Posts Tagged ‘Ola’

Kulig

30 grudnia 2015

DSCN8425Nie wiem czy jeszcze kiedyś pojadę kuligiem z saneczkami i końmi jak ten, który widnieje na zdjęciu (drugi od prawej jest mój tata, Tadeusz Dołęgowski). To jeden z wielu kudowskich kuligów. Z Kudowy jechało się wolno i z dużym trudem stale pod górę do Karłowa (tam, gdzie Góry Stołowe), a potem z powrotem, szalonym pędem w dół. Przyznam się, że bałam się nieraz okropnie, że sanki wypadną za barierkę, że zlecę, że koniom coś się stanie, ale nie pamiętam w sumie żadnego wypadku. Po tej drodze nie jechał wówczas żaden samochód, to były czasy lat 60-tych, gdy Polska (czyli PRL), była krajem pustych szos. Pamiętam oszronione drzewa, choinki całe w śniegu i mróz. I mnóstwo, mnóstwo śmiechu. Ta fotka pochodzi z jednego z licznych albumów mojej mamusi Zenony Dołęgowskiej. Przeglądałyśmy po Świętach, aby wybrać stare zdjęcia do kalendarza ze zdjeciami retro  na 2016 roku. Będzie na 33 urodziny Oli.

Królewskie popołudnie

26 grudnia 2015

DSCN8354Drugi dzień Świąt spędziłyśmy we trzy: mamusia, Ola i ja na zwiedzaniu Zamku Królewskiego. Było pięknie, a nawet wzruszająco (na filmie o zburzeniu zamku i jego odbudowie). Narobiłam mnóstwo zdjęć. Tu tylko jedno. Adam czekał na nas w domu. Wieczorem idziemy do teatru w czworke.

No i po Wigilii…

24 grudnia 2015

DSCN8257Tyle było przygotowań, zakupów, uzgodnień, konsultacji, a tu już po Wigilii. Zaczęły się Święta. 🙂

Wesołych Świąt życzy partia i rząd :-)

6 grudnia 2015

Mikołaj 2015Dzisiaj mieliśmy rodzinnego, wesołego Mikołaja. Prezentów i prezencików było mnóstwo. Różnorodnych. Dziadziuś Adam dostał od córki do przeczytania jej masońską deskę na temat masonerii operatywnej, w której opowiadała m .in.  o manufakturze wydawniczej, jaka była w latach 90-tych w naszym domu. Ola – nastolatka w niej uczestniczyła, robiąc (jako jedyna wówczas komputerówka w naszym domu) „Wolnomularza Polskiego”, ulotki i dyplomy masońskie. Adam czyta to obecnie i się mocno wzrusza. Emilka dostała od prababci Zeni książeczkę o hodowli kur (trzyma ją w ręku na zdjęciu), bo moja wnuczka chce mieć w przyszłości farmę. W tym celu będzie studiować na SGGW. I to był (mój tym razem) prezent: własnoręczne życzenia z autografem dla Emilki od urządującego Rektora tej uczelni. Ola dostała książkę o Brunie Schultzu i jego narzeczonej, ja – cudowne mydło w płynie i krem. Uwieńczeniem rodzinnego Mikołaja było wspólne zdjęcie. Na odchodnym Emilka, ubrana w czapkę Mikołaja rzuciła: – Wesołych Świąt. Ola natychmiast dodała: – Życzy partia i rząd.Zobacz – zauważyłam – znowu pasuje…

Charaktery i charakterki lożowe

17 października 2015

Brat z siostrą, mąż z żonąWróciliśmy niedawno z Adamem z połączonego posiedzenia dwóch lóż „wielkowschodowych”: Witelona i Cezarego Leżeńskiego. Ja byłam zaproszona przez Czcigodnych Mistrzów jako wysłanniczka loży żeńskiej Gaja Aeterna. Wygłosiłam deskę na temat wpływu wolnomularstwa na kształtowanie osobowości. Nie jest to deska (czyli referat) autorska, lecz praca zbiorowa kilku sióstr Gai Aeterny. Myślę, że jej dużym atutem jest wszechstronność ujęcia tematu: od teorii do praktyki. Każda masonka czy mason, zależnie od miejsca, w którym znajduje się na swojej wolnomularskiej drodze, zwraca uwagę na taki fragment, który znajduje w niej czy nim największy odzew. Trzeci raz czytałam tę pracę, i za każdym razem czułam inny odbiór, zależnie od składu osobowego tego konkretnego, lożowego posiedzenia. Dla mnie te prace były szczególnie ważne: ich gościem  był także Adam, mój mężo/brat, a na jednej z funkcji zasiadała nasza córko/siostra Aleksandra. W sali agapowej czekał rozłożony najnowszy numer, jesienny „Wolnomularza Polskiego”, w którym deska o wpływie masonerii na charakter została wydrukowana. Zdarzają się nieraz chwile, w których dociera do mnie bardzo głęboka świadomość słuszności wyboru tej a nie innej drogi życiowej. Dzisiaj, dzięki siostrom i braciom Witelona i Cezarego Leżeńskiego, oraz obecności moich najbliższych, tak właśnie czułam.

PS. Dramatycznym akcentem na koniec prac, była ilustrowana opowieść o polskich żołnierzach w czasie wojny w Iraku. Wyszłam wstrząśnięta.

