Archive for Luty 2014

Zgoda! Zgoda! A sam Pan Bóg rękę poda

19 lutego 2014

Zaczęłam Fredrą, bo przypomniał mi się, gdy patrzyłam na dzisiejsze wystąpienia liderów partyjnych w Sejmie po mowie premiera Tuska w sprawie Ukrainy. Czy trzeba było takiego zamętu, grozy i krwi, aby polscy politycy zobaczyli, że są pewne fundamentalne kwestie, w których trzeba i można mówić jednym głosem? A Europa? Czy mając ogień i krew za polską wschodnią granicą nie dostrzegła, jaką wartością jest Unia Europejska, nie jako biurokratyczne „Monstrum” a kontynent dobry i przyjazny dla ludzi? To „Monstrum ” też jest nie moje, a cudownego Vaclawa Havla, który 20 lat temu mówił w Parlamencie Europejskim o Karcie Praw Europejczyka. Redaguję właśnie do wiosennego numeru „Wolnomularza Polskiego” deskę lożową Adama z 2001 r., wówczas Czcigodnego Mistrza loży Europa, na temat tego, co to znaczy być Europejczykiem. I tyle zdań zachowało swoją aktualność, mimo tego, że pisał ją na 3 lata przed wejściem Polski do Unii Europejskiej. Wracając do dzisiejszego dnia. Mówił w TVN24 Aleksander Kwaśniewski, że może dopiero teraz, gdy Majdan płonie, wszyscy Polacy dostrzegą wartość tego, co zrobiliśmy ćwierć wieku temu, to znaczy wartość Okrągłego Stołu. Zgoda! Zgoda! A sam Pan Bóg rękę poda…

Dominikanie na pochyłej ścieżce (zdaniem ks. Bortkiewicza)

19 lutego 2014

O. Paweł Kozacki, nowy prowincjał dominikanów udzielił dużego wywiadu Dominice Wielowiejskiej z  „Gazety Wyborczej”, który został opublikowany dzisiaj. Tytuł wywiadu brzmi: O. Kozacki przeciw religii w szkole.  Ks. Bortkiewicz, dyrektor Centrum Etyki UAM w Poznaniu powiedział portalowi Fronda:  – Nie ukrywam, że jestem zszokowany […] i w żaden sposób nie mogę zaakceptować poglądów, które w tej chwili zostały wyrażone przez nowego prowincjała dominikanów, bo stanowią one ewidentne naruszenie nauki katolickiej.  No i mamy pasztet,  z „psów inkwizycji” dominikanie zmienili się w „zgniłych liberałów”. Choć „na szczęście”, nie dotyczy to wszystkich braci. Kozacki dla GW Czytam, że jesteśmy liberałami. Jeśli potrafię z miłosierdziem podejść do kobiety, która nie uniosła nacisku i dokonała aborcji, ale cierpi z tego powodu, już jestem w oczach niektórych liberałem. Ale dominikanie są bardzo różni, mamy pełną paletę poglądów społeczno-polityczno-eklezjalnych. Są wśród nas gorący fani Radia Maryja i tacy, dla których Radio Maryja to największa bieda polskiego Kościoła. Na początku lat 90., podczas pierwszych wyborów prezydenckich, każda rozmowa w klasztorze kończyła się kłótnią. Czy z dzisiejszej perspektywy tamte różnice są aż tak istotne? Takie dyskusje nikogo nie przekonują i niewiele wnoszą. Rzadziej dyskutujemy, choć wyraźne różnice nie zniknęły.

Właściwie u braci i sióstr masonów mamy podobnie. Też staramy różnić się pięknie…

Bogu świeczkę i diabłu ogarek

19 lutego 2014

„900 tysięcy euro dotacji dla Wielkiego Wschodu Francji” – pod takim tytułem portal POLONIA CHRISTIANA  (PCh24.PL) zamieścił dziś notatkę o pomocy publicznej dla muzeum wolnomularstwa, mieszczącego się w siedzibie głównej WWF przy  Rue Cadet.  Cytuję: „Francuskie władze zasiliły wpływową lożę subwencją w wysokości 900 tysięcy euro. Środki te mają zostać spożytkowane na utrzymanie paryskiego muzeum masonerii. Wielki Wschód Francji wsparły władze Paryża a także jedno ministerstwo.  Rządzący Francją socjaliści hojną ręką finansują bliską sobie masonerię. W ciągu ostatnich miesięcy wielu spośród czołowych polityków ugrupowania Francoisa Hollande’a publicznie potwierdzało społeczne i intelektualne znaczenie  wolnomularstwa. Nie jest to też zaskoczeniem. Do masonerii należy doradca polityczny prezydenta Aguilino Morelle (Wielki Wschód Francji), do tej samej organizacji należy też dyrektor gabinetu premiera Jean-Marca Ayrault. Dużą grupę „wtajemniczonych”, bo dwunastoosobową, odnajdujemy także w rządzie. Do masonerii należy Marylise Lebranchu (minister reformy państwa), Stéphan le Foll (minister rolnictwa), Alain Vidalies (minister współpracy z parlamentem), Frédéric Cuviller (wiceminister transportu), Jean-Yves Le Drian (minister obrony), Victorin Lurel (minister terytoriów zamorskich), Jérôme Cahuzac (minister budżetu), Anne-Marie Escoffier (wiceminister ds. decentralizacji), Manuel Valls (minister spraw wewnętrznych i kultu)”.

Masonów we Francji jest kilkadziesiąt tysięcy, wszystkich nad Wisłą nie znamy, więc może i ci wymienieni są rzeczywiście masonami. Jeśli tak, to tylko pomarzyć… W III Rzeczypospolitej znałam jednego masona – ministra, choć o ile mnie pamięć nie myli, był już ex ministrem. Dobrym.  A co do dotacji. Cóż, każdy kraj dotuje to co lubi, Francja – masonów, Polska – Świątynię Opatrzności Bożej i muzeum Jana Pawła II i ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego. Średnia unijjna wypada więc dobrze: Bogu świeczkę i diabłu ogarek…

PS II Rzeczypospolita pod względem „umasonienia rządu” wypada o wiele lepiej od III RP. Sam trzykrotny premier Bartel był wszak wolnomularzem.

Masońska konferencja we Wrocławiu

18 lutego 2014

 

Do najbliżsego, wiosennego, numeru „Wolnomularza Polskiego” zaplanowaliśmy rozmowę z dr. Norbertem Wójtowiczem o projektowanej majowej konferencji wolnomularskiej, jaka ma odbyć się we Wrocławiu. Jedno z pytań dotyczyło obrazu całości tego wydarzenia: „Myślę, że mimo pewnych trudności, jakie mieliśmy na etapie układania programu konferencji, w chwili obecnej udało nam się stworzyć już pewien spójny obraz całości – odpowiedział dr Wojtowicz z IPN.  Postaramy się zabrać słuchaczy na w miarę uporządkowany spacer po kilkudziesięciu latach dziejów, poczynając od dekretu prezydenta Ignacego Mościckiego z 1938 roku rozwiązującego polskie loże, poprzez okres II wojny światowej, czasy powojenne i problem działania Służby Bezpieczeństwa, odrodzenie się dwóch „Koperników”, aż wreszcie odtwarzanie struktur wolnomularstwa w latach 90. XX wieku. Całości dopełni kilka wystąpień, które pokażą istniejące spojrzenia na wolnomularstwo, jego postrzeganie w mediach, pewne odniesienia do pedagogiki, sztuki czy kultury. Wkrótce postaramy się zaprezentować pełny program planowanej konferencji”.

PS Sam dr Wójtowicz zaprezentuje  referat o prof. Ludwiku Hassie, najwybitniejszym jak dotąd polskim masonologu i jego „przygodach” ze Służbą Bezpieczeństwa. Źródeł do tego tematu w IPN pewnie dostatek…

Pati i Rysiu świętują

17 lutego 2014

Rysiu PatiW Międzynarodowy Dzień Kota, nasze koty –  Pati i Rysiu też świętują i wyraźnie pokazują swe upodobania. Rysiu preferuje parapet (za oknem szerokie horyzonty) i ogrzewanie kaloryferem. Z kolei Pati wybiera kanapę i poduszeczkę (bezpieczeństwo i ciepło domowe). W wyborze Rysia wychodzą na wierzch geny tatusia – łazika leśniczego, u Pati objawia się Wielka Domowa Dama. Do wyboru do koloru. N

Moje menażki

16 lutego 2014

Film Smak curry godny obejrzenia. Ciepły, mądry, oszczędny, nostalgiczny… Głównym bohaterem filmu jest menażka, a raczej ich zestaw, w którym nosi się jedzenie, przyrządzane przez zaniedbywaną, śliczną hinduskią żonę. Zamiast do męża, jedzenie w tychże menażkach – przez pomyłkę rzecz jasna – trafia do samotnego wdowca, który wybiera się na wcześniejszą emeryturę. Zaczyna się smakowanie potraw i korespondencja na kartkach. Więcej nie napiszę, bo niby w tym nie ma żadnej akcji, a jest wszystko co nieszczęśliwym ludziom potrzebne, czyli nadzieja na bliskość i uczucie.

Mnie jednak te menażki zawiodły zupełnie gdzie indziej, tak samo jak w filmie. Już po pięciu minutach smakowania filmowego obiadu, ja przeniosłam się w świat dzieciństwa, do Kudowy-Zdroju, gdzie urodziłam sie i mieszkałam do końca szkoły podstawowej w 1970 r. I nosiłam obiady w menażkach. Nie lubiłam tego. Jeszcze niedawno o tym wspominałam mamusi. I nagle, te filmowe menażki, coś zrobiły z mymi wspomnieniami i ujrzałam sercem, poczułam smak i zapach – bułeczek maślanych z rodzynkami, które raz na jakiś czas serwowano kuracjuszom w sanatorium nr 5 na kolacje. Zamiast jednej czy dwóch, przynosiłam do domu nieraz i 5 takich świeżutkich, pachnących bułeczek, bo mój tata był w latach 50-tych kierownikiem tegoż sanatorium, panie kucharki bardzo go lubiły (znalazłam ostatnio jego zdjęcie z kucharkami, kelnerkami przy wielkich garach) i w związku z tym moje menażki były pełniejsze niż powinny zważywszy na bloczek, który oddawałam. Niedawno taką maślaną bułeczkę z rodzynkami ujrzałam w piekarni w pobliżu redakcji, ale nie kupiłam, bo  figura nie ta co w Kudowie… 🙂

Smak curry

16 lutego 2014

Wybieramy się zaraz z mężem do kina na film pt. Smak curry. Zatęskniłam za innymi klimatami, nastrojami, smakami. Podoba mi się zdanie z recenzji Pawła T. Flisa: „Menażka z pysznym obiadem rewolucji zacząć oczywiście nie może. A przecież, choćby po twarzach głównych bohaterów, widać, że zmienić może całkiem wiele”. Po południu zdam relację.

Rumiankowy potwór

15 lutego 2014

Rumianek i podwodny kamieńWśród starych zdjęć znalazłam dziś przypadkowo „Rumiankowego potwora”. Fajny, nie?

Kukliński: zdrajca i bohater w jednym

15 lutego 2014

Mój stały Czytelnik p. Sfirex zapytał mnie właśnie, czemu nie było na blogu o Ryszardzie Kuklińskim? Pewnie z mego lenistwa, bo – i owszem – o Kuklińskim myślę, gdy patrzę choćby na zapowiedzi filmu o polskim super-szpiegu. Czy był zdrajcą czy bohaterem? To tak jakby zapytać o księżyc: czy jest jasny czy ciemny? Jest i jasny, i ciemny. Tak samo Ryszard Kukliński. Zależy od przyjętego systemu wartości, będziemy widzieć go jako bohatera lub jako zdrajcę. Jeśli za punkt wyjścia weźmimy przysięgę oficera, że będzie wiernie służył państwu polskiemu, to zdradził tę przysięgę rzecz jasna. Jeśli za punkt wyjścia weźmiemy np. wewnętrzne poczucie słuszności Kuklińskiego: „To państwo jest złe, niesuwerenne, przysięga takiemu państwu nie jest ważna. Polska winna być państwem wolnym i demokratycznym”. Tak patrząc, Kukliński był bohaterem, bo narażał swoje życie za ideały. Może jednak robił to dla pieniędzy? No to jest sprzedawczyk. Pytania można by mnożyć. Jednym słowem nie ma tu dla mnie alternatywy: czarne czy białe. Jest i czarne, i białe, i mnóstwo tu szarości. W życiu mamy bardzo częste konflikty różnych wartości, choćby ostatnio w przypadku mordercy – gwałciciela T. Co jest ważniejsze: czy bezpieczeństwo społeczeństwa, czy normy prawne? Co powiedziałaby matka, gdyby T. zamordował i zgwałcił jej dziecko? Co mówi prawnik, zajmujący się Prawami człowieka i wolnościami obywatelskimi? Na zdrowy rozum, obie wartości trzeba godzić: za pomocą norm prawnych zapewnić bezpieczeństwo obywatelom. W teorii wszystko gra. Praktyka zaś skrzeczy.

O teorii względności „Einsteina”?

15 lutego 2014

Moja siostra z loży (ta od chrzanu z koglem moglem) Magda, podrzuciła mi artykuł z internetowego pisma –  www.pismo. niebieskalinia.pl – pt. Być żoną Einsteina. Domyślacie się, że niełatwo, wręcz okropnie! A zaczynało się tak pięknie: „Jakże będę szczęśliwy i dumny, kiedy wspólnie osiągniemy zadawalający koniec naszej pracy nad teorią ruchu względmego” – pisał Albert do Milevy na początku ich znajomości. Poznali się na Politechnice w Zurychu w 1896 r. Mileva Maric, Serbka, była jedyną kobietą przyjętą na wydział matematyczny. Bardzo była zdolna. Ioffe, rosyjski fizyk i asystent Roentgena zobaczył kiedyś rękopisy, o których napisał: „<Jego autorem był Einstein-Mariti, nikomu nieznany urzędnik z biura patentowego w Brnie>. W tamtym okresie Ioffe nie wiedział, że Mariti to węgierska wersja serbskiego nazwiska Maric używana wówczas przez Milevę. Ioffe musiał więc istotnie widzieć rękopis podpisany w ten sposób, a sam Einstein nigdy nie wyjaśnił tej sprawy w żadnej wypowiedzi”. O pożyciu pary, zakończonej rozstaniem pisać tu nie będę. Ani o jednym z synów, chorym na schizofrenię, którego Einstein nigdy w szpitalu nie odwiedził. A oto konkluzja autorki artykułu: „Lata, które Albert i Mileva spędzili razem, były latami największych sukcesów Einsteina. Po ich rozstaniu w 1914 roku jego fizyka stała się konserwatywna, skończyły się badania nad literaturą naukową oraz oryginalne i kapryśne idee, które wytyczyły nowe drogi nauce, takie jak teoria względności. Wydaje się, że wkład twórczy należał do Milevy i w chwili kiedy zniknęła ona z życia Einsteina, zniknęła też z nią iskra geniuszu. Według fizyka Evana Harrisa Lorenta, podstawowe idee tgeorii względności pochodziły od Milevy”.

Gdy niedawno opowiedziałam o tym w pewnym towarzystwie usłyszałam: „A Kopernik też była kobietą”. I to by było na tyle.