Tona śmieci, tona życia

Dziś w naszej redakcji była firma (w postaci silnego, wysokiego pana przy kości), która wywiozła nam śmieci. Śmieci jakiś czas temu nie były śmieciami, lecz książkami, broszurami, gazetami. Po latach muszą wylądować na jakimś wysypisku. Te setki kilogramów makulatury, to lata mego zawodowego życia. To tysiące artykułów, zdjęć, kolejne numery: co tydzień nowy. W redakcji zrobiło się przestronnie, nie mogę powiedzieć, że lepiej się oddycha, bo trochę kurzu z zakamarków zawirowało w powietrzu. Aby powstało nowe, trzeba usunąć stare. I dziś to stare poooooooooooooszło! Ile moich nietrafionych decyji wydawniczych, ile nietrafionych decyzji personalnych, ale już nie moich – świata ubezpieczeniowego, o którym piszę od 18. lat. Gdzie Ci ludzie, z pierwszych stron „Gazety Ubezpieczeniowej”? Gdzie te marki? Gdzie ten system emerytalny? Wszystko wywędrowało z 3., pietra na barkach pana, który na pytanie, dlaczego jest sam do takiego ciężaru odpowiedział, że nie ma chętnych do pracy. Ciężkiej pracy. – Wolą biurkowe – dodał – spoglądając na biurka stojące w redakcji. Na pytanie, czy chciałby się napić kawy czy herbaty (albo wody źródlanej) odparł, że pija tylko czysty spirytus. Niestety tym napitkiem bogów ani ja, ani Ilonka, główna organizatorka tego wielkiego redakcyjnego sprzątania, służyć Panu nie mogłbyśmy.🙂

„Suchyj zakon” jednym słowem. Jestem dziś lżejsza o tonę.🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: