Urzędnik na stolcu piotrowym?

Chrystus bez głowyCiekawy komentarz co do wyboru następcy Benedykta XVI dał Jarosław Mikołajewski w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej”. „To nie jest zmiana papieża. To koniec pewnego świata. […] Będzie sprawa – załatwiają wybór. Na sprawę finansową będzie papież finanista. Na sprawę moralną – papież etyk. Skończył się czas, kiedy wśród namiestników Chrystusa szukało się kogoś, kto był do Niego podobny, bez pewności, czy da sobie radę. Nadszedł czas papieża na miarę. Trzeba zwalczyć pedofilię – potrzbny jest papież stanowczy i czysty. Trzeba się otworzyć na świat – potrzeba papieża z Ghany albo z Hondurasu. Nie ma już Chrystusa wśród ludzi. Jest urzędnik, którego udajemy, że wskaże On”. Z ostatnim zdaniem nie zgadzam się do końca. Co to znaczy, że „nie ma już Chrystusa wśród ludzi”. Myślę, że są, i to nie jeden. Cudowni Nauczyciele, Opiekunowie, Uzdrowiciele. Są pewnie na wszystkich kontynentach, wśród wszystkich klas i warstw, wśród mężczyzn i kobiet, biali, czarni, żółci. S Ą – na pewno. Tylko dlaczego szukać ich w Watykanie? Mogą być, ale wcale nie muszą. Po prostu są wśród nas. I takie spojrzenie sprawia, iż rzeczywiście mamy do czynienia z końcem pewnej epoki. Ten koniec nie był jednorazowy. Zaczął sie w dniu śmierci Jana Pawła II – może ostatniego Świętego Papieża – a skończył w dniu abdykacji Benedykta XVI. Nastał czas poszukiwań Ducha, Świętości, Zbawienia na własną rękę, w bezpośrednim kontakcie z Absolutem. Urzędnicy Pana B. mogą w tym oczywiście pomóc, wielu jest takich, ale mogą i przeszkadzać.
PS Tego Chrystusa bez głowy sfotografowałam kilka lat temu. Pochodzi z kapliczki, „rozjechanej” podczas wypadku samochodowego. Na renowację kapliczki zbierałam pieniądze razm z agentami PZU Złota Jesień.

Tagi: , ,

Komentarzy 8 to “Urzędnik na stolcu piotrowym?”

  1. Akesis Says:

    Hm. Komentarz z GW niezbyt mnie przekonuje. Po pierwsze, brzmi mi to dość agresywnie, po drugie – co to właściwie znaczy: „wśród namiestników Chrystusa szukało się kogoś, kto był do Niego podobny, bez pewności, czy da sobie radę”? Nie rozumiem. (Nie piszę tego w celach zaczepnych, żeby się pokłócić. Naprawdę nie rozumiem.) Jeśli papież jest podobny do Chrystusa, to da sobie radę. Mam wrażenie, że Kościół wybierając następcę św. Piotra zawsze szukał i nadal szuka kogoś, kto będzie podobny do Chrystusa i sobie da radę. Nie zapominajmy, że bycie podobnym do Chrystusa nie oznacza tylko bycia dobrym i kochania wszystkich – Chrystus był przywódcą zdolnym pociągnąć za sobą tłumy! A jeśli Kościół dostrzega, że w danym okresie ma problem z jakąś konkretną dziedziną i uznaje, że ktoś z kandydatów poradzi sobie z danym problemem najlepiej – nie rozumiem, co w tym niewłaściwego. Ja nadal wierzę, że Duch Święty pomaga kardynałom dostrzec problem i wskazuje osobę, która jest lepiej przygotowana do poradzenia sobie z nim – a jednocześnie jest podobna do Chrystusa. Nie widzę tu sprzeczności. Oczywiście, jeśli papieża wybrano by tylko po to, by załatwił jakąś sprawę, bez zastanawiania się, czy ogólnie ta osoba się nadaje do pełnienia tej funkcji, byłoby to bardzo źle i mam wrażenie, że to właśnie autor cytowanego artykułu sugeruje. Czy tak jest czy nie jest, nie osądzam, bo nie siedzę w głowach i sercach hierarchów Kościoła i nic nie daje mi prawa do oceniania ich intencji – uważam, że takiego prawa nie ma nikt. Można ocenić efekty, a darzę głębokim szacunkiem i podziwem zarówno Jana Pawła II jak i Benedykta XVI. To są ostatnie wybory Kościoła i uważam, że są to wybory dobre. Nie słyszałam też, żeby ktoś z moich braci i sióstr w Chrystusie miał inne zdanie. Skoro więc Kościół do tej pory (w ostatnich czasach) wybierał dobrze, to skąd ten negatywny ton pana Mikołajewskiego? Oczywiście ludziom spoza Kościoła niekoniecznie musi się wszystko podobać w naszych papieżach i z pewnością są osoby, którym nauczanie Benedykta XVI czy nawet Jana Pawła II nie odpowiada, ale nie ma takiej osoby na świecie, która podobałaby się wszystkim bez wyjątku, a papież przede wszystkim służy Kościołowi. (Nie chcę, żeby to brzmiało jak mało sympatyczny komentarz zrobiony kiedyśtam przez jednego z czytelników, że masonom nic do naszych spraw – uważam, że to dobrze, że masoni – i nie tylko – interesują się tym, co u nas 🙂 ).
    Chrystus jest nadal wśród nas i działa przez różne osoby – zgadzam się z tym, co Pani pisze. „Dlaczego szukać ich w Watykanie?” No cóż. Są ludzie, którzy chcą szukać Świętości i Zbawienia na własną rękę – Pani, jak rozumiem, do nich należy. Są też ludzie, którzy wolą szukać w kościele. My, katolicy, wierzymy, że Chrystus prowadzi nasz Kościół, właśnie przez papieża. Dlatego zależy nam na tym, by nasz przywódca był otwarty na Jego słowa i działanie Ducha Świętego. Chcemy mieć taką a nie inną strukturę, poczucie, że ktoś stoi u steru okrętu, którym płyniemy. To wcale nie oznacza, że nie chcemy dostrzegać działania Boga poza Watykanem! Jak najbardziej wierzymy, że może On działać przez każdego człowieka i staramy się Go usłyszeć nie tylko przez księży. To nie nowość – wielu naszych świętych to zwykli ludzie, „jedni z nas”. Poza tym, to, że ludzie tworzą kościół (jakikolwiek kościół) nie oznacza, że nie szukają Boga na własną rękę. Na jakimś poziomie każdy szuka na własną rękę – Ducha, Świętości i Zbawienia. Żadna organizacja tego za nas nie poszuka. Swój kościół trzeba samemu odnaleźć i świadomie wybrać – jeśli ktoś należy do jakiegoś tylko dlatego, że tak go nauczono w dzieciństwie i nie chce mu się nad tym zastanawiać – to trochę mało. To tak jak z tymi odbiornikami, o których Pani kiedyś napisała – są osoby, które chcą odbierać „na dziko”. I są inne osoby, które myślą, że jak zbiorą się razem, to będzie im łatwiej – ci z lepszymi odbiornikami pomogą tym z gorszymi, a do tego firma pomoże zapewnić regularny serwis. Z drugiej strony, tyle odbiorników obok siebie może powodować zakłócenia, a punkty serwisowe są lepsze i gorsze, zawsze można trafić na kiepski. Każdy sam musi zdecydować, czy to się opłaca czy nie. My, katolicy, uważamy, że tak i patrzymy z nadzieją na naszą centralę 🙂
    Przepraszam za długość wypowiedzi.

  2. Aszera Says:

    Rzeczywiście długie 🙂 ale konstruktywne. Myślę, że takim katolikom jak Pani, i takim masonom jak ja, nie trudno byłoby się dogadać i lubić normalnie. Ja i tak uważam, że TEN KTOŚ (jeśli jest), zna nasze serce i po sercach do Raju wpuszczać będzie. Pewnie jestem pod wpływem sądu Ozyrysa i ważenia serca na szali wraz z piorkiem flaminga. Kto miał to serce lżejsze, szedł gdzie trzeba, kto cięższe (mieć ciężkie, kamienne serce) – nie.
    Pozdrawiam
    PS Czytam Pani wpisy od deski do deski. Zawsze. Kilka będzie nawet w najnowszym wiosennym Wolnomularzu Polskim 🙂 … – wraz z innymi komentarzami.

  3. Asenata Says:

    Cóż ja nie widzę w papieżu żadnego podobieństwa do Chrystusa,który był reformatorem skostniałych struktur religijnych.
    Chrystus nie chciał bogactw TEGO ŚWIATA.

  4. Akesis Says:

    Chrystus – reformatorem skostniałych struktur religijnych? Ciekawa interpretacja… tylko nie wiem, co ma wspólnego z papieżami. Chrystus założył nowy kościół, na którego czele stoi jeden przywódca, będący Jego następcą. Czyżby każdy następca powinien obalać jakieś skostniałe struktury religijne, by stać się podobnym do Mistrza? Domyślam się, że nie o to chodzi.
    A co się tyczy „bogactw TEGO ŚWIATA”, polecam rozważyć Mk 14, 3-9. Oczywiście Chrystus nie gromadził bogactw, szczerze mówiąc nie widzę też, by papież Jan Paweł II czy Benedykt XVI jakoś specjalnie się ich domagali – po prostu Kościół daje im je jako wyraz swojego szacunku. Naturalnie nie jest dobrze, jeśli popada się w tym w przesadę, ale ogólna zasada nie wydaje mi się niczym złym.

  5. Asenata Says:

    Dla mnie papiestwo jest taką skostniałą strukturą religijną.

    Co do przykładu skropienie Jezusa olejkiem to wyraz szacunku,miłości,życzliwości a to nie ma ceny.

  6. Akesis Says:

    Jeśli chodzi o przykład z olejkiem – dokładnie o to mi chodzi 🙂 Tamten gest był wyrazem bezcennego szacunku i miłości – Kościół to samo okazuje swoim przywódcom. Zdaję sobie sprawę, że to kontrowersyjny temat i nie każdemu takie wyjaśnienie odpowiada, ale tak właśnie to widzę.
    Co do papiestwa – skostniała czy nie, ale tę strukturę zapoczątkował Chrystus. Nie oczekiwałabym więc od Jego następcy, że będzie chciał ją zmieniać. Podobnie jak w powyższym przypadku, temat jest szeroki i pewnie wiele można by tu przedstawiać argumentów „za” i „przeciw”, ale dla nas, katolików, taka struktura jest dobra i działa (rozumiem, że nie jest Pani katoliczką).
    Jak najbardziej rozumiem, że można mieć inny punkt widzenia, proszę tylko o trochę tolerancji.

    Zmieniając temat, przepraszam Panią Mirkę, nie odpisałam: dziękuję bardzo za ciepłe słowa. Też uważam, że najważniejsze jest to, co człowiek ma w sercu 🙂 Pozdrawiam.

  7. Asenata Says:

    Co do siebie mogę napisać,że jestem katoliczką-bo apostazji w świetle prawa nie dokonałam.
    I szczerzę napiszę,iż wszystko można mi zarzucić tylko nie to,że jestem nietolerancyjna 😉 a już na pewno jeżeli chodzi o religię.

    Jak mogę scharakteryzować moją wiarę-nie uznaję żadnych pośredników między mną a Mocą Stwórczą

  8. Akesis Says:

    Rozumiem. Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: