Tajemnica Filomeny

Wrócilismy właśnie z kina, z filmu „Tajemnica Filomeny”. Kto może, niech idzie. Trochę to będzie trudne do przełknięcia dla przeciętnego Polaka-katolika, bo gorzkie, ale gorycz wcale nie dominuje. Jest i zadumanie, i nostalgia, i gniew, i tęsknota, i miłość. Jest w końcu zetknięcie dwóch światów: prywatnych uczuć z dziennikarskim, opisującym czy raczej grającym na emocjach. Patrząc na to, co się dzieje dziś, to jakby zetknąć ze sobą dwie narracje z Ukrainy: analizy geopolityczne z tragedią matki, która straciła syna na Majdanie. Tutaj w filmie też mamy stratę: matki, poszukującej adoptowanego syna. Matka była małoletnia, a adopcja właściwie przymusowa. Pośredniczyły w niej bogobojne irlandzkie zakonnice. Film nie krzyczy, ale mówi. Śmialiśmy się prawdziwie, gdy główna bohaterka opowiada swemu towarzyszowi – dziennikarzowi koszmarne romansidło, ale powórna opowieść kolejnego romansu na koniec, już wzbudzała dobry uśmiech i zrozumienie. Historia poza wszystkim prawdziwa. Adopcje dzieci w Irlandii prowadzone przez zakonnie liczone były w wielu setkach – były to lata 50-te. Do dziś niektóre matki szukają swoich dzieci, głownie w USA. Jednym słowem świetne kino, wybitna kreacja aktorska głównej bohaterki, film nominowany do 4. Oscarów.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: