Nie bójmy się

27 września 2018

Mirka i Tadeusz do wywiaduPrace nad ostatnim, jesiennym „Wolnomularzem Polskim” wchodzą z wolna w ostatnie stadium – w poniedziałek oddaję numer 76/jesień 2018 do łamania. Myślę, że pomieszczone tam materiały będą nieźle oddawały emocjonalną i materialną prawdę o sytuacji, w jakiej teraz znajduje się wolnomularstwo polskie, a także sam „Wolnomularza”. Dla mnie najbardziej przejmująco brzmi rozmowa z bratem – profesorem Tadeuszem Cegielskim zatytułowana Nie bójmy się. Zastanawiamy się w niej nad patriotycznym przesłaniem polskiego wolnomularstwa od XVIII, poprzez XIX i XX wiek aż do współczesności. Oto zakończenie:

TC: – Wolnomularstwo „od zawsze” oddziałuje poprzez swoich członków.  I dzięki temu tworzy swoistą, niewidzialną siatkę połączeń w społeczeństwie. Sieć ta rozciąga się pośród przedstawicieli elit: intelektualnych, politycznych, kulturalnych. Podobne oddziaływania rodzą proste moralne przesłanie:  warto być porządnym, uczciwym, dochowywać zobowiązań.

MDW: To zawsze, Tadeuszu, warto…

 TC: – Oczywiście, ale właśnie te wartości zostały dziś szczególnie pogwałcone. Pewnie większość wolnomularzy polskich byłaby za tym, aby wpływać na rzeczywistość w sferze etycznej, deklarując przy tym swą apolityczność. Ponieważ jesteśmy garstką ludzi, która w sferze realnej polityki na pewno nic nie osiągnie.

MDW: I chyba nie chce osiągać, prawda?

 TC:  – Tak, nie chce. I tego bym się trzymał. Moje, nasze prywatne poglądy nie mają tu nic do rzeczy. Nauczyłem się, że w praktycznym działaniu należy sfery te oddzielać.  Moja deklaracja będzie deklarację historyka, który jest tej samej złej myśli, co Andrzej Friszke. Obaj obawiamy się, że dojdzie do rozlewu krwi. Pretekst czy sygnał może wyjść z obu stron, nie można wykluczyć prowokacji. Podkreślę więc: to nie ma żadnego przełożenia na masonerię, tutaj zachowuję wstrzemięźliwość jak zdecydowana większość polskich wolnomularzy. Wyrażam jedynie najwyższe zaniepokojenie rozwojem sytuacji; mam poważne obawy co do przyszłości naszego kraju, obawy które /ocierają się o pewność.

Kończymy zatem naszą rozmowę wspólnym zaniepokojeniem o przyszłość Polski, o czym nasi poprzednicy, polscy wolnomularze od XVIII, XIX i XX wieku zawsze myśleli z największą troską. Obyśmy nie stanęli znowu wobec takich wyzwań, wobec których oni musieli niegdyś stanąć.

 TC:  – Pięknie to podsumowałaś! Dodam tylko coś, co wynika tak z mego temperamentu, jak i doświadczenia. W sprawie, o której mowa, każdy musi robić to, co do niego należy. K o n i e c z n i e. Nie można się bać. Bo najgorszą rzeczą jest właśnie strach.

Reklamy

Piatniki na masoński jubileusz

25 września 2018

Ależ miałam niespodziankę wczoraj, podczas posiedzenia Instytutu Sztuka Królewska w Polsce! Jeden z młodych braci (acz nie masońskim stażem) wręczył mi prezent: – To przecież dzisiaj  t e n  dzień – powiedział z uśmiechem, wręczając ślicznie opakowaną, niewielką paczuszkę. –  T e n  dzień? – zdumiałam się. A on przypomniał, że 25 lat temu byłam inicjowana na masonkę w Paryżu! Aż zaniemówiłam z powodu mej niepamięci. A jeszcze bardziej zaniemówiłam, gdy prezent rozpakowałam – były to karty do gry w brydża, tzw. piatniki, w wydaniu jubileuszowym! Co za cudny prezent! Pamiętam, z jaką atencją o „piatnikach” wyrażał się mój tata – brydżysta. To była arystokracja wśród kart. Teraz przeczytałam, że  karty do gry cesarskiej Kaiser Jubiläum wykonane zostały w Austrii przez Ferd Piatnik & Sons z Wiednia, wydane po raz pierwszy w 1898, czykli równo 120 lat temu. Karty sądowe przedstawiają cesarzy austriackich, ich żony i walety są alegorycznymi przedstawieniami czterech głównych narodowości monarchii austro-węgierskiej. Na rewersie widać herb imperialny i królewski.

Piatniki

O niby Europejczykach i czerwonych rzodkiewkach

22 września 2018

Bardzo, bardzo ciekawy wywiad w najnowszej „Polityce” Jacka Żakowskiego z Grzegorzem Ekiertem, prof. Uniwersytetu Harvarda o społecznej bazie światowych, w tym rzecz jasna polskich, populizmów. Mnie bardzo zainteresował fragment, w którym prof. Ekiert, przywołując pojęcie Piotra Sztompki „niekompetencji cywilizacyjnej” mówi wprost o udawanej europeizacji; że większość Polaków bynajmniej nie oczekiwała demokracji, nie ceniła wartości liberalnych i włączenia nas do Europy Zachodniej. Ja bym powiedziała, że ta europejska skorupka była dość cienka, gdy PIS mocno uderzył pękła i wylało się ze środka to, co zawsze tam było: kogel mogel (bez cukru). Ja od dawna mówię o „syndromie endeckim”, który nie miał szczęścia po I wojnie światowej i nigdy nie doszedł do władzy, ale zawsze był. I przetrwał za PRL. To pojęcie „udawanych Europejczyków” bardzo jest podobne do tego, o czym mówiliśmy za PRL – o Polakach, którzy są jak rzodkiewka: czerwoni po wierzchu i biali w środku. Środek Polski od 100 lat mniej więcej pozostaje we władaniu takich samych katolicko-narodowych, konserwatywnych wartości, a elity – czerwone czy liberalne – łudzą się, że to co sami myślą, podziela ogół. A nie podziela. 😦

Brydżowe odrodzenie

19 września 2018

Nie pisałam tu długo o moim brydżu, bo ambicja nie pozwalała. Ostatnio szło mi źle. Niezależnie z kim grałam – przegrywałam przeważnie, kładłam kontrakty, albo wychodziły lepsze niż zalicytowane. Zaczęłam już myśleć, że się cofam i nic nowego nie nauczę, bo mózg zwalnia. Nie jestem do tego przyzwyczajona przez całe swoje  życie. Oj, ile mnie to nerwów kosztowało, ile negatywnych emocji, zgrzytania zębów, a z drugiej strony – przysiąść fałdów też mi się nie chciało – myśli mam zajęte po prostu czym innym. 🙂 Po tym okresie posuchy wróciła z wakacji w Ameryce przemiła Swietłana, z którą już będziemy grać razem. No i wczoraj, na turnieju kończącym lato, zajęłyśmy drugie miejsce! Cieszyłyśmy się obie jak jakieś osiemnastki (Swieta jest o pokolenie ode mnie młodsza, doktor nauk, pracownik naukowy i mózg, że ho, ho!). Do jesiennych rozgrywek przystępuję w lepszym nastroju, choć – jak widzę – pracy nad swoim charakterem i głupimi ambicjami – mam jeszcze dużo. 🙂 A oto my:

Brydż Puchar lata

Stulecie kobiet polskich

13 września 2018

O kobietach polskich, ich historii, walki o emancypację, zwycięstwach i porażkach mogłabym opowiadać godzinami. Całe swoje dorosłe życie w ten czy inny sposób dotykam tych kwestii, pisząc czy działając społecznie. Jak o tym wszystkim opowiedzieć w półgodzinnym wystąpieniu na rozpoczęcie nowego roku akademickiego w Chęcińskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku? Myślę o tym przed zaśnięciem, myślę po przebudzeniu, myślę przy komputerze. Koncepcje zmieniają się jak w kalejdoskopie i obawiam się, że wychodząc na mównicę 4 października dowiem się, jaka jest wersja ostateczna. 🙂 Poniżej zdjęcia, które znajdą się w mojej prezentacji.

Gdy spokój się wali

11 września 2018

Weranda w Zalesiu

Facebook przypomniał mi dzisiaj zdjęcie sprzed dwóch lat, które zrobiłam na werandzie naszego domku letniskowego w Zalesiu. Adam siedzi na swoim ukochanym , starym fotelu jak siedział (na różnych fotelach) z fajką, odkąd weranda powstała po narodzinach w 1983 r. naszej córki Oleńki. Ja również tam siadywałam, ale – wiadomo – przeważnie coś robiłam, więc mnie tam tak często nie było. 11 września, kiedy zostało zrobione to zdjęcie,  ma dla mnie podwójne znaczenie: wraz z całym światem pewnie pamiętam co ten dzień znaczył dla  Amerykanów, ale dla naszej rodziny także oznaczał koniec pewnej długiej, spokojnej epoki. Adam we wrześniu 2001 roku  czuł się coraz gorzej, aż trafił do najpierw jednego, potem drugiego szpitala. Przeszedł ciężką i niebezpieczną dla życia operację. Na Nowy Świat wrócił dopiero w grudniu, a do maja następnego roku snuł się po domu jak duch niemalże; w maju była kolejna operacja. Tak zawalił się spokój domowy. W pracy było podobnie, groziło zamknięcie gazety, której szefowałam, zdecydowałam się w desperacji iść na swoje i wydzierżawić „Gazetę Ubezpieczeniową”. Potem dowiedziałam się, że w INFORZE dawano mi pół roku; miało następnie wszystko upaść wedle najlepszej wiedzy ponoć… Tak czy inaczej, dzisiejsza rocznica to dla mnie pamięć dni, w których wydawało się, że wszystko się zawali, tymczasem nic się nie zawaliło, ale wszystko zmieniło. Wczoraj moja przyjaciółka Ewa wyciągnęła dla mnie jedną kartę tarota, był nią Mag: – Przed Tobą Mirko ogromna zmiana – powiedziała. – Zacznyna się nowa epoka w Twoim życiu. Ileż to już razy?…

Gaja – początek roku masońskiego

9 września 2018

Museum_-_Freimaurermeister Moszyński z wikipediiTeraz to już na prawdę koniec wakacji! Wczoraj rozpoczęła prace moja loża macierzysta Gaja Aeterna. Miałyśmy gości z Paryża, co zawsze jest miłe. To był powiew zachodniego świata, z którego coś lub ktoś nad odpycha. My, wolnomularze się nie damy. Od 300 lat jesteśmy jego częścią i nie dał rady  car Aleksander I, prezydent Mościcki ani wszyscy I sekretarze z Polski Ludowej. I dzisiejsze dni szybko miną. Była instalacja korpusu oficerskiego, piękna deska o matce Ziemi – Gai i kobiecej energii w kosmosie. Zostałam I Dozorującą i bardzo się z tego cieszę. Przyznam też, że baaardzo się ucieszyłam, gdy po wakacjach włożyłam swój masoński fartuszek i okazało się, że jest…. stanowczo za szeroki w pasie. 🙂 Już nie powiem, kiedy musiałam go trzymać, by się nie osunął… 🙂 🙂 🙂  Jak na fotce starego masona z mopsem. 🙂

„RES HUMANA” i ja

7 września 2018

res-humana-w-iext52886570Odebrałam wczoraj nieoczekiwany telefon. Dzwonił dr Zdzisław Słowik, redaktor naczelny dwumiesięcznika  RES HUMANA. Poznałam go w połowie lat 80., gdy byłam publicystką „Argumentów”. To on namówił mnie do napisania książeczki pt.  Ruch wolnomyślicielski i laicki w Polsce (1907 – 1969), co stało się równo 30 lat temu. Potem, pewnie i dzięki Jego poparciu, zostałam laureatką nagrody im. Tadeusza Kotarbińskiego. Jak dziwnie się losy przędą, pojutrze, w loży  LUX ORIENTIS będę wygłaszała „deskę” poświęconej etyce niezależnej prof. Kotarbińskiego… Wracając do telefonu – usłyszałam troszkę wymówek, że nie napisałam dla  RES HUMANA tekstu na 300. masonerii. Biłam się w piersi, ale teraz, gdy moich obowiązków redaktorskich ubywa, nadrobię to wszystko z nawiązką. Tekst będzie i to nie jeden. W pierwszym chcę powrócić do wspomnianej publikacji o wolnomyślicielach polskich i napisać, jak po wielu latach, gdy byłam już masonką, szukałam wśród wolnomyślicieli śladów wolnomularzy. No i znalazłam, rzecz jasna. 🙂

Wiersze z kluczem

6 września 2018

DSCN2634

Aszera. 

Żona Ela, żona Jahwe, żona Baala…

Ich trzech – ona sama,

mamuśka, kochanka, dama.

I biedzę się od samego ranka,

kim była na początku?

Pra-matka.

Pra-żona.

Pra-kochanka.

Szast prast i olśnienie. Tytuł mego pierwszego tomiku wierszy: Wiersze z kluczem. Będzie go sygnowała  ASZERA. Prezent dla bliższych i dalszych pod choinkę. 🙂 🙂 🙂

Zaczęło się od gumki myszki

5 września 2018

Wszystko zaczęło się od tego, że zginęła mi kolejna gumka myszka, niezbędna w pracy nad planowaniem numerów „Gazety Ubezpieczeniowej”. Zaczęłam szukać. Doszłam do szczeliny między biurkiem i szafą, no i cóż ja tam znalazłam! 5 gumek myszek, jeden ołówek, a na końcu, wciśnięty w kąt, mój dyplom doktorski.  Myszka wskazała drogę. Pozmieniałam zatem: dyplom na ścianę obok kalendarza rodzinnego (pozdrawiam kuzyneczkę Anię i mamusię, twórczynię kalendarza), obraz z meduzą na ścianę ze świętościami, już nie będzie tak święcie. Na koniec przemian włożyłam sobie nową „kolię” składającą się z pięciu kluczyków (uwaga – tyle zaginionych gumek było!). Do kolii są kolczyki kluczykowe i bransoletka. – Jesteś mamo jedną wielką zagadką – powiedziała moja córka Ola, gdy mnie ostatnio w tej kolii zobaczyła. Trudno było polemizować 🙂