Posts Tagged ‘Kudowa-Zdrój’

Moje menażki

16 lutego 2014

Film Smak curry godny obejrzenia. Ciepły, mądry, oszczędny, nostalgiczny… Głównym bohaterem filmu jest menażka, a raczej ich zestaw, w którym nosi się jedzenie, przyrządzane przez zaniedbywaną, śliczną hinduskią żonę. Zamiast do męża, jedzenie w tychże menażkach – przez pomyłkę rzecz jasna – trafia do samotnego wdowca, który wybiera się na wcześniejszą emeryturę. Zaczyna się smakowanie potraw i korespondencja na kartkach. Więcej nie napiszę, bo niby w tym nie ma żadnej akcji, a jest wszystko co nieszczęśliwym ludziom potrzebne, czyli nadzieja na bliskość i uczucie.

Mnie jednak te menażki zawiodły zupełnie gdzie indziej, tak samo jak w filmie. Już po pięciu minutach smakowania filmowego obiadu, ja przeniosłam się w świat dzieciństwa, do Kudowy-Zdroju, gdzie urodziłam sie i mieszkałam do końca szkoły podstawowej w 1970 r. I nosiłam obiady w menażkach. Nie lubiłam tego. Jeszcze niedawno o tym wspominałam mamusi. I nagle, te filmowe menażki, coś zrobiły z mymi wspomnieniami i ujrzałam sercem, poczułam smak i zapach – bułeczek maślanych z rodzynkami, które raz na jakiś czas serwowano kuracjuszom w sanatorium nr 5 na kolacje. Zamiast jednej czy dwóch, przynosiłam do domu nieraz i 5 takich świeżutkich, pachnących bułeczek, bo mój tata był w latach 50-tych kierownikiem tegoż sanatorium, panie kucharki bardzo go lubiły (znalazłam ostatnio jego zdjęcie z kucharkami, kelnerkami przy wielkich garach) i w związku z tym moje menażki były pełniejsze niż powinny zważywszy na bloczek, który oddawałam. Niedawno taką maślaną bułeczkę z rodzynkami ujrzałam w piekarni w pobliżu redakcji, ale nie kupiłam, bo  figura nie ta co w Kudowie… 🙂

Kozaczek

28 grudnia 2013

 

 

 

Mamy zatem rok 1965KozaczekMam 10 lat, jestem w klasie trzeciej Szkoły Podstawowej nr 1 w Kudowie-Zdroju (kierowniczką tejże jest moja mama). Szkoła choinkę noworoczną zorganizowała w największej kudowskiej sali teatralnej w Sanatorium Polonia. Jak zwykle były uczniowskie występy. Tym razem tańczyłam „Kozaka”. Do tej pory pamiętam podstawowe kroki i przysiady, choć dziś już bym tak nogami nie machnęła. 🙂 Waga nie ta…  Występowałam od małego: śpiewałam piosenki (mój sztandarowy utwór to „Biedroneczki są w kropeczki i to chwalą sobie”), układałam słowa, pisałam teksty kabaretowe, grałam na pianinie. Jednym słowem dusza artystyczna. Osoba, która bardzo wiele mnie nauczyła, była moja nauczycielka muzyki i plastyki Bożena Dąbrowska. Mnóstwo jej zawdzięczam, pewnie i wybór w jakimś stopniu Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Kielcach. Dawno, dawno straciłam z nią kontakt i nie wiem nawet czy żyje. Chciałabym jednak, aby wiedziała, że moje plastyczne pasje po latach objawiły się znowu. Na pianinie natomiast nauczyłam grać kilka piosenek moją wnuczkę Emilkę.

Na lodach u Pani Gruberowej (prawie)

14 Maj 2012

Dzisiaj z wnuczką Emilką zrobiłyśmy sobie wypad: na zupę ogórkową, lody i huśtawki połączone z psami. Jeśli chodzi o lody, ona zjadła kulkę mlecznoczekoladową, a ja truskawkową. Opowiedziałam jej o swoich lodach w dzieciństwie. U Pani Gruberowej na ulicy Zdrojowej w Kudowie-Zdroju były tylko dwa rodzaje kulek: śmietankowe po 1 zł i cytrynowe po 1.1 zł. – Tylko dwa? – niezmiernie zdziwiona Emilka spytała. – Tak Emilko – odparłam. – Ale smak tych lodów pamiętam po dziś dzień i rurek z bitą śmietaną. Pamiętam też bukiety pierwiosnków zbieranych w kudowskim parku, i szczawiu na zupę szczawiową. Gonitwy za pieskami poskutkowały z kolei opowieści o psie, który mnie pogryzł u babci Czesi. – Nie ucieka się przed psem – instruowała mnie Emilka. – Jesteś teraz Emilko o wiele mądrzejsza ode mnie – odparłam. 🙂 I tak to nieugotowanie zupy ogórkowej przez panią Lucykę spowodowało, że wraz z Emilką przeniosłam się w swoje dzieciństwo. I nawet sprytnie wytłumaczyłam jej, dlaczego nie należy zawsze i we wszystkim słuchać koleżanek, tylko mieć własny rozum (opowieść o płatkach róż, których się najadłam do mdłości). Było i moje przedszkole i opowieść o karze w piwnicy, gdy byliśmy niegrzeczni. – Babciu, ty też byłaś niegrzeczna?Tak Emilko. Babci to się też zdarzało ( i zdarza do tej pory). 🙂