Br:. Jerzy o wolności

Pracuję nad zimowym „Wolnomularzem Polskim”. Dziś czytałam m.in. deskę sprzed dwóch lat br:. Jerzego Dworaka, którego pożegnaliśmy niedawno na Powązkach Wojskowych, O wolności. Na zakończenie napisał: „Podsumowując mogę powiedzieć, że jeśli chcecie, to obecnie możecie być wolni. W jakiejś chwili waszego życia mieliście wybór i wybraliście między pewnym stopniem wolności i równości, jednak możecie zawsze zmienić zdanie. Wolnomularstwo daje wam możliwości rozszerzenia horyzontów i podjęcia decyzji odpowiadającej waszemu postępowi na drodze inicjacyjnej lub na drodze życiowej”. To głos z Wiecznego Wschodu niejako…

Komentarzy 8 to “Br:. Jerzy o wolności”

  1. zwykły profan Says:

    Wspominała Pani że wymieniony brat wierzył w Boga, i że zostaną odprawione Msze Św w jego intencji. A to oznacza że wierzył Bogu. I jest to słuszny pryzmat przez który traktuję jego wypowiedź. Proszę spojrzeć jaki znak w dialogu którego Pani poszukiwała. I na chwilę utraciła.

  2. Sfirex Says:

    Chciałbym się wtrącić do rozmowy między Panią Mirosławą a Panem Zwykłym Profanem. Proszę Pana, o jakim Pan mówi Bogu? Chrześcijańskim Jahwe? Buddzie? Hinduskim Krisznie? Czy o kimś zupełnie innym? Widzę, że wskazuje Pan na jedynie słuszną wiarę w „tego” Boga, dlatego ważne jest byśmy wiedzieli „którego”. Powiem Panu w jakiego ja wierzę Boga (czysto teoretycznie). Teoria nt. Boga: Gdyby nagle ludzkość odkryła możliwość tworzenia sztucznych kwantów, a z tym tworzenia sztucznego (?) życia, które byłoby zupełnie „nie z tej samej gliny” co my. I te nowe istoty kopulowałyby z nami i powstałoby jeszcze inne kwantowo życie. To (uwaga) czy odwracając ten proces wstecz nie doszlibyśmy do istoty, która zapoczątkowała, taki jak wyżej, podział życia – istoty, którą nazwać można np. Bóg. On wykreował nowe życie (anioły??), one wykreowały nowe życie (znane z mitologii istoty??), a one wykreowały człowieka (??), który wykreował sztuczne (??) nowe życie. Mój Bóg różni się od innych tylko tym, że był jedynie naukowcem, a jego eksperyment, kiedy się udał, zaczął żyć własnym życiem. I Bóg ten nie potrzebuje być wszechmogący i wszechwiedzący, ani nie oferuje wiecznego życia – on był tylko dawcą „spermy”, dla któregoś z poprzednich żyć w tym niekończącym się ciągu żyć.
    Czy Pan, lub ktoś inny, się ze mną zgadza? Proszę odpisać.

    • zwykły profan Says:

      Widzę to trochę inaczej. Autorka bloga raczej rzadko odpisuje na moje wpisy, więc nie można nazwać tego rozmową, a bardziej monologiem z nadzieją na rozmowę i stwierdzam to całkowicie życzliwie. Ponieważ forum puki co jest jest otwarte, komentuję, aczkolwiek nie bardzo widzę w tym sens bo nie ma właśnie konwersacji. Używając słowa „słuszny” miałem na myśli to że ostatnią decyzją Brata który zmarł było zawierzenie Bogu. Przez ten pryzmat patrzę na jego decyzje. Dla mnie na końcu drogi którą szedł ten człowiek była własnie ta decyzja. Jest to mój subiektywny odbiór. I wydał mi się trochę znakiem w tej dyskusji masońsko katolickiej o której była mowa. To wszystko.

      Mam na myśli Boga który jest w Trzech Osobach, Jedna z Nich ma na imię Jezus. To imię oznacza „Bóg zbawia teraz”. Takie przymioty jak wszechwiedzący czy wszechmogący mogą pociągać jednych a innych nie. Obrazują brak ograniczeń Istoty którą jest Bóg.

      Czy się zgadzam z opisem Boga który Pan przedstawił? Napiszę jak rozumiem ten opis i to co w nim widzę. Widzę w nim ciągłość życia, która wyrażona jest zmianami. Jest logiczny. Pozostaje dla mnie teoretyczny. Ciągłość w moim odczuciu obrazuje opis Boga jako ten który nie miał początku i końca. Zresztą Jezus sam o sobie mówi takie dziwne słowa :”Ja Jestem”. Wyraża tym samym ciągłość życia które jest bez ograniczeń.

      Pisze Pan o Bogu jak o naukowcu który zostawił swój udany projekt. Proszę obejrzeć krótki filmik z youtuba który wklejam poniżej i skomentować. Przedstawia on figurkę Maryi która płacze krwawymi łzami. Figurka czyli rzecz, przedmiot, skąd więc łzy?

      Przyszła mi też na końcu pewna myśl, odnosząc się do opisu cyklów ciągłego stwarzania, że Chrześcijaństwo też gdybym to uznał wpisuje się w ten opis. Jezus działał bardzo krótko, odszedł, zostawił uczniów którzy najpierw byli razem, później ich losy potoczyły się bardzo różnie. Natomiast w całym cyklu Stworzeń Jezus z tą małą grupką ludzi zrobił coś innego niż przedstawieni przez Pana kolejni Kreatorzy życia, On po prostu powiedział o sobie że jest Stwórcą Życia, że jest od początku którego nigdy nie było. Dlatego uświadamiam sobie że ja jestem tylko kimś kto popełnia błędy i próbuje nieudolnie przedstawić Jego slowa, i tutaj pewnie też popełniam błędy, dlatego proszę zajrzeć do Jego nauk i „dyskutować” z Jego nauką. Ja pozostanę subiektywny w tym. Z pozdrowieniem.

  3. Andrzej Eliasz Says:

    zgodnie z 1 glowna prawda wiary- jest jeden Bóg. Nazywaj sobie go jak chcesz, jahwe, budda, kriszna….. jest jeden. dla nas wszystkich.

  4. Sfirex Says:

    Dziękuję Panu Zwykły Profanie za odpowiedź. Chciałbym się teraz odnieść do Pana powyższej wiadomości.
    1. Płaczące figurki, stygmaty i inne cuda nie były nigdy naukowo badane (notabene z powodu ich świętości). Jednak ja wierzę w animizm (pogląd, według którego zwierzęta, rzeczy lub zjawiska przyrody mają duszę). Dlatego każda rzecz wokoło nas nie musi odczuwać tak jak my ale nie musi być nieświadoma. Jeżeli się tutaj zgodzimy to żadna rzecz nie jest święta przez to, że ma duszę, bo każda ją ma.
    2. Jeżeli nauki Jezusa pobiera Pan z Nowego Testamentu to proszę obejrzeć wideo i zastanowić się nad wiarygodnością owego: https://www.youtube.com/watch?v=4vpsrIVWunc
    3. Sam Jezus i wiara w niego może przynieść wiele dobrego i dlatego bardzo energię Jezusową lubię. Wideo (od 15:30 do 18:00 minuty): https://www.youtube.com/watch?v=5yMjXF1za0s
    4. Jednak co wielu ludzi robi z naukami Jezusa – jak bardzo je zniekształca – proszę obejrzeć tutaj (wideo bardzo długie, ponad 30 minut): https://www.youtube.com/watch?v=zwKB2xdySWM
    Dodatek: Kiedy w Palestynie rządzili Królowie, dla których wiara była ciekawostką i byli to władcy wszech tolerancyjni, wtedy na tamtych terenach żyło się ludziom bardzo dobrze. Kiedy pojawił się Islam, żyło się średnio. Kiedy pojawiła się wiara Chrześcijańska, warunki życia stały się okropne (na przykład z powodu nałożenia ogromnych podatków na spłatę krucjat). Potem wrócił Islam i się już nie poprawiło („Jerozolima 1099”, Sławomir Leśniewski).
    Miłego dnia życzę.

    • zwykły profan Says:

      Dziękuje. Z pewnością obejrzę polecane przez Pana filmy. A pokrótce postaram się odpowiedzieć. Byłem trochę ciekawy jak Pan odniesie się do płaczącej figurki. Widzi Pan, wielu katolików nie wierzy że są one znakiem że Niebo troszczy się o nas. Napiszę troche o sobie. Dla mnie jest takim znakiem. A już na pewno przypomina mi o tym. Moja wiara potrzebuje takich znaków i innych. Wierzę że one są w pewnym sensie drogowskazami dla mnie. To jest trochę tak jakby zastanowić się dlaczego płacze bliska osoba. To jednak moje odczucia i nie chcę ich przenosić.
      Wiedzę o Jezusie czerpię z Biblii i z różnych tzw Objawień. Trochę też oglądam różnych rekolekcji z kręgów katolickich z tzw charyzmatykami. To jest trudna droga od słabego katolika którym jestem, poprzez uświadamianie sobie własnych iluzji, tzw zniewoleń, do próby zaufania temu że Jezus jest Bogiem. Dla mnie bez wątpienia droga w nieznane, mam nadzieję w znacznie bardziej satysfakcjonujące życie.

      Czy dusza jest święta? To zależy skąd pochodzi i co to znaczy święta. Dla mnie święty znaczy szczęśliwy i wolny od iluzji i ran które powoduje zło pod różnymi postaciami.Wierzę że zwierzęta mają świadomość. Ochraniają swoje młode, czasami ratują inny rodzaj z opresji mimo że w przeważającej mierze się zabijają. Myślę że wielu ludzi którzy sa w stanie porozumiewać się tym samym językiem odczuwa te same rzeczy inaczej.A już na pewno mężczyzna i kobieta np w kwestii bezpieczeństwa. Wiedza o duszy i rzeczach niewidzialnych pochodzi ze świata którego nie widzimy.

      Co do złych rzeczy popełnionych przez Chrześcijan w historii i obecnie, zwyczajnie po sąsiedzku, na ulicy itd. To myślę że tzw słabości, iluzje, egoizm, tzw grzech zwyciężają w naszych sercach i wielu z nas już zapomniało słowa Jezusa: po tym poznają że jesteście moimi uczniami, gdy będziecie się wzajemnie miłowali”.

      Nie bardzo rozumiem pojęcie że w Palestynie rządzili władcy wszech tolerancyjni i wtedy ludziom żyło się dobrze. Dla mnie źródłem dobra jest Bóg i stwierdzenie nie czyń drugiemu co tobie nie miłe pochodzi z tego samego źródła. W praktyce egoistyczna strona mnie wielokrotnie zwyciężała, także w stosunku do innych ludzi, i chcę w tym być szczery i tutaj widzę wiele pracy przed sobą.Myślę że w tym jest logiczny ciąg, droga od człowieka samotnego w moim przypadku do tego co może być przede mną, czyli nieznane i tutaj drogowskazem sa dla mnie słowa z Księgi Izajasza rozdział 55: Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. 9 Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi.

      Wierzę np w coś takiego że Bóg patrzy na serce. To jest szerokie pojęcie w chrześcijaństwie. Zmierzam do tego że mogę widzieć jakieś wady w drugim człowieku, jakieś własne oskarżenie i to przesłania mi obraz tego człowieka. Natomiast tą osobą która jest w stanie rozjaśnić prawdziwy obraz drugiego człowieka jest ktoś wolny od takiego widzenia i Tą Osobą myślę że jest Bóg. Wielu ludzi odbiera Go jako surowego i takiego który ogranicza. Na swojej drodze chciałbym widzieć Go właśnie takim jak napisałem wcześniej.
      Z pozdrowieniem.

  5. Sfirex Says:

    Dziękuję Panu za odpowiedź. Może i ja, w nawiązaniu, powinien coś o sobie powiedzieć.
    Jak pewnie Pan, czy Pani Mirosława, czy ktoś kto czytał moje posty, zauważyliście, że naturalne jest dla mnie pouczanie ludzi (nawet tych obcych). Mam tak od zawsze. Co by się w moim życiu nie zdarzyło to tą i inne cechy mojego charakteru się nie zmieniają. I widzę, że u ludzi, których znam całe życie też tak to działa – brak zmian. Niektórzy z nas są bogatsi inni biedniejsi, ale we wspólnym gronie jesteśmy jakby wyrwani z podstawówki. Pan na pewno zna siebie bardzo dobrze – proszę uwierzyć, że wiara w Boga Pana nie zmieni (co nie znaczy, że to zła droga). Oczywiście może Pan mniej przeklinać, może Pan dawać jałmużnę, może Pan żałować dzieci, które głodują. Ale, a nawet na pewno, jeżeli Bóg Panu zajrzy do serca to odkryje oryginał. To nie oznacza, że nie należy być dobrym człowiekiem. To zależy od Pana kim Pan będzie dla ludzi i dla Boga. Warto zrozumieć kim Pan jest dla siebie. Jeżeli pokocha Pan siebie (ze wszystkim co to za sobą niesie) to i otoczenie i Bóg staną się Pańskimi towarzyszami i nie będzie się Pan czuł samotny.
    Chciałbym jeszcze coś dodać w starym stylu. Życie, przez które przechodzi każdy z nas, jest życiem, żyjącym, w stu procentach. Jeżeli kiedykolwiek ktoś będzie chciał przejść przez moje życie zrobi to gorzej – nigdy lepiej. Dlatego ludzie mogliby zacząć innych szanować – w życiu tego żula będę jeszcze gorszym żulem itp. Proszę się starać docenić własne życie, bo jest Pan jego Mistrzem i Geniuszem, a pozostali to wieczni uczniowie Pańskiego życia.
    Miłego wieczoru.

  6. zwykły profan Says:

    Dlaczego bywam szczery w takim wpisie, gdzieś na forum wolnomularskim, aby odsłonić trochę materiał nad którym pracuję, czyli własną dusze. W życiu prywatnym taki nie jestem, oczywiście są granice szczerości w rozmowie. Samotność to etap po między np iluzją, uzależnieniem a wyborem nowej drogi.
    Decyzje i doświadczenia zmieniają życie. Uświadamiam to sobie coraz bardziej, trochę z oporem osła ale jednak.
    Odkładając na bok antagonizmy jako ludzie możemy coś zobaczyć dobrego w drugim czlowieku. Myśle że to robi Bóg, jest wolny od antagonizmów patrzy w serce, dlatego nie jest w stanie z łatwością potępić. Ponieważ zna prawdziwą motywację człowieka, to mnie pociąga w myśleniu o Nim.
    Przez dlugie lata przechodziłem etap leku przed Bogiem w rozumieniu Chrześcijan. Słyszę sława że Bóg ogranicza, albo nakazuje. Albo mówi że jeśli nie będe za nim szedł to zostanę potępiony. I ludzie myślą że patrzy na nich jak na niewolników.
    Wiem że to jest tylko etap drogi, trudny, ale etap. Wiąże się to z wychowaniem, domem rodzinnym itd.
    Rutyna braku zmian to jedna strona monety a druga to z pewnością nie gasnące zainteresowania duchowością dla konkretnych celów. Mogę myslęć że dla drogi dającej możliwie maksymalne doświadczenie bycia dobrym.Ogólne stwierdzenie, ale jednak.
    Dziękuję za przemyślenia.
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: