Na werandzie

Na werandzie
Wróciłam mentalnie do Zalesia, na naszą działkę. 30 lat miłości, a w zeszłym roku – krach. Myślę, że wiązało się to ze śmiercią taty, który kochał nasze Zalesie i co najmniej przez ćwierć wieku przyjeżdżał do nas w lipcu. Na początku bardzo pracował, kosił trawę, karczował pniaki, zrywał czereśnie, potem w miarę upływu lat, były to wizyty coraz bardziej rekreacyjne z książką i brydżem. Więc mój zalesiowy kryzys, to taka długa żałoba po tacie. Przeszło mi to zniechęcenie po roku. Znowu zaczęłam sadzić kwiaty, podcinać gałązki, organizować przestrzeń. Wróciła miłość. Często teraz patrzę na wszystko tak, aby opowiedzieć Emilce: o żabie, którą podlałam, bo siedziała w kwiatkach na nowym klombie, o myszce, która piła resztki po aktimelu i zwinęła suchą bułkę z lodówki, o ptaszku, który wpadł do pokoju i nie potrafił sam znaleźć wyjścia, bo okienko małe (wzięłam go w ścierkę i wypuściłam). Jednym słowem – jest dobrze. Dziś nasza sąsiadka Nela przyszła na plotki, popatrzyła wokół i rzekła: – Wreszcie wróciła stara Mirka. 🙂
Weranda II

Tagi:

Jedna odpowiedź to “Na werandzie”

  1. Spectator Says:

    To bardzo normalne, że po stracie najbliższych, ucieka się od miejsc związanych z nimi, to jakaś forma psychologicznego wyparcia. Znam to z głębokiej autopsji. Tutaj wyświechtane powiedzenie „czas leczy rany” przychodzi nam z pomocą. To szczera prawda. Człowiek musi okrzepnąć, pozbierać się wewnętrznie, taka kolej rzeczy. Znów wraca uśmiech i radość z drobnostek. Jest dobrze- będzie jeszcze lepiej 🙂 Nie ma innej opcji. Pozdrawiam serdecznie !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: