Archive for the ‘Bez kategorii’ Category

Busko i okolice

14 lipca 2019

„Z biegiem lat zauważam że mimo lekkiej utraty sił, i powolnego starzenia się wnętrza ludzi i moje własne pozostają jakby młode. Jesli nie dosięga ich zgryzota są jak zdjęcia które Pani robi, przedstawiają życie i jego piękno w pełni sił. Powodzenia i odwagi”. Miły wpis od Zwykłego Profana. Zamiast odpowiedzi, kilka najnowszych zdjęć, które zrobiłam podczas mego pobytu w Busku-Zdroju. Nie pamiętam takiej kuracji…

Reklamy

Co było a nie jest…

26 czerwca 2019

Nie ma Zalesia.

Nie ma jaszczurek

Nie ma motyli –

pustawy murek…

Została ziemia

I ja na tej ziemi.

Rok. Może dziesięć

To też się zmieni.

Białe rękawiczki

23 czerwca 2019

Taki symboliczno-nostalgiczny ten koniec czerwca.  Wczoraj, w gronie kilkudziesięciu masonek i masonów świętowaliśmy przesilenie letnie, czyli tzw. Lożę Świętego Jana Letniego. Na zaproszenie naszych lóż żeńskich – Prometei i Gai Aeterny przyszli siostry i bracia z różnych lóż i obediencji wolnomularskich. Było pięknie, podniośle, a potem – na agapie – na luzie i w ogóle cudownie. Nocowałam potem jedną z sióstr z Wrocławia, naszą czeladniczkę Lucynę. Rano, po śniadaniu, od słowa do słowa postanowiłyśmy pojechać na Powązki Wojskowe i odwiedzić grób Adama. Kupiłam wianuszek i trzy lampki. Jedną zapaliłyśmy prof. Modzelewskiemu, a dwie miały być dla Adama. Przychodzimy na grób, a tu liście, wszędzie brzozowe liście (pachniało lipą, rosnącą nieopodal). – Jak my to posprzątamy? – zastanawiałam się na głos, bo zapomniałam wziąć zmiotki czy szmatki. – Mam rękawiczki z wczorajszych prac – odrzekła Lucynka. – Trochę nadpaliły się przy tym ogniu janowym. Pościeramy rękawiczkami. Nawet gdy to piszę, łzy pojawiają mi się w oczach. I tak grób brata – masona został przetarty masońskimi białymi rękawiczkami. Były potem szare, ale jakby bielsze niż kiedykolwiek… Dziękuję Lucynko.

Zalesie 1980 – 2019

22 czerwca 2019

Wczoraj pożegnałam Zalesie; naszą działkę, którą po raz pierwszy zobaczyłam pewnego listopadowego dnia 1980 r. Po urodzeniu się Oli dobudowaliśmy z Adamem werandę, potem drugi pokój i sanitariaty. Tam spędziliśmy pewnie najpiękniejsze lata naszego wspólnego życia. Mój tata kochał Zalesie. Na jego cześć zrywaliśmy wczoraj czereśnie. Mamusia załatwiła zbudowanie gustownego kominka, który nam wiernie służył. Ola spędziła tu całe swoje dzieciństwo. Pozostało mnóstwo wspomnień, zdjęć, uczuć. Taki mały, domowy skarbczyk. Przyjechaliśmy tam – Ola z chłopakiem (Adamem sic!), a ja z kolegą – informatykiem, by pozabierać trochę rzeczy. Reszta będzie wywieziona wkrótce, a domek zburzony. Wyszedł z tego piknik z gitarą i śpiewami. Chyba bałam się tego pożegnania, bo niepokój mnie zżerał przez ostatnie dni, ale wyszło coś uroczego. Życie lubi nam płatać niespodzianki….

PS Oprócz kilku rzeczy zabrałam z Zalesia starą, zardzewiałą podkowę – aby zalesiańskie szczęście przeniosło się na Nowy Świat. Z innych zadziwień wczorajszych – zadzwonił z Paryża dawny kolega, Staszek, dzięki któremu poznałam Adama. – Chcę Ci Staszku podziękować – powiedziałam wczoraj – bo wpłynąłeś na całe moje życie; w tym dobrym kierunku.

Poezja dnia codziennego

10 czerwca 2019

Ostatnie dni to wir romantyczności i przygody, i obowiązków /przyjemności masońskich. Była i loża Lux Orientis, i zawsze inspirujące rozmowy o rozwoju duchowym z siostrą z Paryża Jane. Był rajd masoński na bliską memu sercu Kielecczyznę, na którym spotkali się wolnomularze z różnych lóż wraz z rodzinami by bawić się, zwiedzać, przeżywać. Prowadziłam tam już jako świeżo wybrana, choć jeszcze nie zainstalowana Czcigodna Mistrzyni loży Gaja Aeterna prace janowe. Nasza żeńska obediencja ma swój odrębny rytuał na ten dzień. Loża na wyjeździe jest jeszcze inna, tymczasowa, zawsze zdarzają się niespodzianki (np kominek nie ciągnie i zamiast jasnego płomienia pojawia się gryzący dym – i trzeba to symbolicznie zinterpretować oraz wybrnąć… 😉 ). Ale wyszło, trochę inaczej niż zwykle, ale wyszło… Ponieważ moja rodzicielka mieszka w pobliżu spotkałyśmy się obie nad zalewem bolmińskim, co dodało jeszcze nowych uroków temu wyjazdowi. Ale to wszystko już jest poza mną. Teraz 3 tygodnie spokojnego planowania gazety, pływania w basenie, aż zacznie się ma kuracja w Busku. Już czekam. 🙂

Kolorowy świat

4 czerwca 2019

Dzisiaj w moim ulubionym sklepie Tygrys kupiłam sobie tęczową torebkę na zakupy. -Odważna jesteś – powiedziała Ola. Czy ja wiem? Gdyby mnie zaczepił jakiś homofob powiem, że ta torba jest ku czci Noego i tęczy, którą zesłał mu Pan Bóg na znak Przymierza i zakończenia Potopu. Moja nowa komórka objawiła mi swe tajemnice, m.in. natychmiast nauczyłam się robić fotki i wrzucać je na FB i to nawet z napisami! Wiem, że to umie chyba każdy 4-latek, ale nie każda 64-latka. 🙂 Ale – cóż – bawię się tym. Wianek, który jest na tęczowej torebce (patrz fot. nr 1), będzie jednym z wielu, które włożą na głowy siostry – masonki podczas prac tzw. Świętego Jana Letniego. Poprowadzę je osobiście. Cieszy mnie, to, bo ceremonia piękna i odbędzie się w pięknej scenerii rajdu rodzinnego dla wolnomularzy, który od lat organizuje Wielki Wschód Polski a pomagają nasze loże żeńskie – Prometea i Gaja Aeterna. Tyle mam zajęć, radosnych, twórczych, że nie poddaję się zniechęceniu politycznemu, a przynajmniej się staram. 🙂

Dużo, dużo srebra i gwiazdek

29 Maj 2019

Polityka mnie na razie odstrasza. Wróciłam do szkła.

Tolkien, choć nie tylko

27 Maj 2019

Tolkien-Movie-Poster-687x1024

W wyborczym dniu zrobiłam sobie fajny program: wybory, basen (codzienny 1 km) i kino. Poszłam na film biograficzny o Tolkienie. Większość pewnie myśli o filmach nakręconych na podstawie jego książek, a we mnie odżywają wspomnienia z dzieciństwa (późnego) i lektury Władcy pierścieni i Hobbita. Byłam zachwycona i podekscytowana. Do dziś pamiętam straszliwe emocje, gdy Ewa, moja koleżanka z klasy, wciąż zapomniała mi przynieść 3. tom – Powrót króla, który był do dostania tylko z Bibliotece sanatorium wojskowego w Kudowie-Zdroju! Z zadowoleniem patrzyłam na film (nie wiedziałam, że Tolkien wraz z bratem zostali sierotami), nie dłużyły mi się wcale wolne sekwencje. I właściwie nie obchodziło, że rodzina pisarza odcięła się od tej produkcji. Zagłębiłam się cała w tamten miniony świat. Rano, gdy zweryfikowano wyniki polskich wyborów, poczułam się bardzo niekomfortowo.; wręcz źle. Pewnie, że to nie Mordor, ale jednak kraina nie z mojej bajki. Chce mi się mojej „Drużyny”, przyjaciół, na których mogę liczyć (masoneria kwitnie w tej dziwnej atmosferze: tworzą się nowe loże, do naszych drzwi puka wielu świetnych kandydatek i kandydatów); chce mi się zagłębić w świat uczuć i wyobraźni. Co niniejszym czynię. 🙂

Ech, życie…

19 Maj 2019

589453262-podwojne-zycie-plakat-01

Fajny film dzisiaj widziałam… „Momenty były?” – chciałoby mi się napisać z pewną taką nostalgią. Film to Podwójne życie francuskiego reżysera Oliviera Assayasa. Szłam do kina na komedię. Dziwne, ale ani razu sala w Atlanticu nie zaniosła się gromkim śmiechem. Owszem, były śmieszki, słyszałam je od sąsiadek po prawej i lewej stronie, ale raczej cichutkie. Ja też się śmiałam raczej pod nosem, chociaż najczęściej w ogóle nie śmiałam.  Tematy były mi bliskie: pisanie blogów i książek, rynek wydawniczy i jego zmiana pod wpływem coraz bardziej potężniejącego internetu. Rozmowy między bohaterami też raczej nie były śmieszne. Bo film, choć lekki, to prawdziwy. Zawahałam się pisząc: lekki, bo zdarzały się momenty ciężkawe. Na początku trzeba się było wysilić, by zapamiętać kto kogo i z kim zdradza i jak to „nasadza się” na życie zawodowe bohaterów. Z jednym odczuciem wyszłam z kina: niepewności. Na nic w tym eleganckim, artystycznym świecie nie ma co liczyć; ani na wierność, ani na przyjaźń, ani na miłość, ani na pewność zawodową, ani na… technologię, bo tę wypiera… kolejna, jeszcze bardziej „technologiczna”  technologia. Film kończy się jakby optymistycznie, „po staremu”, bo zdradzana żona, która zawiodła się na prowadzącym podwójne życie polityku, zachodzi w ciążę z własnym mężem (sic!!!), chociaż nie wiadomo kiedy zaszła, bowiem mąż sypiał z kim innym („Wystarczy ten jeden raz”). Mnie z góry zrobiło się żal maleństwa, bo na jakiż to świat przyjdzie? A przecie nic nie było tam o Briexicie, o walącej się Unii Europejskiej, o ocieplaniu klimatu, o…. itp. itd. Zostaje jak zawsze seks na pociechę, ale co to za pociecha? – zdaje się mówi autor filmu ustami (choć nie tylko) swoich bohaterów.

Ewa, jabłko i wąż…

19 Maj 2019

Wa, jabłko i wąż2Jeśli dobrze się przypatrzeć, te dwa wazony przedstawiają Ewę – ten z prawej – oraz Węża z rajskim jabłkiem -z lewej Wczoraj wieczorem Wąż był jeszcze samotny. Jabłko przyśniło mi się, że trzeba dodać. Od siódmej rano dodawałam zatem karminowe jabłuszko z różowawymi liśćmi Drzewa Dobrego i Złego (lub odwrotnie). W tle słucham wieści z europejskiego frontu, cieszę lub martwię sondażami, gram na pianinie. I mi dobrze. W sumie.