Ola, Budda i ja, czyli mały cud

Byłam  dzisiaj u córki w odwiedzinach. Roboczych. Przytahałyśmy z biura stoliczki, które dałam jej na urodziny rok temu, czyli na poprzednie urodziny. Do tego targałyśmy wina ze świątecznych prezentów. Nawet sporo tego było. Przy okazji różnych przymiarek, na poczesne miejsce w olinym salonie wrócił Budda z fonatanną. Sęk w tym, że Budda, owszem, siedział, ale podświetlona fontanna nie działała. – Zostaw Olu przynajmniej to ładne światełko – powiedziałam. Piłyśmy kawę. I nagle… Coś zaskrobało, coś zabrzyczało, coś mruknęło i Budda ożył, to znaczy silniczek buddyjskiej fontanny. Gdy Ola wlała wodę w to ustrojstwo, połynęła ona ciurkając cichutko, najpierw wolniutko, a potem coraz żwawiej. Kropką nad i było zawieszenie Buddzie masońskiej zawieszki z gwiazą, cyrklem i węgielnicą. Salon nabrał nowej mocy i z tej to okazji cyknęłyśmy sobie zdjęcie. Takie w masońskim trójkącie: Ola, Budda i ja.Ola, Budda i ja

Advertisements

Jedna odpowiedź to “Ola, Budda i ja, czyli mały cud”

  1. MasterM Says:

    Reblogged this on Unitarianie Uniwersaliści and commented:
    I wydało się…
    Budda to też mason… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: