Archive for the ‘Bez kategorii’ Category

Lepiej późno, niż wcale

4 grudnia 2021

Wczorajszy dzień – jak chyba te wszystkie ostatnie – był trochę smutny, trochę radosny. Dochodziłam do siebie po trzeciej dawce szczepionki na covida, wieczorem zapaliłam świeczkę wraz z innymi rodakami (ostatnio powyżej 500 zmarłych dziennie, trzecie – piąte miejsce od końca na świecie) za ofiary pandemii, której końca nie widać, choć czwarta fala jest prawdopodobnie na szczycie. To te smutne wieści. Radosny był za to meil z Krakowa, od dr hab. Andrzeja Nowosada, że pokonferencyjne wydawnictwo pt. Wielość w jedności, jedność w wielości, wreszcie doszło do skutku i książka niedługo trafi do drukarni. Nigdy nie zapomnę tej konferencji z listopada 2017 r., na której wystąpiłam z referatem o zakonie osiemnastowiecznych mopsów i mopsic, bowiem dotarcie do Krakowa było dla mnie wielkim wyczynem. Od kwietnia zmagałam się z rwą kulszową, ta uparcie nawracała co jakiś czas. Przed samym wyjazdem miałam akupunkturę, przypalanie i coś tam jeszcze od mojej lekarki – Mongołki, która trochę uśmierzyła ból. O lasce mej ś.p. teściowej Emilii i na prochach dowlokłam się do starej stolicy Polski. Konferencja była niezwykle udana, wszechstronna. Kilkudziesięciu mówców stawiło się i wygłosiło swe krótsze i dłuższe referaty. Ja prowadziłam jedną z grup i przeczytałam oprócz swojego także referat mych sióstr z lóż Prometei i Gai Aeterny Ewy Jaśkowskiej i Małgosi Misiuny o sensie wolnomularstwa kobiecego we współczesności (Ewa nie dojechała z Paryża, Małgosia miała początki ciężkiej choroby zakończonej śmiercią w 2020 r,). Wszyscy z radością przyjęli informację o pokonferencyjnym wydawnictwie. Nikt nie wiedział, że niedługo będzie miała miejsce reforma akademicka, która zastopuje lub zmieni wiele zamierzeń, padnie jej ofiarą i nasze, masońskie wydawnictwo. Tym większa była wczorajsza radość, że po czterech latach książka jednak powstała, gruba, ponad 450 stron! z wszystkimi wymogami naukowymi. Dam znać, jak już będzie dostępna. Tom rozpoczyna wystąpienie Tomka Szmagiera o współczesnym wolnomularstwie liberalnym, jest ciekawy referat prof. Tadeusza Cegielskiego o masonerii w wystawach muzealnych, mamy kilkadziesiąt nazwisk polskich masonów – powstańców i zesłańców syberyjskich (Tadeusz Masiarz) i referat Bogumiła Woźniakowskiego o czasopiśmiennictwie wolnomularskim, w którym szeroko potraktowano ARS REGIĘ i naszego WOLNOMULARZA POLSKIEGO.

Będzie ASZERA, część druga

30 listopada 2021

ASZERA,22 lutego 2014 r. Ale miałam dzisiaj miłą niespodziankę, gdy na stole w naszym domu lożowym, przed pracami loży Gaja Aeterna, ujrzałam przepiękne wydawnictwo, wieńczące imponującą wystawę o Sztuce Królewskiej w Bydgoszczy, mającej 230 lat tradycji. W Słowie od redaktora, którym jest Tomasz Szmagier, Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Polski i wiceprzewodniczący Instytutu Sztuka Królewska, napisał: „Celem organizatorów wystawy i autorów tej książki (na okładce jest nazwisko Marka Romaniuka), jest przywrócenie świadomości istnienia wolnomularstwa w świecie, który nas otacza. Bez sensacji, bez mitów. Kilkadziesiąt lat, dwa pokolenia niemające żadnego kontaktu z realną wiedzą o zjawisku, jakim jest wolnomularstwo. Kilkadziesiąt lat opowiadania bajek, legend, straszenia, że gdzieś są, lecz nikt nie wie gdzie!? Masoni w historii miast, w historii Polski mają zapisane piękne karty i warto je przywrócić. Nie gwoli chwały, tylko czystej ludzkiej prawdy”. Dla porządku tytuły poszczególnych rozdziałów: Masoneria, wolnomularstw, Z dziejów masonerii bydgoskiej, W kręgu symboli masońskich, Inwentarz z natury ok. 1910, masonica bydgoskie. Przewodnik po źródłach. Książka jest w twardej okładce, wydana na papierze kredowym,  bogato ilustrowana. Polecam serdecznie to wydawnictwo.  Napiszemy o nim rzecz jasna w „Wolnomularzu Polskim”. Wiem, że część nakładu została przeznaczona dla „świata profanów”. Dowiem się co i jak, i dam znać. Warto to mieć u siebie na półce! Oj warto. 

Oto mój wpis na blogu ASZERA sprzed siedmiu lat. Wczoraj podjęłam decyzję, aby opracować i wydać część drugą ASZERY, znajdzie się w niej także i ta notatka. Nie ukrywam, że zachęcili mnie do pisania Czytelnicy Sztuki Królewskiej w Polsce (fanpage na FB). Były Wielki Mistrz WWP Tomasz Szmagier opublikował List otwarty, w którym w innym świetle przedstawia przeszłość wolnomularstwa liberalnego w naszym kraju, niż czynią to Anna Kargol i Dominique Lesage. ASZERA 2 pójdzie właśnie tropem, wytyczonym przez Tomka. Na swoim blogu rzadko pisałam, kto się z kim pokłócił, zastanawiałam się natomiast nad tym, po co jesteśmy, jakie idee ukochaliśmy, co robimy, by te idee szerzyć. To będzie historia masonerii szalenie subiektywna rzecz jasna. Ale będzie, jeszcze przed wakacjami 2022 r. A jeszcze wcześniej urządzę Muzeum Domowe Wolnomularstwa im. Adama W. Wysockiego. 🙂 Dwie piękne witryny już zamówione.

Pożegnania i powitania

29 listopada 2021

Jesień to nie tylko pożegnania, jak pisałam w poprzednim poście. To także powitania. Umówił się ze mną i przyjechał z Włocławka Pan Łukasz (na zdjęciu), młody człowiek zafascynowany wolnomularstwem. Spędziliśmy przy herbacie i czekoladkach (po jednej) dwie godziny, rozmawiając o masonerii, dziejach „Wolnomularza Polskiego” oraz o najnowszej książce o wolnomularstwie kobiecym pt. „Suknia i fartuszek”. Ciekawa wizyta, ciekawa rozmowa. Cieszą mnie młodzieńcy z takimi zainteresowaniami i horyzontami. Będzie nas kiedyś kim zastąpić.

Dostałam też meil: Dzień dobry – pisał Pan Grzegorz. Z jakimi pozycjami literackimi należy się zapoznać, jeśli się rozważa wstąpienie do loży? – Panie Grzegorzu – odpisałam. – Trzeba mieć dobro w sobie i chęć dalszego poznania siebie, sióstr i braci. Z lektur nie egzaminujemy. Pozdrawiam ciepło B.M.

Mam w sobie dobro – dostałam szybką odpowiedź, ale oczywiście nie tylko dobro, poza nim jest szereg niedoskonałości, nad którymi należy pracować. „Linia podziału między dobrem a złem przecina serce każdego człowieka. (…)W trakcie życia linia ta ulega przesunięciom, to ustępując wstecz przed rozpierającym się radośnie złem, to zostawiając więcej pola świtającemu dobru”. Aleksandr Sołżenicyn, Archipelag Gag. 1918-1956

Mądre i piękne. To są te iskierki nadziei, które rozbłyskują w ciemności.

Loże pamięci

26 listopada 2021

Całą jesień kogoś żegnam. Żegnam się też ze sobą starą, ze swoimi wyobrażeniami o sobie, złudzeniami, przekłamaniami. Inaczej patrzę nawet na swój obraz pt. Kosmiczny zegar; wcześniej widziałam 5 minut, teraz widzę ogromną resztę, która mi z tej godziny pozostała. Dziwne.

W ostatnią środę byłam na Loży żałobnej, Loży pamięci w Cezarym Leżeńskim, loży należącej do Wielkiego Wschodu Polski, który zawsze był mi bliski przez związki rodzinne i przyjacielskie. Loża uczciła pamięć sióstr i braci – było ich siedmioro – którzy odeszli na Wieczny Wschód, dawniej i dopiero co, „covidowo”. ;-( Piękny, podniosły, nostalgiczny rytuał… Podobny prowadziłam sama, miesiąc temu, podczas Loży Żałobnej za moją zmarła siostrę Małgosię Misiunę, jedną z pionierek polskiej masonerii kobiecej. Zauważyłam, będąc u Cezarego Leżeńskiego, że najlepiej pamiętam właśnie… Jego. Mam go w oczach i teraz: smukły, przystojny, energiczny, uśmiechnięty. Był kolegą Adama, obaj swego czasu pracowali w „Kurierze Polskim”, piśmie wydawanym przez Stronnictwo Demokratyczne. Przychodził do nas regularnie w latach 90-tych, z kolejnym artykułem do „Wolnomularza Polskiego”. Te artykuły złożyły się później w książkę „Masoni bez maski. Małgosia, której zdjęcie wisi u nas w loży w jednej z sal, też zapaliliśmy świeczkę, i siostrze Halince, i memu Adamowi. Wspomnieliśmy na agapie trzech Wielkich Mistrzów WWP, których portrety leżą w kąciku na kupce, ponoć dlatego, że zostanie stworzony Kącik Pamięci. Oby! Nie wiem, czy w grudniu jakieś loże będą pracowały. Nasze kobiece pewnie rytuał Jana Zimowego odbędą wirtualnie, zanim nie minie szczyt pandemii. Oby do wiosny!

Stare i nowe czasy

24 listopada 2021

Tak się jakoś dzieje ostatnio, że stare czasy plączą się z nowymi i układają w dość czytelny wzór. Wczoraj, szukając czegoś innego, natknęłam się na swoją legitymację prasową z 1994 r.; legitymację „Wolnomularza Polskiego”. Była zupełnie niewymiarowa, tak jak i Adama, która nosiła numer 1, a moja – rzecz jasna, nr 2. On był redaktorem naczelnym, ja, jego zastępcą. Nie wiem na jakim etapie pisma zrobiłam się sekretarzem i samej redakcji, i Rady Programowej. Sekretarstwo mnie lubi, byłam lub jestem sekretarzem trzech lóż: Prometei, Gai Aeterny i Lux Orientis.

Przedwczoraj zatopiłam się we wspomnieniach. Po ćwierci wieku spotkałam się z Andrzejem B., uśpionym już wolnomularzem. Gdy zakładaliśmy swoje pismo, był w Wolności Przywróconej, w naszym najbliższym kręgu. – Pamiętasz to spotkanie, gdy Czcigodny Mistrz Piotr Cegiełła, wszedł spóźniony z pączkami od Bliklego? – pytałam. Pamiętał. Rozmawialiśmy też o awanturze o „Wolnomularza Polskiego”. Oboje potem stwierdziliśmy, że nie warto już w ogóle do tego wracać. Było – minęło. I już. Tematów do omówienia, jak na te 25 lat było sporo, wolnomularstwo było ważne, ale i nie tylko. Mówiliśmy i o covidzie, i o śmierci naszych najbliższych. Miałam w pewnej chwili wrażenie, jakby czas się cofnął i widziałam go dzień wcześniej. Jakim był, został: uśmiechnięty, koncyliacyjny acz zdecydowany.

Na zdjęciach ja wczoraj i dziś. 🙂

Kielecki maraton

21 listopada 2021

W Kielcach lub pod Kielcami – w Czerwonej Górze – spędziłam trzy, bardzo intensywne dni. Wszystko kręciło się wokół masonerii. W piątek miałam dwukrotnie odkładany (covid!) wykład na Kieleckim Uniwersytecie Trzeciego Wieku o pięknej nazwie Ponad Czasem. Spotkanie odbyło się w sali konferencyjnej Urzędu Miasta, gdzie 45 lat temu odbył się mój pierwszy ślub. Sala świetnie urządzona, publika wyrobiona, z kilkoma paniami nawet wypoczywałam w Busku. Mówiłam o historii wolnomularstwa kobiecego w Polsce, wplatając jednakże wątki kieleckie, masońskie i nie masońskie. Było ich sporo, ciepłe i urokliwe. Jak tu inaczej wspominać swe nastoletnie czasy, naukę w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych, pierwsze prywatki, miłości (choć pierwszy ślub dobrze się nie skończył). Wygoniła nas w końcu pani sprzątaczka; miała autobus. Następnego dnia byłam gościem w kieleckiej loży LDH, Michał Tokarzewski-Karaszewicz (sotuar generała na środkowym zdjęciu), na której zapaleniu świateł byłam ponad 4 lata temu (patrz dyplom uczestnictwa). Loża okrzepła, funkcjonuje znakomicie. Ja, stara wolnomularka, czuję od pierwszych minut czy jest egregor, czy nie ma. Tu był. Książka „Suknia i fartuszek” poszła błyskawicznie, potem wygłosiłam deskę, nad którą pracowałam długie miesiące, sięgając po wątki biblijne, aż do Mojżesza, ale idąc jeszcze dalej, do egipskiej bogini Maat. Szukałam początków kodyfikacji ludzkiej moralności, nad czym masoneria pochyla się od chwili swych narodzin. Nieoczekiwanie dla mnie samej, w serii pytań i odpowiedzi, opowiedziałam siostrom i braciom o swej wolnomularskiej drodze (*28 lat z okładem), i trudnych narodzinach „Wolnomularza Polskiego” w 1993 r. Takich szczegółów nie opowiedziałam jeszcze nigdy i nikomu. Byliśmy z mym Adamem dyskretni. Skonkludowałam, że proces ociosywania masońskiego kamienia bywa trudny i nawet przykry. Mogą powstać rany. I nie oto chodzi, by się z nimi obnosić, ale by wyciągać mądre wnioski. Spotkanie było długie. Ja go nie zapomnę. I do kieleckich sióstr i braci będę chciała wrócić.

W niedzielę natomiast było w moim domu rodzinnym spotkanie przyjacielsko-rodzinne w Czerwonej Górze: z pysznym jedzeniem, jako strawą cielesną i „Suknią i fartuszkiem”, jako strawą duchową. Snułyśmy w kobiecym gronie różne wątki wspomnieniowo-przyszłościowe, stwierdzając, że nie ma to jak spotkania twarzą w twarz. Wspaniała podróż, świetne spotkania, fajni ludzie. Cóż więcej chcieć od życia?

Ruch w interesie

18 listopada 2021

Na mojej Wystawie ruch aż (nie)miło! Wisi od mniej więcej 10 lat. Zmienia się troszkę, zagęszcza po znaczących w mym życiu wydarzeniach, jak śmierć Adama a potem sprzedaż domku letniskowego, w którym wisiało sporo obrazków. Odzewu na Wystawę wielkiego nie miałam, no bo któż wchodzi na ostatnie piętro? Ale od października coś się zmieniło. W malutkim lokalu obok mnie zamieszkali studenci. Jedna z uczelni artystycznych. Kiedyś zapukali do mnie, wsunęli pyszne ciasto, że to na powitanie nowych sąsiadów. Rej wiódł chłopak – przemiły, uwodzicielski i wygadany. To ci sąsiad – myślałam rozczulona. Potem zaczął się ruch w interesie. Imprezy powitalne, parapetówy, etc; głośniejsze i cichsze. I moja Wstawa ożyła. Studenci – artyści, czuli na twórczość, pożyczali sobie niektóre obrazki. Potem oddawali (ponoć szukał obrazków mój domowy artysta), przytulali się do ścian, aż szkło leciało. Potem wieszałam powtórnie, z domu dodawałam nowe dzieła, zatykałam dziury. Aż do następnej imprezki. Wynik nie jest straszny: jeden obrazek na minusie. Ale ile życia przy tym! Ile wzruszeń! Ile wrażeń! Kiedyś muszę zasadzić się na nich z miotłą, jak to stara Czarownica.

Szał ciał

11 listopada 2021

Napisała do mnie Kaśka: „Tak czytam te informacje na blogu i dochodzę do wniosku, że praca Kargol i Lesage jest albo wyjątkowo nierzetelna, albo siostra Mirka dostała szału, że ktoś spoza środowiska WWP napisał tę pracę. Zakupiłam wczoraj i jeszcze nie doszła. Nie mogę się doczekać, aż wyrobię sobie swoje zdanie. Nie mogę zrozumieć, dlaczego nie zbieramy tego, co rozproszone, a pogłębiamy podziały. Dramat. Nikt nie ma monopolu na masonerię i na masonologię”. Adres meilowy Kaśki zaczyna się od słowa: „Śmieci”. Są takie adresy?

Ale przechodzę do meritum. Czy ja dostałam szału, z tego powodu, że ktoś inny napisał książkę o masonerii liberalnej w Polsce? Nie, nie dostałam. Owszem, znam braci, którzy bardzo denerwują się z tego powodu, piszą do mnie, wykazując na wielu stronach, że praca jest nierzetelna i tendencyjna. Ale ja z taką „totalną” oceną nie zgadzam się. Warsztat naukowy dr hab. Anny Kargol, jej dotychczasowe publikacje, dają gwarancję rzetelności. Drugi współautor był i jest czynnym masonem, zna wszystko od podszewki i – to czuć w wielu partiach tej książki – ma inne zdanie, co do podjętych decyzji przez różne gremia masońskie, co nie mieszka zaznaczyć. Wracając do Ani, rozmawiałyśmy długo i ona cieszy się, że powstanie inna książka, książka o dziejach „Wolnomularza Polskiego”. Owszem, nie wykorzystali naszych archiwów, ale wszystkiego nigdy się nie da, bo książka rozrosłaby się do niebotycznych rozmiarów. Generalnie – oceniam – praca Kargol/Lesage jest nierówna. Fakty się zgadzają, ale ich interpretacja czasem znacznie odbiega od naukowego obiektywizmu. Chcę jednak podkreślić, że poza drobiazgami w przypadku „Wolnomularza Polskiego” (Adam nie pracował w NIE, tylko ja; nie był de facto redaktorem naczelnym pisma od 2012 r. z powodu wieku i chorób, a od jesieni 2016 r. już faktycznie, podpisywałam Go redaktor – senior), cała historia została oddana rzetelnie. Dominique Lesage (sprawdziłam to w mym  Dzienniku) był w komisji z Wielkiego Wschodu Francji, która rozmawiała z nami jesienią 1993 r., chcąc wyjaśnić wszystkie wątpliwości. Komisja była u nas w domu, „śledztwo” trwało kilka godzin, ale zakończyło się dla nas pomyślnie.

PS Obecnie chciałabym bardzo, aby dyskusja nad omawianą książką miała charakter publiczny i merytoryczny; aby nie były to „strzały zza węgła”.

Trójca, bynajmniej nie święta…

10 listopada 2021

Zbliża się kolejny Konwent Wielkiego Wschodu Polski. W związku z tym choć czasy nieśmieszne, anegdota sprzed lat czterech. WWP szykował się do obchodów swego dwudziestolecia. Były w tym 2017 r.  różne inicjatywy z tym związane. Jedną z nich było namalowanie portretów trzech, już na Wiecznym Wschodzie, Wielkich Mistrzów WWP: Andrzeja Nowickiego, Zbigniewa Gertycha i Piotra Kuncewicza. Wiadomo było, że jeśli chodzi o malarstwo i portrety, to idzie się do Wysockich. Tak się stało i tym razem. Zamówienie trzeba było zrealizować szybciutko, bo jak to u nas, wszystko było na ostatnią chwilę. Zadzwoniłam do swojej szkolnej koleżanki z kieleckiego Plastyka Basi Gulińskiej, znakomitej malarki: – Basiu, potrzebuję trzy owalne portrety na cito! Dasz radę? Dała! W przeddzień Konwentu odbieraliśmy zapakowane portrety z autobusu Radom – Warszawa i w te pędy do Świątyni. Po odpakowaniu… Zgroza! Basia pomyliła podpisy, wszak naszych trzech Wielkich Braci Masonów nigdy nie widziała: Gertych dostał podpis Kuncewicza i odwrotnie. Co robić? Co robić? Co robić? Pomylone napisy w końcu zamalowano i kto inny – choć w wielkim strachu – podpisał właściwie. Wczoraj znalazłam te portrety na kredzie, w kolorze, we francuskiej wersji książki, Liberté, égalité, fraternité 1990 – 2020 nad Wisłą.  30 LAT WOLNOMULARSTWA LIBERALNEGO W POLSCE. Niestety, nazwisko artystyki, która te portrety namalowała, nie zostało odnotowane. Mamy tylko autora fotografii – Dominique Lesagea… Przepraszam Cię za to Basiu, Mirka, stara koleżanka z jednej ławy.

Na fotografiach trzej Wielcy Mistrzowie WWP i okładka „Wolnomularza Polskiego” nr 73 z tekstami o jubileuszowym Konwencie WWP.

Od piekła do nieba

9 listopada 2021

Nie, jednak łatwe to nie jest. Zaczęłam czytać swój Dziennik. Niektóre partie po 28 latach od napisania. Systematyczne notatki prowadziłam od czerwca 1993 r. do września 1994 r., w pierwszym roku istnienia „Wolnomularza Polskiego”. W tym czasie siedziałam głównie w domu, albo bez pracy, albo z pracą od czasu do czasu i wiecznymi rozterkami zawodowymi. Mogłam za to cała poświęcić  się pismu i obserwowaniu masońskiego życia, głównie przez działalność Adama, bo my, kobiety, swoją lożę założyłyśmy dopiero w 2000 r. Nie chciałabym znowu przeżywać tego wszystkiego: takiej huśtawki nastrojów, nadziei i zwątpienia, wdzięczności i wściekłości. Ale mną telepało! Masonka dopiero co po inicjacji z wszystkimi metalami – jak to u nas mówimy – jakie można sobie wyobrazić, bez cierpliwości, dystansu, stoicyzmu. Brrry, huśtawka od nieba do piekła. Nowe polskie masońskie struktury liberalne, tj. loże, były takie same: nieokrzepłe, uczące się wszystkiego, niecierpliwe, często nieufne do nowych członków. Nie rozumiałam wtedy s:. Ewy z Paryża, gdy mówiłyśmy z innymi siostrami, dlaczego u nas idzie wszystko tak wolno, a bracia mają swoją obediencję szybciutko. „Tak właśnie trzeba, wolno i z namysłem” – odpowiadała doświadczona Ewa. Gdy czytam swój Dziennik i książkę Dominiqua Lesagea i Anny Kargol o 30-leciu polskiej masonerii liberalnej widzę, że miała rację. Można by pomyśleć, cóż to jest, „Wolnomularz Polski”, kilkunastostronicowe pisemko, eleganckie, wyważone w sumie, aczkolwiek z dziennikarskim pazurem. A jednak burza, która wybuchła wokół niego w 1993 i 1994 r. była potężna, między lożowa i międzynarodowa, personalna i organizacyjna. Teraz widzę, że wszyscy byliśmy niedojrzali. Tyle tylko, że numery „Wolnomularza Polskiego” przetrwały w polskich bibliotekach, a jego antagoniści już dawno się rozpierzchli; są i na Wiecznym Wschodzie. Nie wiem, czy opowiem kiedyś o wszystkich szczegółach tych gier i gierek, może lepiej byłoby, by znikły w odmętach czasu? Na zakończenie jednak trochę optymizmu. Na zdjęciach odznaczenie Wielkiego Wschodu Francji, które Adam i „Wolnomularz Polski” otrzymał w lutym 1997 r., po czterech latach wolnomularskiego czyśćca.