Archive for Marzec 2013

Suma naszych dni

24 marca 2013

Po trzech latach znowu sięgnęłam po jedną z książek Isabel Allende pt. Suma naszych dni. Kupiłam ją kiedyś na imieniny mojej córki Oli, ale teraz obie nie pamiętamy czy ją w końcu przeczytała, czy nie. Książka stała u mnie na półce. I właśnie wątek córki autorki Pauli jest najbardziej przejmujący. Dziewczyna zmarła na porfirię nie doczekawszy 30 lat. Isabel potrafi opisać rozpacz po stracie, załamanie, depresję, potem – w miarę upływu lat – smutek i nostalgię. Sama książka jest gawędą z Paulą. Matka opowiada jej dzieje rodziny czując cały czas ducha córki w swoim domu (pierwsza książka Allende pt. Dom duchów doczekała się ekranizacji). Allende jest bratanicą byłego prezydenta Chile Salwatora Allende, zamordowanego podczas puczu gen. Augusto Pinocheta w 1973 r. Wątki krwawej chilijskiej dyktatury pojawiają się, wychwytywałam je jeszcze bardziej niż przed laty z powodów „franciszkowych”, tj. oskarżeń obecnego papieża o związki z równie krwawą co chilijska juntą w Argentynie (ojciec Allende był ambasadorem Chile w Argentynie w latach 1970-1973, tj. do czasu zamachu Pinocheta). Pamiętam jak przez mgłę film o zamachu w Chile, który puszczono w Polsce gdzieś na początku lat 80-tych. Nie zapomnę też chichotów na sali, na początku filmu, kiedy polska publiczność porównywała spontanicznie nasz stan wojenny ze stanem wojennym w Chile. Chichoty skończyły się szybko. I myślę o dzisiejszej dyskusji na temat politycznej przeszłości Argentyny i ponurej często roli tamtejszego Kościoła katolickiego w legitymizowaniu reżimu generałów, że ma ona jedną, dobrą stronę: uwrażliwia nas, Polaków, często widzących tylko jedno, „komusze” oblicze terroru, na terror prawicowy pod sztandarami Chrystusa, jak właśnie w Argentynie czy Hiszpanii gen. Franco. Każdy terror jest zły, niezależnie od sztandaru, pod którym się dokonuje. Isabele Allende doświadczyła go osobiście, czemu daje wyraz w wielu swoich książkach. Jest wspaniałą kobietą i pisarką.
PS. Przy okazji przeczytałam coś o porfirii, bo nigdy wcześniej nie słyszałam o tej chorobie. W Wikipedii pisze, że jednym z najbardziej znanych porfiryków był król Ludwik II Bawarski, który cierpiał na paranoję, bezsenność, światłowstręt (przed śmiercią nie opuszczał zamku) oraz depresję.
Innymi sławnymi postaciami historycznymi, u których podejrzewa się porfirię są: król Anglii Jerzy III oraz Vincent van Gogh. O Pauli Allende w Wikipedii rzecz jasna nic nie ma, choć ja bym dodała.

Strumień i głaz

23 marca 2013

Robiąc porządki w poczcie (choroba na coś w końcu się przydaje), znalazłam swój stary wierszyk o strumieniu i głazie. Fajny chyba jest. Tylko zmieniłam zakończenie.

Płynął z góry strumyk,
przez zielony las,
gdy napotkał nagle przeogromny głaz.
„Ni okrążyć, ni opłynąć,
przyjdzie przy tym głazie zginąć”
– myślał strumyk, Boga prosił,
metr po metrze się podnosił,
rósł, potężniał,nabrał siły,
aż się sosny pochyliły ze zdumienia,
gdy z tej woli czy natchnienia
głaz się nagle zachybocze,
dudni, jęczy, gra, łoskocze
i po stoku głaz się stacza,
za nim – pędząc – woda wkracza kropel gradem…
Stał się strumień wodospadem!
Leci z hukiem na kamienie,
w które stary głaz się zmienił.
Pan Bóg duszę im odmienił
i stali się, od niechcenia,
duchem głazu i strumienia.
Każde sobie, inną drogą,
bo bez siebie żyć już mogą.:-)

D.U.P.A., czyli Dziękuję Uprzejmie…

22 marca 2013

D.U.P.A. znaczy: Dziękuję Uprzejmie Przyjdę Absolutnie. Pojawiło mi się to w rozmowie z moją bliską znajomą, która uczy swoich innych znajomych – bliższych i dalszych – że na zaproszenia, zapytania, pozdrowienia etc. należy odpowiadać. Czasy języka francuskiego z jego uprzejmościami mamy już za sobą, wielu młodych nie potrafi odpowiedzieć co to znaczy: rsvp, więc może ta nasza swojska D.U.P.A. się przyjmie przynajmniej? 🙂
D.U.P.A.G. – tym razem to znaczy: Dziękuję Uprzejmie Przeczytała/em Absolutnie Genialne!

