W drodze

Piątek trzynastego okazał się jednak nie takim normalnym dniem. Zaczęło się dobrze: do Inowrocławia dojechałam szybko, potem był dobry obiad i spotkanie w Domu Kultury, kameralne ale wciągające (tzn. mam nadzieję, ze wciągnęłam swoich słuchaczy w świat masoński). Przed samą prelekcją – spotkanie z przeszłością. Dostałam niespodziewanie piękny album z listem od osoby, której nie widziałam 35 lat, i z którą pożegnałam się (na amen) w nie najlepszym stylu, jak to teraz oceniam. Mam wizytówkę, Zadzwonię i zwyczajnie – przeproszę. Lepiej późno niż wcale. A potem zaczął się koszmar z pociągami. Do Iławy na przesiadkę nie zdążyłam, pociąg miał spóźnienie prawie godzinę. Pojechałam następnym, i w drugą stronę, czyli do Poznania. Tam miałam złapać Intercity z Berlina. Złapałam, jednak nie po 14, lecz po 140 minutach – tyle miał opóźnienia! W stolicy wylądowałam w połowie nocy, zmarzłam w tym Poznaniu, ale ile miałam za to czasu na myślenie, nad życiem, na sobą samą. Bo w tym Inowrocławiu spotkałam siebie samą sprze lat: dwudziestopięcioletnią, szczupłą i bardzo ambitną panienkę, a właściwie panią,  bo rozwódkę. Jeśli chodzi o kilogramy, to wtedy miałam ich dużo mniej, ale jeśli chodzi o olej w głowie – to teraz mam go dużo więcej.🙂 I więcej serca do ludzi i świata. Wychodzi  chyba na plus…

PS Okłaka Wolnomularza wiosennego jest, ale pracujemy nad nią jeszcze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: