O czym Bauman z Obirkiem rozprawiali

Kupiłam sobie fascynującą książkę. Jej autorami są Zygmunt Bauman i Stanisław Obirek, a tytuł nosi: O BOGU I CZŁOWIEKU ROZMOWY. Wydało ksiażkę Wydawnictwo Literackie. Ileż tu wątków i rozważań, które wiodę sama ze sobą lub przy okazji innych lektur! Ile moich przeczuć wprost nazwanych! Ile rozwiniętych idei! Ileż znaków zapytania. Jednym słowem – cudo dla ciała i duszy. Napiszę o tym coś poważniejszego do jubileuszowego „Wolnomularza Polskiego”, czyli jesienią, bo numer letni zamknięty na amen. Dziś przytoczę Baumana, z rozdziału końcowego, VII pt. Bóg czy bogowie? łagodne oblicze politeizmu: „Wszystko co twórcze w ludzkiej egzystencji, twórcze ze swego przyrodzenia i nieodwracalnej natury, ma swe źródło w ludzkiej róznorodności. I to nie różnorodność ludzka obraca się w bratobójcze masakry, lecz niezgoda na nią i zamiar postawienia za wszelką cenę na swoim. Warunkiem przedwstępnym pokoju, solidarności i życzliwej między ludźmi współpracy jest zgoda na wielość sposobów bycia człowiekiem i gotowość do przyjęcia modelu współżycia, jakiego ta wielość wymaga”.
Myślałam nieraz, dlaczego ta nasza masoneria taka podzielona wzdłuż i wszerz na wszystkie sposoby. I chciało mi się jakiejś Rady Koordynacyjnej, Ciała Ustalającego, Rady Nieustającej, a teraz mi się nie chce. To, w jakim stanie jest nasza organizacja wynika z ludzkiej natury po prostu. Byliśmy różni, jesteśmy różni, będziemy różni i żaden wspólny rytuał tego stanu nie zmieni. Amen.

Tagi: , ,

Komentarze 2 to “O czym Bauman z Obirkiem rozprawiali”

  1. Jerzy Zawrat Says:

    Droga Mirko,
    Oczywiście, nasza organizacja była i pozostanie podzielona. Chodzi tylko o to, żeby „różnić się pięknie”. Ja połknąłem francuskiego bakcyla i już zawsze we Francji będę szukał moich „metrów z Sèvres”. I nie jest to może bezzasadne, bo właśnie francuscy wolnomularze, nie mniej podzieleni niż my, mają szereg sposobów na przekraczanie podziałów. I tak nie dalej jak w zeszłym tygodniu gościłem brata Gérarda ze Strasburga, który opowiadał mi o nieformalnym klubie, który gromadzi na comiesięcznych kolacjach braci z różnych obediencji. Wspólna kolacja – tylko tyle i aż tyle. Przy jednym stole Wielki Wschód Francji, Wielka Loża Narodowa Francuska, Wielka Loża Francji; lekarze, dziennikarze, adwokaci… A to wszystko nie w jednym mieście, ale w wielu krajach świata. B:. Gérard opowiada: „Byłem niedawno w Nowym Jorku. Oczywiście, nie mogli mnie tam zaprosić na prace, ale wypiliśmy drinka i było bardzo miło”.
    Jeśli zaś nie podoba nam się Francja, to zaczerpnijmy natchnienia tna własnym podwórku, a mianowicie od naszego wielkiego brata, króla Stasia, i urządzajmy obiady czwartkowe. Kęs dobrej strawy i kieliszek wina zbliżą nas bardziej niż wszystkie komitety koordynacyjne razem wzięte.
    Potrójnie pozdrawiam,

  2. Aszera Says:

    Podoba mi się to co Jerzy piszesz. Chętnie na Obiedzie Czwartkowym bymj się spotykała. Tylko wina bym nie piła, bom ja niepijąca:-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: