Szczęśliwi czasu nie liczą…

Dziwnie się dzieje ostatnimi czasy. Symbolem tego wszystkiego stał się dla mnie piękny zegar w paryskim muzeum d’Orsay. Z jego jednej strony czas biegł normalnie, a z drugiej, jakby zastygł. W kawiarni muzeum, gdzie z koleżanką Wandą piłyśmy kawę, jedna ściana wyłożona była lusterkami, umieszczonymi pod różnym kątem. Efekt był taki, jak na jednym ze zdjęć: świat pokawałkowany, nie tylko do góry nogami, ale powywracany na wszystkie strony. Moje spotkania paryskie były właśnie takie – działy się w ciągu tygodnia, ale wracałam w nich w przeszłość – 40 lat, 27 lat, wybiegałam też w przyszłość, najbliższą i tę trochę dalszą. Kto wie, może z punktu widzenia np. Wielkiego Architekta, ten mój świat jest właśnie taki nieciągły, w którym trudno powiedzieć, kiedy co się kończy, a kiedy zaczyna (i na odwrót). Przebywając w tych różnych czasoprzestrzeniach, zaczęłam gubić się w rzeczywistości. Zgubiłam kolczyk, czapeczkę, bluzkę, zostawiałam torebkę, pomyliły mi się daty… Trochę to śmieszne wszystko, ale w sumie… poetyczne. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: