W Romie na dostawkach

W Teatrze RomaZakończenie Świąt mieliśmy bombowe. Całą rodziną wybraliśmy się do Teatru Roma na  swingujący jazz. Wszystkie panie w długich sukniach, Ola z lisem na ramionach (sztucznym oczywiście). Podajemy bilety kupione w internecie panu bileterowi i…  STOP. Już nieważne. Nasz koncert był na 16.00. Konsternacja totalna. Ola ociera pot z czoła (symbolicznie) i negocjuje, że może coś się da zrobić. Pan bileter z Panią bileterką przemili (pozdrawiamy!) i coś zaczynają modzić, choć ludzi ho, ho i jeszcze troszkę (pozdrawiam wiceprezesa PIU). Najpierw 1 bilet znalazł się dla naszego nestora Adama. Potem dla wiceseniorki mamy. Na dostawce po kilku minutach wylądowałam ja. Wyglądało na to, że Ola w swej długiej koronkowej, wąskiej sukni (z lisem) wyląduje na schodach. Na poduszeczce (co powie wiceprezes PIU! 0 pomyślałam). No, ale na schodach nie wylądowała, tylko na dostawce obok mnie. W pierwszym rzędzie, a raczej – 1. Koncert był świetny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: