie…|, ale i wszystko wokół niego. I w nim.