Posts Tagged ‘Jan Grzegorczyk’

Zmarł o. Jan Góra

21 grudnia 2015

Swiety-i-blazen-Jan-Gora-w-odslonach-Jana-Grzegorczyka_Jan-Gora-Jan-Grzegorczyk,images_product,5,978-83-7785-475-4 Na Targach książkiTak pisałam 24 maja ub. roku: „Byłam dzisiaj na Targach Książki. Czekał tam na mnie prezent: najnowsza książka Jana Grzegorczyka pt. ŚWIĘTY I BŁAZEN, z jego dedykacją. Dostałam też wpis bohatera grzegorczykowskiego dzieła – o. Jana Góry.  Nie zapomnę wyrazu twarzy słynnego dominikanina, gdy dowiedział się, że ma dać autograf masonce. Trzeba mu jednak przyznać, że umie się znaleźć. Gdy już odchodziłam, popatrzył na mnie długo i powiedział: – A co by było, gdybyśmy kiedyś znaleźli się razem w Raju?Świetnie by było – odparłam. – Mielibyśmy tyle czasu na prowadzenie interesujących rozmów”.

Dziś dowiedziałam się, że zasłabł nagle podczas mszy. I zmarł. Mam nadzieję, że ojciec Góra zaczeka na mnie w Raju. To był wielki Człowiek. Wielki jak Góra. Cześć Jego pamięci.
PS Nasz domowy św. Jacek Odrowąż założył zakon dominikanów w Polsce.Lubimy dominikanów w naszym domu.

Grzegorczyk, Góra i ja

23 maja 2014

Na Targach książkiPierwszy z lewej pisarz Jan Grzegorczyk, w głębi ojciec Jan Góra.

Byłam dzisiaj na Targach Książki. Czekał tam na mnie prezent: najnowsza książka Jana Grzegorczyka pt. ŚWIĘTY I BŁAZEN, z jego dedykacją. Dostałam też wpis bohatera grzegorczykowskiego dzieła – o. Jana Góry.  Nie zapomnę wyrazu twarzy słynnego dominikanina, gdy dowiedział się, że ma dać autograf masonce. Trzeba mu jednak przyznać, że umie się znaleźć. Gdy już odchodziłam, popatrzył na mnie długo i powiedział: – A co by było, gdybyśmy kiedyś znaleźli się razem w Raju?Świetnie by było – odparłam. – Mielibyśmy tyle czasu na prowadzenie interesujących rozmów. 🙂 Przy stoisku Wydawnictwa ZYSK natknęłam się też na znajomego prezesa Wydawnictwa ISKRY, dr. Wiesława Uchańskiego. Wyraziłam ubolewanie z powodu problemów lokalowych tej zasłużonej oficyjny, na to prezes: – W moim wieku (jest gdzieś w połowie sześćdziesiątki), wszyscy przechodzą na emeryturę, a ja rozpoczynam nowe życie. – Rzeczywiście – odparłam – jest to wyzwanie. Nie dodałam, że i u mnie zapowiada się ostry zwrot wydawniczy: lokal, format, czcionka. Na lata licytować się z prezesem nie będę. Ja też bym mogła za rok przejść na emeryturę,  gdybym chciała – ale nie chcę. 🙂

Judasz w Chaszczach i Puszczyku

30 stycznia 2012

Ten obrazek przedstawiający głowę Judasza wisiał niegdyś w pokoju Inki,mojej koleżanki, która w listopadzie 2010 roku zmarła na raka. Zrobiłam to niezbyt wyraźne zdjęcie podczas jednej z wizyt u Inki. Nie znała dokładnie historii obrazu. Wiedziała tylko tyle, że to na pewno pamiątka rodzinna. Dlaczego właśnie teraz przypomniałam sobie o Judaszu? Ano z powodu Chaszczy i Puszczyka Jana Grzegorczyka, w których to książkach wątek zdrady, samego Judasza i jego Ewangelii odgrywa poczesne miejsce. Nie powiem, gdy ukazała się ta Ewangelia, zaginiona przez prawie 2 tysiące lat, i ja byłam zafascynowana postacią największego ze zdrajców, czym nie omieszkałam się podzielić z pisarzem. Dowiedziałam się przy tej okazji, że Jan, jako młody narybek dziennikarski, jeszcze w latach 80-tych, napisał do miesięcznika W drodze esej pt. Zrozumieć Judasza, niestereotypowy i obrazoburczy. Temu nieszablonowemu myśleniu Jan G. pozostał wierny przez te wszystkie lata.  Stanisław Madej, bohater obu książek, sporo czasu poświęca rozmyślaniom o Judaszu, który wedle Ewangelii, powiesił się na drzewie. Same Chaszcze też się rozpoczynają od wisielca na drzewie, na którym ktoś wyskrobał potem litery:  JUDASZ. A czy to było samobójstwo, czy zabójstwo – dowie sie ten, kto sięgnie po książki. Mnie utkwił w pamięci fragment w Puszczyku opisujący pewien włoski obraz, na którym Jezus niesie zmarłego Judasza na swych rękach…

Uduchowione kryminały

29 stycznia 2012

Puszczyka Grzegorczyka czytałam pomiędzy różnymi czynnościami masońskimi: między inicjacją nowej siostry do mojej loży a tworzeniem szpigla 50. numeru „Wolnomularza Polskiego”. I wszystko idzie zgodnie z planem: siostra przyjęta, szpigel zrobiony (i zaakceptowany przez brata-męża :-), Puszczyk przeczytany. Polecam z ręką na sercu. W tym kryminale – na pozór – jest i trochę metafizyki (to zgodne ze „starym” Grzegorczykiem) i trochę erotyki (to Grzegorczyk nowy, którego bohaterowi zbierane główki grzybków kojarzą się z kobiecymi piersiami…), jest jak zwykle sporo humoru i rozpatrywania rozmaitych przypadłości duchowo-cielesnych (króluje cukrzyca, choć i alkoholu dostatek).  Z tej poszatkowanej kapusty wychodzi w sumie świetny, staropolski bigosik, że paluszki lizać (i nie tylko). Ha! Jest i bliski mi element masoński. Madej, bohater Puszczyka, to zawołany murarz (anonimowy murarz jak nazwał się sam w chwili uniesienia), czyli po naszemu i z francuska – mason. Budowla Madeja to wprawdzie nie strzelista katedra wznoszona przez wolnych murarzy, ale ruinka romańska, jednym słowem Madej to taki „pra-mason”. Pojawia się i Wielki Garncarz, kubek kubek jak u nas w loży Wielki Architekt. Myślę, że obaj (tj. Garncarz z Architektem) do gardeł by sobie nie skoczyli…

Tak się złożyło, że przed Grzegorczykiem, najznamienitszym polskim  pisarzem katolickim, czytałam Morderstwo w Alei Róż, pierwszy (i nie ostatni) kryminał br:. Tadeusza Cegielskiego, b. Wielkiego Mistrza Wielkiej Loży Narodowej. Jeden Autor niezwykle uduchowiony i drugi Autor niezwykle uduchowiony, każdy Wielki w swoim odmiennym uduchowieniu. Ciekawe, jakby się spotkali, co by z tego wyszło?… 🙂

Puszczyk jako Feniks lub odwrotnie :-)

27 stycznia 2012
„Może to zabrzmi śmiesznie, ale wiele tygodni nosiłem się z decyzją zabicia księdza i jednocześnie przyjaciela” – takie zdanie przeczytałam w internetowym wywiadzie Jana Grzegorczyka, o którego najnowszej książce pt. Puszczak wspominałam wczoraj. Może ze mnie domorosły Jung lub Freud, ale myślę, że Grzegorczyk zabił księdza w… sobie. Było to symboliczne samobójstwo kogoś, kim miał zostać, a nie został. Matka małego niemowlaka Jasia w podzięce, że się narodził i przeżył, ofiarowała go – w duszy –  na księdza (brat mamy był nietuzinkowym zakonnikiem w pewnym podpoznańskim zakonie, jakoś przed wojną). Księdzem w końcu nie został, bo się zakochał w swej żonie Justynie, tylko katolickim pisarzem piszącym o księżach i świętych, przez 30 lat wierny „W drodze”. No, a teraz Puszczyk wyfrunął z dziupli (od niedawna W drodze już nie pracuje) i teraz się coś nowego wykluwa lub przemienia, jakiś Puszczyk w Feniksa lub odwrotnie. 🙂
 
Fraszka na przemienienie Jana G.
 
Księdza sztuczna szczęka,
a gdzie Chrysta męka?
 

Puszczyk

26 stycznia 2012

Okładka - Puszczyk

Dostałam dzisiaj z dedykacją nową książkę Jana Grzegorczyka pt. Puszczyk. Znamy się od ośmiu lat i śledzę jego twórczość z oddali. Od czasu do czasu piszemy do siebie. Najbardziej zasłynął Jan trylogią o księdzu Groserze. Naraził się wielu „prawdziwym” Polakom – katolikom, choć tak prawdziwie wierzącego pisarza pewnie ze świecą szukać. Puszczyk jest drugim tomem Chaszczy. Poza wszystkim Jan zawarł tam swoje umiłowanie tego odludzia, gdzie buduje cudeńka i lubi się zaszyć, i pohukiwać ze swej dziupli. Przesympatycznego księdza z pierwszej części teraz uśmierca na samym początku. Tyle wiem, bo inaczej niż poprzednio, nie przeczytałam z nowego dzieła przed wydaniem więcej niż kilka stron. Co zrobić, książka na ekranie nie smakuje mi tak jak w fotelu, wannie czy łóżku, no więc nie wiem sama jak się skończy śledztwo, z kim tytułowy bohater zostanie, czy z kobietą – mychą, czy jasiową femme fatale. Nie wiem, ale się dowiem. Zacznę, gdy wrócę z 20-lecia Inter Polska. No cóż, czarne koronki na siebie, szminka na usta i podążam w świat ubezpieczeniowy, choć wolałabym zostać z Puszczykiem. W wannie 🙂

Ks. Boniecki, ks. Groser, ks. Rydzyk

3 listopada 2011

Rozmawiałam ze 3 lata temu z ks. Adamem Bonieckim, a raczej towarzyszyłam jego rozmowie z Janem Grzegorczykiem. Było to na przyjęciu po wręczeniu nagród Wydawców Katolickich. Grzegorczyk otrzymał wtedy wyróżnienie, chyba za trylogię o ks. Groserze. Teraz ks. Adam Boniecki z zakonu marianów ma zakaz występowania w środkach masowego przekazu oprócz Tygodnika Powszechnego, a Grzegorczyk po 30 prawie latach opuścił redakcję miesięcznika oo dominikanów W drodze (ta zbieżność w czasie to pewnie przypadek). Na swoim miejscu zostaje o. Rydzyk, chyba  z zakonu redemptorystów .