A wszystko przez głupią miłość

Byłyśmy dzisiaj z Olą na Annie Kareninie, sztuce Helen Edmundson w reżyserii Pawła Szkotaka w Teatrze Studio. Idzie już prawie rok, seans o 16.00 i pełna sala. Siedziałyśmy w pierwszym rzędzie tuż pod sceną (obok suflerki – nie miała nic do roboty, tylko przewracała kartki :-)). Wspaniałe przedstawienie, choć nie wiem, co by na jego temat powiedział Lew Tołstoj. Pewnie by uciekł, trochę przerażony. Widzowie współcześni wręcz odwrotnie, od pierwszej do ostatniej sceny siedzieli – i my z nimi – zapatrzeni i zasłuchani. Trochę straszne, trochę śmieszne, trochę przewrotne. A sama bohaterka, żona, która poddała się „grzesznej” miłości, za co zapłaciła najwyższą cenę; cenę życia? Wspaniała rola Natalii Rybickiej, dającej się porwać namiętności. Wszystko w niej było prawdziwe, łącznie z gilem cieknącym z nosa, gdy ryczała i zawodziła. Cudo! Wroński – zahukany przez mamusię, próbujący się wyrwać spod jej wpływów mamisynek, i tak do mamusi po śmierci Anny wróci. Sam Karenin niby zimny, ale nam obu z Olą bardzo się podobał. Ja tam bym go wybrała zamiast łysiejącego Wrońskiego, tyle tylko, że on potrzebował mniej namiętnej i rozhisteryzowanej miłośnie kobiety, dostał dla siebie za młodą, niedoświadczoną i niewyżytą – nie dla niego. Kapitalne role Lewina i Kitty, ona ze swą fizys, jak ze wschodnich, starożytnych fresków, on – ideowiec, pracuś, nieszczęśliwy (potem szczęśliwy)bardzo, bardzo wiarygodny (to mój numer 2 w sztuce). Krótką scenę, ale która pozostanie mi w pamięci miał brat Lewina, gdy grał życie a odgrywał śmierć. Udręczona dziećmi i zdradzającym mężem Dolly równie wiarygodna, choć czasami jakaś denerwująca. W sumie jest co oglądać, złościć się na społeczeństwo patriarchalne pętające kobietę i jej seksualność. Anna Karenina Tołstoja to pod względem obyczajowym dzisiaj już trochę „passe”, choć „passe” genialnie napisane: i pozycja kobiety w zachodnich społeczeństwach jest inna, i rozwieść z nielubianym mężem można się szybko, i romanse pozamałżeńskie tak kobiety nie piętnują, choć „równości” w dalszym ciągu tu nie ma (choć może to i dobrze)…
Już w domu przeczytałam ciekawy esej Kazimiery Szczuki pt. Pasja i hańba, która tak oto kończy swe wywody: „Mimo zmiennych parametrów opresji, ale i ewolucji obyczajowych norm, miłość wciąż nie pasuje do społecznego świata. I wciąż jakoś cieszy nas, przeraża i fascynuje, że wybucha to tu to tam, wbrew dobrze pojętym interesom jednostek i sumie zadowolenia, jaką moglibyśmy przeżywać bez niej. Opowieść o miłości pozostaje tą najzupełniej niepotrzebną, w jakimś sensie najgłupszą, ale najbardziej ulubioną, uprzywilejowaną opowieścią ludzkości”. Święte słowa!

Reklamy

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: