Posts Tagged ‘Puszczyk’

Uważam Rze można przekraczać podziały

6 lutego 2012

Krzysztof Masłoń, publicysta „Uważam Rze”  ma sporo do zarzucenia Grzegorczykowi co do jego Puszczyka : „Zjawisko uczłowieczania kleru niejedno ma imię. Niekiedy przynosi nawet pozytywne efekty, czego dowiódł udany serial telewizyjny z Arturem Żmijewskim jako ojcem Mateuszem. Bywa jednak inaczej. Niemałe zasługi na tym polu położył na przykład niedoszły kapłan Szymon Hołownia. Obawiam się, że po „Puszczyku”, ostatniej książce innego specjalisty od przybliżenia kleru maluczkim – Jana Grzegorczyka, nie przybędzie mu zwolenników”. Dalej nie cytuję, bo w internecie tekst jest płatny, a ja jestem oszczędna, choć z drugiej strony ciekawa. To co się akurat mnie podoba u Grzegorczyka, to obraz kleru właśnie. Inaczej o księżach katolickich zaczęłam myśleć właśnie po jego Adieu. W Puszczyku pojawia się na plebani niedaleko Madeja nowy ksiądz, po zmarłym (czy zabitym – nie zdradzę) poprzedniku. A ten nowy – to cudo: refleksyjny, dowcipny, ludzki, myślący. Po prostu ksiądz i dobry człowiek w jednym. Znając jednak realia polskiej publicystyki od lat z górą 30. wiem, że to co się mnie podoba, nie podoba się jakoś tak automatycznie prawicy. Ja lubię Tischnera, oni Rydzyka. Choć, nie, nie zawsze. Lubię i poważam szalenie ks. F., ale nie napiszę jego nazwiska, bo bym go pewnie spaliła, przebrzydła masonka. A ksiądz F. jest narodowy jak najbardziej, kocha non stop Chrystusa i kard. Wyszyńskiego, i słucha Radia Maryja. I lubimy się wzajemnie od ponad 5 lat.  Znam też i poważam pewnego biskupa pomocniczego, znaleźliśmy się razem na pielgrzymce w Ziemi Świętej. I zaprosił mnie nawet kiedyś do siebie. I wiedział, ktom zacz. I co Święta dostaję mailem pozdrowienia od niego. A więc można przekraczać podziały. Można!

Reklamy

Seks puszczyka w chaszczach

4 lutego 2012

Recenzji z Puszczyka Jana Grzegorczyka jeszcze chyba niezbyt wiele. Królują w internecie oficjalne notki wydawnictwa ZNAK, a tam wszystko jest bombowe. Najgorszą recenzję, jaką znalazłam, to ta z Niecodziennika literackiego pt. Puszczyk ci to on. Oto fragment: „[Madej] Najlepiej czuje się w męskim świecie, jego kontakty z kobietami są nieudolne, przynajmniej tak są opisane przez autora (może wbrew własnej woli). Dla mnie był mężczyzną-galaretą i to nie dlatego że się bał, ale dlatego że jego życie nie było konsekwentnie wytyczone w sferze zawodowej i osobistej, cechował go infantylizm uczuciowy, a nawet obłuda życiowa jako katolika. Czy to tylko kryzys wieku średniego?  Jego karesy z Myszką były śmieszne. „Przydusiła mnie gorąca, wilgotna…” Inna kobieta, Magda,  jest również bardzo aktywna w stosunku do Stanisława Madeja (narratora). To ona, zazdrosna o Krystynę, krzyczy: „- Miała cię w dupie… przez parę miesięcy! Zachowała się, jakby wdepnęła w ciebie jak w jakieś gówno. Wyczyściła bucik i tyle…
Nie poznawałem jej. Była w tej agresji jakaś odrażająca, wulgarna. Rynsztok.” Tymczasem owe dwa słowa, a nawet więcej, stanowi często używany zasób słów narratora wypowiadanych jako dowcip: „A wiec dupa sałata, ciągle nic nie wiemy…” . […] Takie słownictwo i dykteryjki jak zastąpić kurwę żabą odstręczają, budzą uśmiech politowania a nie sympatię w stosunku do bohaterów wykreowanych przez autora. Co za dużo to nie zdrowo”.

Trochę bym się z tym zgodziła, ale tylko trochę. Bo ta nieporadność, ta obleśność, ten infantylizm i co tam jeszcze, jest moim zdaniem świadomym zamierzeniem autora. No bo spójrzmy, kim jest Madej? Kawalerem „od zawsze”, czepiającym się mamusinej spódnicy, kontaktów z kobietami miał ze dwa, a były takie, że został… kawalerem właśnie. No i nagle przenosi się na łono natury, i jakiś jej Duch go owiewa. I wszystko się zmienia. Gdzie spojrzy – seks. Żaba na żabie, ptak przy ptaszku, dzrzewo łączy się z drzewem. Jego to coś dotyka i nagle czuje, że  m u s i  nadrobić wszystko to, co stracił w życiu z kobietami. I jest łapczywy, zachłanny, a przy tym mało co umie albo raczej nic nie umie, kobiet nie zna, boi się ich, ale tak bardzo chce… I robi jak umie, potykając się, złoszcząc, pijąc, dręcząc, i uprawia taki „seks literacki”, no bo skąd może wiedzieć, że wiele kobiet lubi zupełnie co innego (a przecież drugoplanowa Helena i jej prokurator wiedzą o co chodzi)? Ale Madej nadrabia jak umie. I to wszystko jest absolutnie autentyczne i napisane wspaniele, ale tylko przy założeniu, że oto do życia i do seksu obudził się stary kawaler. Ot i wszystko.  Piszę to wszystko teoretycznie, bo osobiście takiego starego kawalera nigdy nie poznałam. 😉

Judasz – zdrajca ciągle potrzebny

3 lutego 2012

Wspomniałam już o ważnej postaci najnowszej książki Jana Grzegorczyka Puszczyk, jaką jest Judasz i to, że art. pt. Zrozumieć Judasza ukazał się 29 lat temu na łamach W drodze, miesięcznika oo dominikanów. 23-letni Grzegorczyk pisał wówczas o tej postaci w książce Romana Brandstaettera pt. Jezus z Nazarethu wspominając tylko o zaginionej Ewangelii Judasza. Skąd mógł wiedzieć, że po ćwierćwieczu odnajdzie się? „Zagadnienie związane z winą Judasza jest częścią większego, stawiającego dylemat: Czy możliwe byłoby odkupienie świata bez odrzucenia Jezusa przez Jego własny naród? Powieść zawiera swoje określone sugestie, lecz jednocześnie – i to chyba nawet ważniejsze – wpisuje je w wymiar Tajemnicy” – pisze młody Grzegorczyk na zakończenie swego szkicu i konkluduje:

(more…)

Judasz w Chaszczach i Puszczyku

30 stycznia 2012

Ten obrazek przedstawiający głowę Judasza wisiał niegdyś w pokoju Inki,mojej koleżanki, która w listopadzie 2010 roku zmarła na raka. Zrobiłam to niezbyt wyraźne zdjęcie podczas jednej z wizyt u Inki. Nie znała dokładnie historii obrazu. Wiedziała tylko tyle, że to na pewno pamiątka rodzinna. Dlaczego właśnie teraz przypomniałam sobie o Judaszu? Ano z powodu Chaszczy i Puszczyka Jana Grzegorczyka, w których to książkach wątek zdrady, samego Judasza i jego Ewangelii odgrywa poczesne miejsce. Nie powiem, gdy ukazała się ta Ewangelia, zaginiona przez prawie 2 tysiące lat, i ja byłam zafascynowana postacią największego ze zdrajców, czym nie omieszkałam się podzielić z pisarzem. Dowiedziałam się przy tej okazji, że Jan, jako młody narybek dziennikarski, jeszcze w latach 80-tych, napisał do miesięcznika W drodze esej pt. Zrozumieć Judasza, niestereotypowy i obrazoburczy. Temu nieszablonowemu myśleniu Jan G. pozostał wierny przez te wszystkie lata.  Stanisław Madej, bohater obu książek, sporo czasu poświęca rozmyślaniom o Judaszu, który wedle Ewangelii, powiesił się na drzewie. Same Chaszcze też się rozpoczynają od wisielca na drzewie, na którym ktoś wyskrobał potem litery:  JUDASZ. A czy to było samobójstwo, czy zabójstwo – dowie sie ten, kto sięgnie po książki. Mnie utkwił w pamięci fragment w Puszczyku opisujący pewien włoski obraz, na którym Jezus niesie zmarłego Judasza na swych rękach…

Uduchowione kryminały

29 stycznia 2012

Puszczyka Grzegorczyka czytałam pomiędzy różnymi czynnościami masońskimi: między inicjacją nowej siostry do mojej loży a tworzeniem szpigla 50. numeru „Wolnomularza Polskiego”. I wszystko idzie zgodnie z planem: siostra przyjęta, szpigel zrobiony (i zaakceptowany przez brata-męża :-), Puszczyk przeczytany. Polecam z ręką na sercu. W tym kryminale – na pozór – jest i trochę metafizyki (to zgodne ze „starym” Grzegorczykiem) i trochę erotyki (to Grzegorczyk nowy, którego bohaterowi zbierane główki grzybków kojarzą się z kobiecymi piersiami…), jest jak zwykle sporo humoru i rozpatrywania rozmaitych przypadłości duchowo-cielesnych (króluje cukrzyca, choć i alkoholu dostatek).  Z tej poszatkowanej kapusty wychodzi w sumie świetny, staropolski bigosik, że paluszki lizać (i nie tylko). Ha! Jest i bliski mi element masoński. Madej, bohater Puszczyka, to zawołany murarz (anonimowy murarz jak nazwał się sam w chwili uniesienia), czyli po naszemu i z francuska – mason. Budowla Madeja to wprawdzie nie strzelista katedra wznoszona przez wolnych murarzy, ale ruinka romańska, jednym słowem Madej to taki „pra-mason”. Pojawia się i Wielki Garncarz, kubek kubek jak u nas w loży Wielki Architekt. Myślę, że obaj (tj. Garncarz z Architektem) do gardeł by sobie nie skoczyli…

Tak się złożyło, że przed Grzegorczykiem, najznamienitszym polskim  pisarzem katolickim, czytałam Morderstwo w Alei Róż, pierwszy (i nie ostatni) kryminał br:. Tadeusza Cegielskiego, b. Wielkiego Mistrza Wielkiej Loży Narodowej. Jeden Autor niezwykle uduchowiony i drugi Autor niezwykle uduchowiony, każdy Wielki w swoim odmiennym uduchowieniu. Ciekawe, jakby się spotkali, co by z tego wyszło?… 🙂

Puszczyk jako Feniks lub odwrotnie :-)

27 stycznia 2012
„Może to zabrzmi śmiesznie, ale wiele tygodni nosiłem się z decyzją zabicia księdza i jednocześnie przyjaciela” – takie zdanie przeczytałam w internetowym wywiadzie Jana Grzegorczyka, o którego najnowszej książce pt. Puszczak wspominałam wczoraj. Może ze mnie domorosły Jung lub Freud, ale myślę, że Grzegorczyk zabił księdza w… sobie. Było to symboliczne samobójstwo kogoś, kim miał zostać, a nie został. Matka małego niemowlaka Jasia w podzięce, że się narodził i przeżył, ofiarowała go – w duszy –  na księdza (brat mamy był nietuzinkowym zakonnikiem w pewnym podpoznańskim zakonie, jakoś przed wojną). Księdzem w końcu nie został, bo się zakochał w swej żonie Justynie, tylko katolickim pisarzem piszącym o księżach i świętych, przez 30 lat wierny „W drodze”. No, a teraz Puszczyk wyfrunął z dziupli (od niedawna W drodze już nie pracuje) i teraz się coś nowego wykluwa lub przemienia, jakiś Puszczyk w Feniksa lub odwrotnie. 🙂
 
Fraszka na przemienienie Jana G.
 
Księdza sztuczna szczęka,
a gdzie Chrysta męka?
 

Puszczyk

26 stycznia 2012

Okładka - Puszczyk

Dostałam dzisiaj z dedykacją nową książkę Jana Grzegorczyka pt. Puszczyk. Znamy się od ośmiu lat i śledzę jego twórczość z oddali. Od czasu do czasu piszemy do siebie. Najbardziej zasłynął Jan trylogią o księdzu Groserze. Naraził się wielu „prawdziwym” Polakom – katolikom, choć tak prawdziwie wierzącego pisarza pewnie ze świecą szukać. Puszczyk jest drugim tomem Chaszczy. Poza wszystkim Jan zawarł tam swoje umiłowanie tego odludzia, gdzie buduje cudeńka i lubi się zaszyć, i pohukiwać ze swej dziupli. Przesympatycznego księdza z pierwszej części teraz uśmierca na samym początku. Tyle wiem, bo inaczej niż poprzednio, nie przeczytałam z nowego dzieła przed wydaniem więcej niż kilka stron. Co zrobić, książka na ekranie nie smakuje mi tak jak w fotelu, wannie czy łóżku, no więc nie wiem sama jak się skończy śledztwo, z kim tytułowy bohater zostanie, czy z kobietą – mychą, czy jasiową femme fatale. Nie wiem, ale się dowiem. Zacznę, gdy wrócę z 20-lecia Inter Polska. No cóż, czarne koronki na siebie, szminka na usta i podążam w świat ubezpieczeniowy, choć wolałabym zostać z Puszczykiem. W wannie 🙂

Puszczyk

22 listopada 2011

 

Przystrajał się Puszczyk we Słowa,
i taka to nasza rozmowa
i słowa, wyzbyte ze słów…
Spojrz w niebo, Puszczyku na nów,
to znaczy… nic nie ma na niebie,
i po co ja lubię tak ciebie?
I po co ja ciebie nie znoszę?
O milosierdzie, Boże, cię proszę,
nie znęcaj się Boże nade mną,
i otul mnie w szal, jak w noc ciemną
i wyślij Puszczyka na łów,
a mnie daj sny pełne snów.