Jak się nazywam?

Już nie wiem jak się nazywam. Od jakiegoś czasu od roboty do roboty; od jazdy do jazdy. Od masonów po szpitale. Dziś wstałam z bolącym kolanem i odwoziłam moją mamusię na turnus rehabilitacyjny do kieleckiego szpitala. Zahaczyłyśmy jeszcze o jakieś ciało, które potwierdza grupy inwalidzkie. Mamusia może nadal jeździć  ze stosownym znaczkiem na samochodzie. Uffff. Potem przejechałam trasę od tegoż szpitala do Warszawy. W międzyczasie dowiedziałam się (komórki, ach, komórki!), że wnuczka przeziębiła się i musiała jej mama Ola odebrać ją ze szkoły. Potem, stojąc  w drzwiach własnego domu dowiedziałam, że męża strzyknęło coś w biodrze i ledwo chodzi. Przyjemne było to, że ja chodzę (i jeżdzę), załatwiam sprawy jedną za drugą. Mogę pomóc bliskim. A najmilsza była sekunda w szpitalnej windzie, gdy jakiś starszy, przystojny pacjent, z zachwytem spojrzał na mój kapelusz. I spytał, czy to letni. – Nie, letni czeka na lato. To przejściowy kapelusz, jesienny. I uśmiechnęliśmy się do siebie tak miło, że aż miło… Eh…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: