Archive for the ‘z przemyśleń’ Category

Służebnicy SZATANA

6 sierpnia 2014

W Bibliotece Narodowej załatwiałam niedawno sprawy służbowe. Do redakcji wracałam autobusem. Troszkę musiałam poczekać. Patrzę, a obok mnie, na ławce leży stary, styczniowy numer „Warszawskiej Gazety”, a w nim artykuł pt. Zatrute źródło:  MASONERIA. Artykuł był właściwie omówieniem książki, pracy zbiorowej pod redakcją ks. Tadeusza Kiersztyna, wydanej non profit w Krakowie w 2010 r. Ja natrafiłam na odcinek pierwszy całego cyklu o genezie masonerii. Słownictwo i argumentacja dzieła wygląda mi na bliskie  końca wieku XIX. Dam próbkę: „Masoneria jest ukazana pod postacią nierządnicy, gdyż zrodziła się i działała przez pierwszych kilkaset lat w krajach chrześcijańskich, a zdradę Boga dokonaną przez ochrzczonych ludzi, którzy sprzymierzyli się z Lucyferem, zwanym też Szatanem, Pismo Święte określa zawsze mianem prostytucji. Właśnie pod wizerunkiem bestii ukazany jest Lucyfer (Szatan), który niesie nierządnicę, dając jej siłę i kierując jej poczynaniami. O co w tym wszystkim chodzi? […] Tylko masoni najwyższych stopni wtajemniczenia zyskują pełną świadomość, że Wielki Architekt Wszechświata to Lucyfer, dla którego wznoszą wszechświatową świątynię i mają nadzieję, że w jego imię oni będą rządzić światem”.

Wydawało się, że po aferze Leo Taxila z końca XIX wieku, w której całkowicie ośmieszono „kult szatana” w lożach, takie bzdury już się nie odrodzą. A wygląda na to, że traktowane są z całą powagą. Ileż tych „sług szatana” mieliśmy w historii Polski: twórcy Konstytucji 3 Maja na czele z królem Stasiem, i gen. Jan Henryk Dąbrowski, bohater Hymnu Narodowego  nim był, i książę Józef Poniatowski, który spogląda na nas spod Pałacu Prezydenckiego, i Janusz Korczak od osieroconych dzieci i Treblinki, i twórca ZWZ gen. Tadeusz  Karaszewicz-Tokarzewski  – wszystko to są słudzy szatana, których jedynym życiowym celem było zniszczenie Kościoła katolickiego. „Humanizm, powszechne braterstwo i prawa człowieka” – to nie są tylko przykrywki dla „ponurej masońskiej rzeczywistości”, jak chcą autorzy omawianego „dzieła”. Są rzeczywiście Dobrem i Prawdą. Dlaczego nasi interlokutorzy nie potrafią uwierzyć w Dobro, które miałoby inną twarz niż ich Dobro? w inną Prawdę?, w inne Piękno? Poglądy ludzkie są jak różnobarwna tęcza, a nie jak biało-czarny powróz, na którym chciałoby się powiesić bliźniego…

Reklamy

Zapora, czyli koniec finansów światowych!

9 lutego 2014

Od wczoraj na FB w naszym gronie masońskim trwa dyskusja wokół wywiadu prof. Marcina Króla w weekendowej „Gazecie Wyborczej” pt Głupi byliśmy. Po mojej Aszerze, linki do rozmowy pojawiły się i w Loży Galileusz, i Loży Kultura, i „Wolnomularzu Polskim”. Pociągnęłam wątek i ja, ten, który mi spokoju nie daje, tj. niemoralności sytuacji, gdy niecała setka bogaczy na Ziemi dysponuje takim majątkiem jak 3,5 miliarda najbiedniejszych Ziemian! Prof. Król boi się nadciągającej rewolucji, która zmiecie taki porządek. Jakiej rewolucji!? „Już z Aurory wystrzał padł” – gdzieś mi tam podpowiada pamięć. Ale takiej rewolucji – i to światowej – przecież nie będzie. Jeśli do niej dojdzie, to będzie elektroniczna, która podkopie podstawy obecnego globalnego kapitalizmu (może już mnie na świecie nie będzie, mam nadzieję). I gdy tak sobie gdybałam, skończyłam właśnie kolejny kryminał mego ulubionego ostatnio Henninga Mankella pt. Zapora. W powieści współczesnego szwedzkiego pisarza pojawia się: spisek, niezgoda na obecny światowy system finansowy, chęć podkopania całości jednym, przemyślanym elektronicznym atakiem. W Posłowiu Mankell pisze: „… to, co opisałem w powieści, wkrótce nastąpi”. Książka jest z 1998 roku. Kudy ówczesnej elektronice do tej dzisiejszej. Jednym słowem – wszystko przed nami brrrrrrrrrrrry.

Masoni we Francji zaprotestują przeciw rasizmowi. W pełnym rynsztunku!

27 listopada 2013
Niezależna (jak dotąd) Loża Kultura napisała dziś na swoim profilu na FB: „Wczoraj David Keller Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Francji (GODF) wydał oświadczenie, w którym zachęca wszystkich Braci i Siostry do uczestnictwa w wielkim marszu przeciwko rasizmowi. Co ciekawe, zachęca do pojawienia się w sobotę o 14.30 na placu Republiki z przyodzianymi akcesoriami wolnomularskimi (fartuszkiem, szarfami, rękawiczkami). Na marszu pojawią się wolnomularze z różnych obediencji związanych z GODF. Marsze odbędą się w całej Francji. Ciekawe, czy media w naszym kraju się tym zainteresują. Pokazuje to wyraźnie jak inaczej działa wolnomularstwo kontynentalne, które jest zaangażowane w aktywne uczestnictwo w dyskursie publicznym. Francja wstrząsana jest konfliktami na tle rasowym, w przezwyciężeniu uprzedzeń nie pomaga kryzys ekonomiczny, w którym Francja jest pogrążona.  Co o tym sądzicie? Pojawilibyście się na takim marszu organizowanym w Polsce? A może akurat będziecie (lub jesteście) we Francji i się wybieracie?”
Ja na takim marszu oczywiście pojawiłabym się, w całej krasie: w sukience, fartuszku, w białych rękawiczkach. Myślę, że red. nacz. „Wolnomularza Polskiego” Adam W. Wysocki poszedł by razem ze mną, a i córka Ola w środku. U nas nad Wisłą jednak inne panują obyczaje. Masoni wolą – bo muszą – zaciszne loże. Zmian raczej w najblizszym czasie nie przewiduję.

Kapłanki i kapłani Baala i Aszery

28 września 2013

Smutek tropikówJestem po lekturze porażającego reportażu z Dominikany Mirosława Wlekłego pt. Smutek tropików (sobotnio-niedzielna „Gazeta Wyborcza”). Cytuję fragmencik o katolickim sierocińcu św. Franciszka Ksawerego w San Rafael del Yuma: ” – Zastałam tam dzieci w wieku od trzech do kilkunastu lat – opowiada [dziennikarka Edith Febles]. – Sieroty, maltretowane lub opuszczone przez rodziców. Ucierpiało przynajmniej kilkanaście dziewczynek. W sierocińcu zmuszano je do oglądania filmów pornograficznych i uprawiania seksu oralnego (miedzy sobą i dorosłymi). Dzieci opowiadały nawet o rytualnym zamordowaniu niemowlęcia i ciężarnej kobiety, a także o seksie sado-maso i ze zwierzętami. Pięcioletnia dziewczynka opowiadała, że jeden z księży budził ją w nocy i gwałcił, nawet jeśli ociekała krwią”.
Gdy czytam te i inne zdania, w których tle jest religia i seks, nieraz wynaturzony i okropony, ogarnia mnie obrzydzenie. I myślę sobie, że tzw. poganie w swoich kultach byli… zdrowsi moralnie. Seks świątynny uświęcał miłość ziemską, kapłani i kapłanki robili to dla świątyni i swoich bogów, wierni wiedzieli czego się mają spodziewać po swoich duchowych przewodnikach, robili to co oni – w świątyniach Baala i Aszery także. To było znacznie bliższe natury, normalniejsze i nie zakłamane. Wiem, wiem, to se nie wrati, ale – co – pomarzyć nie można???

W cieniu Wezuwiusza

20 kwietnia 2013

Dzięki włoskiemu pisarzowi Francesco Saverio Torese, autorowi książki Pierścień rybaka, który tyle szumu narobił we Włoszech, bo przewidział imię Franciszka dla następcy Benedykta XVI, zainteresowałam się miejscem pochodzenia pisarza, miasta leżącego w cieniu Wezuwiusza na południu Italii Torre del Greco. Torre del Greco. Ciekawe, że hej! Nazwę miejsce to zawdzięcza na pewno starożytnym Grekom, którzy skolonizowali południe dzisiejszych Włoch. Niektórzy twierdzą, że może chodzi raczej o greckiego pustelnika mieszkającego w wieży. W czasach rzymskich Torre del Greco było prawdopodobnie przedmieściem Herkulanum i w 79 r. ne wybuch Wezuwiusza – jednego z 5. najniebezpieczniejszych wulkanów świata – zniszczył go całkowicie. Takich wybuchów, potem odrodzeń, było więcej. Najgorszy w 1631 r., następny w roku naszego Powstania Kościuszkowskiego, czyli w 1774 r. Od tego momentu właśnie starożytne centrum miasta leży pod 10 metrową wulkaniczną opoką. uliczka El GrecoAle Torre del Greco to nie tylko kataklizmy. To także cudowne rafy koralowe, śródziemnomorski klimat i sielsko-anielskie widoki. Od czasów rzymskich jest kurortem dla zamożnych, z centrum nurkowania w rafach. Od renesansu natomiast aż po dzień dzisiejszy, kwitnie tu rękodzieło artystyczne, którego podstawą jest koral, zwany tu „czerwonym złotem” (dziś Unia chroni coraz częściej jego zasoby, więc koral coraz częściej sprowadza się z… Azji). Wracając zaś do autora powieści o papieżu Franciszku, adwokata Francesco Saverio Torrese. Kto wie, czy i swoje imię nie zawdzięcza św. Franciszkowi, a także cudownym 28. freskom z życia świętego, które widnieją w tutejszm klasztorze Zaccolanti? Kto wie, może kiedyś się tego dowiem?
PS Włoska Wikipedia wśród znanych ludzi urodzonych w Torre del Greco, nie wspomina autora powieści o papieżu Franciszku. Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju?…
PSPS Klasztor pofranciszkański, teraz w opłakanym stanie, jest najważniejszym zabytkiem miasta. Według starych podań, podczas straszliwej erupcji Wezuwiusza w 1794 r. cudem ocalał, zalany lawą z trzech stron.

Wolę „dobry wieczór”

17 kwietnia 2013

Siedzę a raczej leżę kamieniem w domu i oglądam pogrzeb Margaret Thatcher. Gdy spojrzałam na jej trumnę owiniętą brytyjską flagą pomyślałam nagle, że oto być może oglądam pogrzeb dzikiego, niemiłosiernego, kasynowego kapitalizmu, który wraz Ronaldem Reganem brytyjska, żelazna pani premier uwolniła jak dżina z butelki. Mamy „Żegnaj” Margaret i mamy „Dobry wieczór” papieża Franciszka. Wybieram „dobry wieczór”.

Mogłam…

14 kwietnia 2013

Mogłam nie naciągnąć lecz połamać… Mogłam leżeć na wyciągu… Mogłam… Mogłam… A tylko naciągnęłam wiązadła i kuśtykam po domu od stołu, po drzwi. Kij od szczotki, który był mi pomocą – odłożony. Na grobach, na które nie dojechałam z powodu wypadku przewróciła się moja mama. Poobijana, stłuczone nogi i ręce. Też nic nie połamała. Żyje. I ja żyję. Co to za seria? ortopeda powiedział, że to cud, że moje kości wytrzymały wszystko, i ścięgna. Przyrzekłam sobie, że w podzięce dla tych moich 58-letnich kości ulżę im. Od dziś rozpoczęłam dietę. W kwietniu mam same ważne życiowe daty, począwszy od moich dwóch ślubów. 10 lat temu pożegnałam się z każdą formą alkoholu. Wydawało mi się dawniej, że w polskich warunkach, w towarzystwie, biznesie i w ogóle – wszędzie – alkohol jest wszechobecny, że życie bez niego to jedna wielka bezalkoholowa stypa. No, a to wcale nie okazało się prawdą. Duchowość, Wielkiego Architekta odkryłam właśnie dzięki temu. 20 lat temu z kolei miał miejsce inny bardzo ważny przypadek – musiałam odejść z NIE Jerzego Urbana. Też mi się wydawało, że moja kariera dziennikarska antyklerykałki i walczącej publicystki się skończyła. A to wcale było nie tak, dzięki stanowczości redaktora NIE odnalazłam prawdziwą swoją drogę życiową. Nigdy nie miałam okazji, aby mu to powiedzieć i podziękować za tamto; miał rację – nie nadawałam się do tamtej pracy. 🙂 Dziś na moje powykręcane nogi też staram się patrzeć przez pryzmat jakiejś kosmicznej MĄDROŚCI. Nie gnać, nie planować tyle, być wdzięcznym za każdy nowy dzień, cokolwiek by on nie przyniósł, bo to właśnie jest
ż y c i e .

Obchody i podchody

13 kwietnia 2013

Niby polityka mnie mierzi i często mówię mężowi, że ten doktorat z nauk politycznych to mi się przydaje jedynie jako „dr” na wizytówkach, ale to nie do końca jest prawdą. Gdy zaczyna coś mocno iskrzyć, jak stary dorożkarski koń, wbiegam na stare trasy. Tym razem jest tak samo. Znowu uziemiona leżę w łóżku i oglądam oblicze polskiej polityki na ekranie telewizora. Dwa obrazy nałożyły się jeden na drugi: tłumy (choć nie tak znowu wielkie) na obchodach smoleńskich – wszystkie marsze odbywają się po moimi oknami na Nowym Świecie – oraz lewicowe podchody raz na melodię czerwcowego Kongresu Lewicy: Zbudujemy nową Polskę, zbydujemy nowy świat, w którym wszystko będzie lepsze, w którym nowy będzie ład), raz na melodię Europy+ i Pierwszej Brygady: Nie chcemy dziś od was uzannia, która – i owszem – jak najbardziej chce naszego uznania. Ta nazwa „Pierwsza kadrowa” pasuje mi: obie to formacje inteligenckie, czy „lud” za nimi pójdzie? Obie brygady I i II miały swój „kryzys przysięgowy” w 1917 r., także wokół przywództwa: Piłsudski czy Sikorski. Za nazwiskami szły oczywiście koncepcje drogi wiodącej do zwycięstwa. Dzisiaj chodzi o to samo: Miller stawia na karty, które ma w ręku (SLD), z nimi chce licytować: wie, że w najbliższych wyborach raczej nie zwycięży ani Platformy, ani PIS, ale realnie może być trzeci, być tym języczkiem u wagi (wicepremierostwo u bogu Tuska). To jest realne i na ten realizm stawia. Kwaśniewski patrzy dalej, chciałby zbudować formację, która perspektywicznie może wygrać tak z Platformą, jak i z PIS. Każdy z nich, Miller i Kwaśniewski gra przy tym rolę numer 1. Na Palikota (jako trzeci numer 1) nie ma tu za bardzo miejsca, za to jest miejsce dla jego ludzi i struktur – miałyby posłużyć dla budowy Europy+.
Wracając do historii, czyli konfliktu Piłsudskiego z Sikorskim. Każdy z nich był wielkii doczekał się od Polaków uznania – pokazały lata, chociaż gdy obaj żyli, nie szczędzili sobie razów. Chciałabym wierzyć, że w przypadku obecnego konfliktu, okaże się tak samo.

Lewica do naprawy

10 kwietnia 2013

Właśnie na FB pojawiła się informacja, że Aleksander Kwaśniewski przyjął jednak zaproszenie Leszka Millera i Józefa Oleksego i zjawi się na czerwcowym Kongresie Lewicy. Zaproszenie dostanie też dziś (lub już dostał) gen. Wojciech Jaruzelski. Jestem pewna, że przyjmie je, warunkując stanem zdrowia. Skończył przecież 90 lat i jest poważnie chory. Wbrew moim wcześniejszym chichom-śmichom, nie lekceważę tego wydarzenia, ani sporów personalnych. Jeśli lewica ma wyjść z obecnego impasu, musi COŚ MĄDREGO ZROBIĆ. Po pierwsze zaś, dać odpowiedź i jakieś konkretne propozycje na świat: pokryzysowy, sieciowy, starzejąco-młodniejący (starzeje się społeczeństwo w jednej części swiata, a młodnieje w drugiej, my jesteśmy w pierwszej); świat ze zmieniającymi się środkami cieżkości co do światowej gospodarki, z rosnącym rozwarstwieniem społecznym. No pewnie, że nie zrobi tego nasza polska lewica, żadna nie ma jednej odpowiedzi na dzisiejszy świat. Żadnego Marksa na horyzoncie nie widać, a może jest, ale się gdzieś schował. Jestem starą lewicówką, od wielu, wielu lat bezpartyjną, ale denerwuje mnie to dzisiejsze ideowe dziadowstwo. I dziwię się sama, że o tym piszę, a przecież jedną nogą jestem już we Wrocławiu na Kongresie o duchowości, nauce, mistyce i czym tam jeszcze….

Trzej byli…

9 kwietnia 2013

Okazuje się, że na Kongres Lewicy zostanie zaproszony nie tylko Lech Wałęsa, ale i Aleksander Kwaśniewski oraz Wojciech Jaruzelski. Nie nazwę ich dowcipnie „trzema tenorami”, bo nie wyobrażam sobie ich wspólnego śpiewu. Płynie, płynie Oka… Żeby Polska… Ole, ole szabadabada amore... – ani wspólnego rytmu, ani tonu… Zaśpiewać by się dało chyba przy bardzo dużej wódce (a piszę to jako stuprocentowa absytentka od 10 lat!!!). Proponuję zaprosić zatem jeszcze jednego GOŚCIA: generała, księdza Głodzia: poleje towarzystwu, pokropi, poświęci… Może wtedy niemożliwe stanie się możliwe, a potrawka „Lewica po polsku” stanie się zjadliwa…