O starej k…rwie rwie, brydżu i wazonie

Wspominam z dreszczem dnie sprzed dwóch lat: „3 maja – tj. noc – spędziłam z pogotowiem. Rwa rwa  jak… rwa, nie mogłam się poruszyć. Przyjechala św. Ola (godz. 1.30),potem karetka. Jacy fajni chłopcy i dziewczyna. Dostałam kroplówkę, potem jeszcze porcję tejże  potem wyczołgałam się z łóżka.  Jedziemy  do szpitala Orłowskiego. Jeszcze jedna kroplówka, recepta.  Ola, taksówka, dom.. Rzuciłam się na łóżko. Po 1,5 godz. obudziłam się. Zejście z niego zabrało mi 2 godziny.     nie kładę się  – piszę – wszystko jest lepsza od łóżka, tj. wstawania z niego, gdy ma się wrażenie, że się dusisz” – to tylko jeden z wpisów. Po porodzie Oli, po którym obie o mało nie umarłyśmy, było to najgorsze doświadczenie w moim życiu. Na szczęście rwa nie wróciła. Robię wiele, by nie wróciła. Dzisiaj np. zrobiłam kolejny wazon „brydżowy’, tj. wypatrzyłam go na szafce u koleżanki brydżystki. Na razie leży i schnie. Koleżanka Magda otrzyma go przy kolejnym brydżu (wczoraj byłam na szarym końcu). Wróciły też wiersze. Koszmary – tylko we wspomnieniach 🙂

Jedna odpowiedź to “O starej k…rwie rwie, brydżu i wazonie”

  1. wojciech.domagala@wp.pl Says:

    po co taka unia europejska skoro to jest oszustwo? żaden mason nie zdechł w ostatnim czasie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: