Archive for the ‘Bez kategorii’ Category

Wieczna Gaja

9 grudnia 2018

Gaja ma 8 latWczoraj moja loża Gaja Aeterna świętowała ósmą rocznicę swego powstania. Co prawda, przypadała w listopadzie, ale pierwsze prace po tej dacie były dopiero teraz. W masonerii wszystko jest symbolem, zatem data urodzin Kobiety – Gai także (odmłodziła się… 🙂 ). Miałyśmy piękną uroczystość inicjacji dwóch nowych Gajek. Jedna przybyła do nas z Podkarpacia, druga  aż z Londynu! Była to okazja do wzruszeń i radości. Ja przypomniałam, w jaki sposób powstał drugi człon Gai – Aeterna, czyli Wieczna. Dopomogli w tym nam nasi mężowi – bracia: br:. Władzio, mąż Małgosi i mój Adam. Obaj, niezależnie od siebie, wymyślili to słowo „Aeterna”, bo sama Gaja być nie mogła – we Francji istniała już loża w naszej obediencji o tej nazwie. Ta męska „pomoc” jest też symboliczna. W trakcie inicjacji przypominamy nowym uczennicom, że kobieta i mężczyzna to dwa bieguny Ludzkości, istnieć bez siebie nie mogą. 🙂 Na początku przyszłego roku będą w Gai kolejne inicjacje. Wieczna Gaja wypuszcza nowe listki.

Reklamy

Odysea rozbłysła

8 grudnia 2018

Odyssea2018No i postawiłam kropkę nad „i”: mojemu obrazowi Odysea dodałam świetlistą szatę, a raczej rozświetliłam włosy, połączone z Niebem – Słońcem, Księżycem i Gwiazdami. Obraz akrylami na czarnej desce (półka z szafy)  namalowałam około 10 lat temu. Przedstawia Masonkę – mistrzynię z trzema różami i włosami wplątanymi w Niebo. W listopadzie 2009 r., po moich pierwszych podróżach do Ziemi Świętej i Egiptu Masonka dostała imię – Odysea. Odziedziczyła ją po loży, która ostatecznie została Gają (dzisiaj nowe inicjacje!). Odysei otworzyłam wtedy oczy i domalowałam mały żaglowiec u stóp i postacią kobiecą na dziobie. I wisiała sobie Odysea w różnych miejscach, aż w kwietniu tego roku, gdy Adam znalazł się w Domu Seniora, trafiła  wraz z trzema innymi moimi obrazami do salonu. Dzisiaj rozbłysła drobinkami brokatu. Płynie dalej na srebrzystej łodzi. Odejście Adama pozostawiło we mnie wielką Pustkę, która zaczyna się wypełniać. Kolejne nitki wplatam w nową tkaninę. Wyłania się nowy obraz mnie, który był nieco zakryty, a  wcześniej wręcz zatopiony. Czuję dobrze, że tylko przez Sztukę odnajdę Perłę z tej pięknej przypowieści, którą odkryłam wczoraj, dzięki Jerzemu Prokopiukowi. Rozmawiałam z nim raz w życiu, umawialiśmy się na wywiad, który nigdy nie doszedł do skutku. Wczoraj przemówił z FB. I niezależnie od tego, jak doszło do tego nagrania, Przypowieść o perle, przypisywana „niewiernemu Tomaszowi”, apostołowi Indii, przemówiła do mnie z cała siłą. Nagle mój indyjski parawan, i smok, i perły, i podróżna torebka znalazły się na swoim miejscu.

Blask życia

6 grudnia 2018

Szkoda, że na tych zdjęciach moje wazony i kielichy nie błyszczą tak jak w naturze. Są nawet trochę przeładowane, a już najbardziej ten ostatni. Ale zawsze, gdy coś we mnie się zmienia, oddaję to w sztuce. Ten ostatni wazon – nie wazon zrobiłam gdzieś około 12 lat temu. Był cały czarny i wręcz ascetyczny, a w moich wyobrażeniach, przedstawiał Jezusa na krzyżu. I dzisiaj nastąpił przełom – dorobiłam „Jezusowi” i „krzyżowi” tyle bizantyjskich wręcz ozdób, że wyszło z tego Drzewo Życia rozrośnięte na wszystkie możliwe i niemożliwe strony. I ostatniego słowa to Drzewo jeszcze nie powiedziało. Krzewi się dalej.  🙂 Coś podobnego stało się z moją ostatnią „deską” (referatem po masońsku mówiąc) do loży Lux Orientis. Była o niewoli babilońskiej (niewoli pracy w moim przypadku), ale też o sefirotach układających się w Drzewo Życia i o kluczach, otwierających sekretne drzwi do kolejnych pokładów samej siebie. Z wolna rodzi się mój tomik wierszy pod tytułem Wiersze z kluczem. Wszystko zatem się splata w nową roślinę, która rośnie już we mnie. A co wyrośnie? Sama nie wiem. 🙂

Powązki przedświąteczne

5 grudnia 2018

Podzieliłyśmy prace przy grobie Adama nierówno: Ola sprzątnęła wszystkie wieńce i zapaliła lampki długowieczne,  ja dziś kończyłam – myłam i stroiłam. Dodałam czerwone serduszka i błyszczący łańcuch, że by Adam czuł, iż idą Święta. Tak jak i Olę, odwiedziła mnie wiewiórka Basia. Następnym razem przyniosę jej orzeszki. Gdy wychodziłam z Powązek spadła mi prawie pod nogi jemioła. Jacyś robotnicy przycinali wysokie drzewo. – Mogę sobie wziąć jemiołę? – spytałam jednego. Pozwolił. Dwie dziewczyny na przystanku pomogły mi wsadzić jemiolisko do błękitnej torby po stroiku i w ten oto sposób przystroiłam dom, choć to też za wcześnie. Nic to: jemioła wisi na jelenich rogach i nad Smokiem (za radą mamusi wyczyściłam go i Smok błyszczy aż miło!).  Krok bliżej Świąt. Ten dzień pełen zadumy zakończył się miłym akcentem – Kasia przysłała z korekty moje wiersze do tomiku. Napisała, że niektóre nawet można podśpiewywać, zwłaszcza te frywolne. Tu smutek, tu radość, tu zaduma, tu niecierpliwość życia.

Z niczego coś

 Jeszcze jeden dzionek, jeszcze jeden dzwonek,

jeszcze jedno słowo nazwane rozmową,

no i potem: hyc i już więcej Nic,

czyli zwykły Bóg, lecz bez rąk i nóg.

Niedokończona emancypacja

29 listopada 2018

Społeczny Komitet lewica

Dawno nie byłam na tak interesującej konferencji jak tej, zorganizowanej przez Społeczny Komitet Lewicy, poświęconej stuleciu nadania Polkom równych praw politycznych. Zorganizowana przez Danutę Waniek i Krzysztofa Janika konferencja odbyła się w czterech sesjach. Pierwsza była poświęcona historii ruchu kobiecego (zapamiętam z niej hasło Bóg – Honor – Matczyzna bardzo energetycznej wykładowczyni dr Małgorzaty Tkacz-Janik). Druga dotyczyła Polski Ludowej i niedokończonej emancypacji kobiet w tym czasie – tak zakłamywana przez obecnych władców Polski historia nabrała barw i historycznej prawdy. Dla mnie najciekawsza była trzecia sesja, w której próbowano odpowiedzieć na pytanie, dlaczego masowy ruch społeczny jakim była NSZZ Solidarność nie tylko nie poparł aspiracji emancypacyjnych kobiet lecz wręcz je zawrócił. Mówiła tu m.in. Barbara Labuda, z którą przeprowadziłam ostatnio długą rozmowę dla „Przeglądu”. Ostatnia sesja traktowała o strategiach emancypacyjnych na najbliższe lata. W przesłanym Liście prezydent Aleksander Kwaśniewski kazał lewicy dokończyć emancypację kobiet. Ja zastanawiam się – której lewicy? Jest ich w Polsce bez liku, przy starych strategiach nic z tego nie będzie. Ale kto wie, kto wie? Noże nowy ruch Roberta Biedronia da także nowy impuls emancypacyjny? O tym na konferencji nie było – to ja tak sobie rozmyślałam. Wystąpiłam tam też jako masonka (dziękuję za zaproszenie Danucie Waniek) po świetnym – jak zwykle – referacie prof. dr hab. Anny Kargol o prekursorkach – wolnomularkach z początku XX wieku. Myślę, że wielu obecnych nie wiedziało, że żywe masonki istnieją! 🙂 To się dowiedzieli. 🙂

Konwent WWP

24 listopada 2018

Dziękuję Czcigodnej Mistrzyni loży Gaja Aeterna za fotki z zakończonego niedawno dorocznego Konwentu Wielkiego Wschodu Polski, który przybiegł w wyjątkowej, braterskiej atmosferze. Byłam na zakończeniu już bardzo wielu Konwentów WWP, poczynając od pierwszego z 1997 r., mam więc porównanie. Zaimponowała mi sprawność organizacyjna i świetne prowadzenie. Jeśli chodzi o to ostatnie, to oczywiście nie jestem obiektywna, bo wszystko prowadziła moja córka Ola, iluż pochwał ja się nasłuchałam, ho, ho. 🙂 (more…)

Wolnomularze i Rzeczpospolita

20 listopada 2018

 

Co masoni zrobiliWarszawski tygodnik „Przegląd” jestem jednym z nielicznych polskich periodyków, które od lat informują obiektywnie choć życzliwie o działalności polskiej masonerii. Miałam możliwość porozmawiać ostatnio z dziennikarzem pisma red. Bronisławem Tumiłowiczem o wolnomularzach i ich roli w dziejach Rzeczpospolitej. Rozmowa ukazała się w ostatnim numerze pisma. Z rozpędu napisałabym, że „Przegląd” można kupić w kiosku RUCH, ale muszę się wstrzymać. Z niedowierzaniem przeczytałam we „wstępniaku” red. nacz. Jerzego Domańskiego, że RUCH od wielu miesięcy nie płaci, jest winny redakcji ponad 300 tys. zł za sprzedane egzemplarze (nie zawodzi za to ponoć Kolporter)! To może zakłócić życie każdego pisma, ale te z międzynarodowym kapitałem zawsze sobie jakoś poradzą, czysto polski „Przegląd” ma gorzej. Trzymam oczywiście kciuki, aby i tym razem tygodnik poradził sobie z „obiektywnymi trudnościami”. Tyle już przeszedł.

Dżentelmeni i dżentelmenele

18 listopada 2018

Ależ miałam wczoraj dzień! Pobudka o 5 rano, wyjazd do Poznania, bo o 10.30 rozpoczynało się Masonarium, a moje wystąpienie było zaplanowane jako pierwsze. Potem o 15.00 otwarcie wystawy o drukach masońskich w Bibliotece Uniwersyteckiej, no i powrót do Warszawy. Wszystko szlo jak z płatka: podróż bez zakłóceń, Masonarium ciekawe (moje wystąpienie chyba udane), wystawa przepiękna!!!(chwała Tomkowi Szmagierowi, b. Wielkiemu Mistrzowi WWP). Ze wzruszeniem oglądałam ślady naszej, tj Adama i mojej działalności w postaci egzemplarzy „Wolnomularza Polskiego”, tomików naszej Bblioteczki. Znalazłam nawet stary artykuł w „Przeglądzie” z piękną fotką Adama w stroju rytualnym: mason – dżentelmen. (more…)

Łódka do Nieba

15 listopada 2018

Zablokowałam się artystycznie w ostatnim czasie. Chodziłam tylko czujnie wokół zgromadzonych szkiełek, brokatu, kamieni półszlachetnych i czekałam na natchnienie. Nowym impulsem był wczorajszy dzień. Kochana Basia – masonka, przyniosła mi w darze białe szkło i to było rano. Wieczorem z kolei odbyły się – pełne emocji i wzruszeń –  prace loży Cezary Leżeński (10-lecie w maju przyszłego roku! Będzie się działo, artystycznie), w trakcie których wspominałam Adama (och te moje łzy!!!) i naszą 25-letnią pracę nad „Wolnomularzem Polskim”. Dzisiaj w jednej sekundzie, przerwałam pisanie swego wystąpienia na sobotnie „Masonarium” w Poznaniu i zabrałam się do zdobienia basinego szkła. Wyszła „Łódka do Nieba”. W naturze jest ładniejsza i bardziej błyszcząca niż na zdjęciu.

Łódka do nieba

Wujaszek Wania w Polskim

8 listopada 2018

AR-171209529Było nas trzy: Ola, Emilka i ja. W trzecim rzędzie na Wujaszku Wani Czechowa w reżyserii Wyrypajewa. Duża scena Teatru Polskiego i gwiazdy: Andrzej Seweryn, Karolina Gruszka, Maciej Stuhr, Anna Nehrebecka. Emilka – nastolatka poszła na ten spektakl trochę z musu, nawet chciałyśmy z Olą sprzedać jej bilet, bo co ciągnąć na siłę, ale w końcu sprzedać się nie udało. Siła i piękno spektaklu, słowo Czechowa w tłumaczeniu Iwaszkiewicza, gra aktorów, scenografia sprawiły, że sztuka sprzed 120. (z jakimś hakiem) lat ożyła na naszych oczach, a ekologiczne wizje Czechowa stały tak aktualne, że aż dreszcze brały. Po takim przeżyciu duchowym wiem że żyję, że czuję, że chcę jeszcze! Wracałyśmy połączone spektaklowymi emocjami. Było wspaniale!

Na zdjęciu reżyser tuż przed premierą.