Od Sasa do Lasa

8 maja 2014

Ola straciła w Sopocie głos. Emilka kicha na potęgę. Dyżuruję w redakcji i jako babcia. Czytałam dzisiaj powiastkę o Wróbleku Elemelku i sposobach jego leczenia (!), udowadniałam też przemienność mnożenia i dodawania. Przedwczoraj pani Emilki pochwaliła ją za temat „woda” – trzy stany skupienia i wzory chemiczne zwykłej i utlenionej. W międzyczasie opracowałam 18 kolumn letniego „Wolnomularza Polskiego”. Polka potrafi.  O normalnej „Gazecie Ubezpieczeniowej” i numerze brokerskim, i postępowaniu nadzorczym KNF nie wspomnę. 🙂

Żabka i ropucha

5 maja 2014

żaba, nie ropuchaTo zalesiańska żaba. Obok niej mieszkała sobie ropucha. Ropucha, jak to ropucha, była duża i dosyć brzydka, ale bardzo pożyteczna. Moja wnuczka Emilka postanowiła przeszmuglować ropuchę do stolicy. I zrobiła to, wymościwszy pudełko po plastikowych stworkach mchem. Ropucha objawiła się w domu wczoraj. Uciekła z pudełka. i przykicała do przedpokoju słusznie wnioskując, że dalej są drzwi, schody albo winda i wyjście na wolność. Wyszła. 🙂 Emilka, wielbicielka przyrody i badań naukowych, wysłuchała maminej pogadanki o porywaniu zalesiańskich ropuch i szmuglowaniu ich na parkiety warszawskie. Amen. 🙂

Babcia, czyli ja, opowie Emilce jutro, jak przywiozła z grzybobrania malutkiego zajączka. Było to pół wieku temu z hakiem… Niedaleko pada jabłko od jabłoni…

1 maja na łonie natury

1 maja 2014

DSCN5487Dzień 1 maja, Święto Pracy spędziliśmy na łonie rodziny i natury. Weranda „Pod pijanym motylem” (dostaliśmy go od znajomego manela – alkoholika, dobrego człowieka, który już w Niebie uczęszcza na mityngi AA, na ziemi nie trafił, niestety), w majowym słońcu była piękna. Kawa na takiej werandzie była smaczna, choć – jak rzekła nasza córka Ola – jakaś słaba (no bo z inką, to nasza mieszanka, by zbytnio nie przesadzać z kofeiną :-)).

DSCN5528Po takiej kawie Ola położyła się na polowym łóżku, pod ukochaną czereśnią mego ś.p. taty Tadeusza i wkrótce zasnęła. Ja po cichu zdjęłam z tyczki wiszącej na czereśni starą podkowę, którą znalazłam na rok przed urodzeniem się Emilki, i tata tą podkową … zrywał z drzewa czereśnie. Podkowę zawiesiłam na kominku. Na szczęście oczywiście. W tym czasie Emilka poznawała łono przyrody na różne sposoby.

Emilka i kamienieLiczyła kamienie 🙂 , co było dość żmudnym zajęciem. A potem z kupy kompostu wybierała glisdy, wije, szczypawki i dżdżownice.

DSCN5537Srednio im się to podobało, ale badanie natury wymaga poświęceń (od tejże natury). Wszyscy byli szczęśliwi.

DSCN5472Z naturą pożegnaliśmy się koło 17.00, by po lodach i kawie w Zalesiu Górnym zdążyć do Warszawy i oglądnąć wszystkie wiadomości. Niech się Święci 1 Maja!

Emilka i amonit

30 kwietnia 2014

Historia amonitaTo jest pomoc naukowa Emilki (lat 7 od tygodnia), do wystąpienia: Moje hobby. Publika: klasy 1 – 3 szkoły podstawowej im. Janusza Korczaka w Warszawie. Emilka występowała jako pierwsza. Nie widziałam tego, nagrała na komórkę Ola i potem puściła mi filmik w redakcji. Dobrze poszło 🙂 Gdy tak na nią patrzyłam, przypominały mi się wystąpienia różnych członków naszej rodziny, w różnych latach i ustrojach. Jedno jest pewne: wszyscy mieliśmy gadane. Emilka ma po kim dziedziczyć językową swadę.  A że oświecić się można w każdym wieku, to ja dowiedziałam się dopiero teraz, że amonit to krewny naszej poczciwej ośmiornicy, a moja koleżanka Teresa (trochę ode mnie starsza) zdziwiła się, że to nie imię psa. Chi, chi, chi… 🙂 Jestem dumną babcią!

Dzień babci i dziadka

21 stycznia 2014


Dzień babci i dziadka (świętowaliśmy wspólnie, dziadek Adam na zapas) obeszliśmy uroczyście. Dostaliśmy od naszej wnuczki Emilki prezenty: ja żonkile, jeszcze nie rozkwitłe w doniczce z wsadzoną karteczką „Super babcia” oraz notesik własnoręcznie zrobiony z latającym smokiem; Adam – cieplutki kocyk (żeby nie przykrywał się szlafrokiem, gdy drzemie :-)) i takiż notesik z gromadą serduszek. Wypiliśmy wszyscy, tj. z mamą Emilki Olą kawę, a Emilka skonsumowała szarlotkę – bez kawy. Potem Ola zrobiła nam wspólne zdjęcie. Dziadek i babcia mieli łzy w oczach. Teraz babcia też ma, chlup, chlup, chlup. Prababcia Zenia nie świętowała z nami, była daleko, z bardzo bolącymi stawami, więc to „chlup, chlup”, było jeszcze dłuższe.