Na ratunek szpitalowi „Górka” w Busku-Zdroju

22 marca 2013

http://sld.org.pl/aktualnosci/5175-uratujmy_szpital_gorka_w_busku__zdroju_dla_malych_pacjentow.html

Ten link nadesłała mi mama. Wiedziała, że wiadomości z Buska bardzo mnie poruszą. Chodzi o kondycję szpitala „Górka” w Busku-Zdroju, od przedwojny leczącego dzieci. Dziś dzieci coraz mniej, coraz więcej starszych i rok po roku szpital nabiera innego charakteru. Teraz jest „mieszany”. Wiele lat jeździłam na Górkę. Poznałam tam wspaniałych ludzi zajmujących się dziećmi i ich rehabilitacją. Napisałam, zredagowałam i wydałam książkę pt. Czyn i łza. Wspomnienia z Górki (dwa wydania) o jej założycielu dr. Szymonie Starkiewiczu i jego żonie Wandzie. On ten szpital wymarzył, wybudował. On wprowadzał w latach 30-tych pionierskie programy nauczania dla dzieci ciężko chorych, poddanych długotrwałej rehabilitacji. Szpital nosi imię Starkiewicza. Wiodąca doń ulica jest także mu poświęcona. Na szpitalu jest tablica, na cmentarzu odnowiony ostatnio pomnik. Dla mnie Starkiewicz i jego dzieło jest tym ważniejszy, że był mi bratem – masonem z loży Staszic na Wschodzie Sosnowca. Nazywany za życia Judymem z Górki, zżymał się na to miano, dla niego Judym był pesymistą, podczas gdy Starkiewicz z niczego stworzył coś, co już pół wieku trwa po jego śmierci. W roku ubiegłym Busko świętowała Rok Starkiewiczowski.
No i – jak widać z dramatycznego apelu przewodniczącej SLD z powiatu buskiego – nic z tego nie wynika. Do garnka nie da się włożyć nostalgii. Na moim profilu na Facebooku spotykam się wirtualnie z Adą, wychowanką Górki. Potrzeba mi pewnie stoicyzmu cesarza – filozofa Aureliusza. Wszystko mija, wszystko się przekształca, znika w czeluściach czasu. Taki los może spotkać i Górkę. Dała mi bardzo, bardzo wiele. Dziękuję Górko.

To już trzy lata

21 marca 2013

Łykając proszki, syropki etc. zupełnie zapomniałam, że właśnie minęły 3 lata, gdy stworzyłam Aszerę. Zaczęłam od Starożytności, ale potem, dzień po dniu blog ewoluował i zrobił się drzewkiem z różnymi gałązkami. Niektóre zakwitły, inne uschły, ale drzewko dalej prze w górę, ku Słońcu, ku Księżycu, ku Gwiazdom. Korzeniami sięga coraz niżej. Soki w nim buzują nawet gdy zima na dworze. I w sumie drzewko chyba jest całkiem szczęśliwym drzewkiem…
Poniżej pierwszy wpis.
Aszera, czyli żona Pana Boga
17 Marzec 2010
Ale świetny tekst przeczytałam w dodatku do Focusa – Historia. Jego tytuł brzmi: Pani Pana, a napisała go wykładowczyni historii starożytnej w Instytucie Historycznym UW Krystyna Stebnicka. Artykuł jest o… żonie Pana Boga, bogini nazywającej się Aszera. Są jej ślady zarówno w Starym Testamencie, jak i w wykopaliskach archeologicznych. Okazuje się, że jest wiele dowodów na to, iż kult Aszery, bogini żeńskiej (a przecież boginie występowały we wszelkich religiach starożytnych), skończył się dopiero po powrocie Żydów z Niewoli Babilońskiej, czyli w czasach tzw. Drugiej Świątyni. Natychmiast napisałam o tym wierszyk:

Moja siostro droga, czy znasz może imię żony Pana Boga?

Jej imię brzmiało: Aszera, a niech ją jasna cholera!

Pan Bóg nie był żonaty, samotnie wchodził do chaty.

A kto mu ogrzewał łoże?

Nikt ! – biedny Pan Bóg – O mój Panie Boże…

Nie jesteś tym, co wytwarzasz i konsumujesz

21 marca 2013

– Musimy – powiedział wczoraj Franciszek podczas spotkania z przedstawicielami innych religii – utrzymać w świecie łaknienie absolutu, nie pozwalając, by przeważyła jednowymiarowa wizja istoty ludzkiej, zgodnie z którą człowiek sprowadzony jest do tego, co wytwarza i konsumuje. [podkr. moje] Wiemy, ile gwałtów wywołały w historii ostatnich lat próby wyeliminowania Boga i tego, co Boskie, z horyzontu ludzkiego. Mamy potrzebę akcentowania w naszych społeczeństwach przyrodzonego otwarcia na transcendencję, wpisanego w serce człowieka. Odczuwamy w tym bliskość również z tymi mężczyznami i kobietami, którzy, choć nie czują się przynależni do żadnej tradycji religijnej, uznają się za poszukujących prawdy, dobroci i piękna, Boga.

Uznaję się za poszukującą prawdy, dobroci i piękna. Nie wiem kim lub czym jest Bóg – Absolut – Wielki Architekt Wrzechświata. Kto to zresztą wie? Może wierzyć, lecz nie wiedzieć. – Możemy wiele zrobić dla dobra ludzi biednych, cierpiących i dla pokoju – podkreślił papież. Myślę tak samo. Od tych refleksji jednak do stwierdzenia, że masonów można nie ekskomunikować, droga daleka…

Kwarantanna

20 marca 2013

Teraz już oboje jesteśmy chorzy z Adamem: każdy z innym antybiotykiem. Córka Oleńka jest dostawcą wiktuałów, prowadzi gazetę i w dodatku jutro zapisuje naszą wnuczkę Emilkę do pierwszej klasy! Aż wierzyć mi się nie chce, że tak to zleciało. W opowieściach rodzinnych jest prababcia Emilki Zenona (też chora, też z antybiotykiem), która jako sześciolatka sama zapisała się do szkoły w 1941 r.

Stanisław Krajski na tropie papieża

19 marca 2013

Biografię nowego papieża pisze znany tropiciel masonerii Stanisław Krajski. Link do fragmentu tekstu podam. Autor wytropił wiele wątków ekumenicznych w działalności obecnego papieża, a zwłaszcza jego współpracę z Żydami. Panie Krajski, proszę iść dalej tą drogą! http://konserwatyzm.pl/artykul/9711/krajski-co-wiemy-o-kard-bergoglio
Oto fragment tej literatury:
Czy kard. Bergoglio miał pentagram w herbie kardynalskim?

W herbie kardynalskim kard. Bergoglio znajduje się słońce, a na jego tle krzyż z literami IHS, a poniżej trzy gwoździe. W dolnym prawym rogu herbu znajduje się kiść winogron, a w lewem rogu gwiazda pięcioramienna jednym rogiem zwrócona do góry, dokładnie zatem taka sama jak pentagram.

Obecność tej gwiazdy w herbie kardynalskim kard. Bergoglio zaniepokoiło wielu katolików.

W Internecie w komentarza do wielu stron pojawiły się liczne rozważania na te temat internatów. Oto niektóre glosy: „Czy ktoś mógłby wyjaśnić co robi w herbie kard. Bergoglio pięcioramienna gwiazda? Satanizm, bolszewizm czy tylko teologia wyzwolenia.?”; „Też się zastanawiałem nad tą gwiazdą…dziwne co najmniej – dziwaczny herb..aha i co mnie uderzyło jeszcze – powtarzane z jego ust wielokrotnie hasło braterstwo (Fraternite – kojarzy mi się to z masonerią i Rewolucją)”; „A może to Gwiazda Betlejemska?”.
PS Ja przeczytałam, że ta gwiazda to symbol Najświętszej Marii Panny (a nie masońska, bo my też taką mamy :-)), a kiść winogron jest kwiatem nardu.

Pierścień rybaka

19 marca 2013

„Dlaczego nikt nie przewidywał wyboru Jorge Maria Bergoglia? – pyta ks. Adam Boniecki w najnowszym felietonie ddo „Tygodnika Powszechnego”. Jak to nikt? A Francesco Saverio Torrese? Włoski pisarz i adwokat w niedawno wydanej powieści „Pierścień rybaka” przedstawił człowieka, który wybrany na Stolicę Piotrową przyjmuje imię Franciszek i za cel swego pontyfikatu obiera odnalezienie prawdziwego sensu wiary. Ponieważ autor czerpał inspiracje z watykańskich afer, zwłaszcza z „VatiLeaks”, i książka świetnie się wpisuje w dominujący dziś obraz Kościoła, nic dziwnego, że została uznana niemal za proroctwo i studia telewizyjne wyrywały sobie jej autora, by komentował wybór nowego papieża”.
Ciekawe, kiedy przetłumaczą tę książkę. Pierwsza kupię. A z innej beczki: moja choroba ma się w najlepsze. Dziś wróciłam od lekarza z nowym antybiotykiem i perspektywą jego brania do Świąt! 😦 A dobra wiadomość jest taka, że Wolnomularz wydrukowany i już niedługo zacznie się wysyłka 🙂

Idzie wiosna, jest Wolnomularz

17 marca 2013

Właśnie skończyłam ostatnią korektę wiosennego „Wolnomularza Polskiego”. Ostatnie drobiazgi. Ostatni rzut okiem. A i tak pewnie jakaś literówka się skryje. Dzisiaj pismo idzie do drukarni. Nie piszę więcej, bo mi grypa koncept wyjadła. 😦
przesilenie Kliknijcie na „przesilenie”, a zobaczycie 3 strony z najnowszego „Wolnomularza Polskiego”. To na pożegnanie zimy 🙂