Archive for Grudzień 2011

KLI wśród nocnej ciszy…

20 grudnia 2011

Przeczytałam książkę Żydowska mądrość w biznesie Leviego Brackmana i Sama Jaffe. Z podtytułem: Jak odnieść prawdziwy sukces dzięki lekcjom z Tory i innych starożytnych tekstów (Wyd. Helion 2011). Jest w tej fascynującej książce wybitnie duchowy rozdział pt. Dobre myślenie. Cytuję fragment: „Mistycy podkreślali, że konieczne jest sporządzenie kli (naczynia), do którego będziemy mogli łapać padające na nas błogosławieństwa. Boska energia świata, którą nazywamy Bogiem, wysyła nam błogosławieństwa, ilekroć o nie prosimy. Jednak musimy też wykonać naszą część i przygotować naczynie, by móc do niego chwytać dobro, które przyciągnęliśmy. Często ludzie zapominają o tym i pozytywna energia, którą przyciągają, nie jest w stanie wniknąć w ich życie. Zostaje na jego obrzeżach, czekając na coś konkretnego – na kli – przez co będzie mogła się objawić. […] Aby to lepiej zrozumieć, musimy uświadomić sobie, że zewnętrzna powłoka egzystencji to jedynie niewielki wycinek wszystkiego, co istnieje. Według mistyków istnieją poziomy egzystencji, które nie są materialne ani doczesne. Współczesna fizyka to potwierdza. Gdy dojdziemy do możliwie najmniejszych części składowych (części atomu), materia zaczyna się zachowywać jak fale energii. Jednak gdy bierzemy do ręki filiżankę z kawą, nie widzimy fal. Nasze zmysły przekonują nas, że trzymamy kawałek materii, jednak fizyk mógłby nam wyjaśnić, że to jedynie wiązka energii, stanowiąca część większej osnowy złożonej również z energii”.
I tym energetycznym posłaniem kończę, życząc zarazem wszystkim, aby pusty talerz przy wigilijnym stole stał się zarazem prawdziwym kli, czyli naczyniem, do którego złapiemy boskie błogosławieństwo; a o nie znacznie bliżej, gdy się jest wśród nocnej ciszy…

Vaclav Havel o Sądzie Ostatecznym

19 grudnia 2011

„Przez cały czas staram się być przygotowany na Sąd Ostateczny. Na Sąd, przed którym nic nie pozostanie utajone, który wszystko co trzeba oceni. […] Dlaczego mi jednak tak zależy na ostatecznej ocenie? Przecież już mogłoby mi być wszystko jedno. Otóż nie jest mi wszystko jedno, ponieważ jestem przekonany, że moje istnienie – podobnie jak wszystko, cio się kiedykolwiek wydarzyło – rozhuśtało powierzchnie bytu, który po tej mojej fali – choćby nawet była nie wiem jak marginalna, nieznacząca i przemijająca – jest i już na zawsze pozostanie inny niż przed nią”. (Adam Michnik, Jak uderzenie w twarz drzwiami w przeciągu, „Gazeta Wyborcza” z 19 grudnia). I pod tym także podpisuję się obiema rękami.

Krzysztof Zanussi o nauce i religii

19 grudnia 2011

„Fascynuje mnie, jak fyzyka i proponowane przez nią nowe sposoby opisu rzeczywistości zmieniają, ułatwiają rozumienie Biblii. Chodzi mi o teorię światów rownoległych, o wielowymiarowość świata. Ewangeliczne terminy w rodzaju <świętych obcowania> przyjmujemy na co dzień w kluczu emocjonalnym albo literacko-metaforycznym jako piękne przenosnie. Tymczasem fizyka współczesna pozwala traktować te prawdy wiary bardziej dosłownie. Czy to nie fascynujące? W jednej ze swoich pbulicznych wypowiedzi papież Wojtyła zwrócił się do dyrektora watykańskiego obserwatorium astronomicznego z myślą, którą wyciszono, a która zawierała niezwykle ważne wskazanie  na to, że nowe instrumentarium nauki pomoże kiedyś w tworzeniu nowej teologii. Chrześcijaństwo nie musi być powiązane wyłącznie z europejską tradycją filozoficzną Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu – może szukać innych, nowych, odległych uzasadnień. W nowej fizyce, w matematyce”. ( Krzysztof Zanussi, Z nikim mi nie po drodze, „Gazeta Wyborcza” 19 grudnia). Bliskie mi jest takie myślenie.

Trochę smutku, trochę radości

18 grudnia 2011

Smutek z powodu śmierci Waclawa Havla i Andrzeja Romana, starego znajomego dziennikarza sportowego, mój Adam pamięta go jeszcze z czasów Kuriera Polskiego, z lat 60-tych. Był naszym sąsiadem w Zalesiu. O śmierci zawiadomiła nas też zalesiańska sąsiadka Nela. A trochę radości… Wczoraj w trakcie prac loży  jedna z naszych sióstr opowiedziała o pogrzebie prof. Andrzeja Nowickiego, całkowicie świeckim, z odczytywaniem utworów profesora, znawcy i wielbiciela Giordano Bruno i Vaniniego. A to „wesele” stąd, że syn profesora miał sen, przyśnił mu się tata, uśmiechnięty i zadowolony; powiedział, że spotkał „tam” i Bruno, i Vaniniego. „Czy zatem jest Raj dla obrazoburców?” – spytał dzisiaj mój mąż. No i pewnie jest.

A mnie się śniły drabiny, pełno drabin w moim domu, i pokłóciłam się o nie z moim mężem. Dzisiaj na filmie pt. Niebezpieczna metoda (kapitalny!) o życiu Junga i Freuda też ujrzałam drabinę, która posłużyła jednemu zwariowanemu psychologowi do wydostania się na wolność. Pomyślałam też o drabinie Jakuba, przez którą wchodziły i schodziły anioły, a sam Jakub wadził się z Panem Bogiem. Zatem sen z drabinami to sen o możliwościach wzrostu, choć i o kłótniach. A może będzie to wzrost duchowy poprzez kłótnie?

Nasza domowa Szopka

17 grudnia 2011
Wczoraj bawiłam się z Emilką w Szopkę – w przedszkolu mieli występ. Wyniknął problem: czy diabeł moze zjeść aniołka i zaciągnąć go do Piekła? Ja trochę zmanipulowałam i wyszło, że aniołki diabłu, którego rolę grał ulubiony Jaszczur z Rodos, nie smakują („Za dużo brokatu?” – spytała Emilka), więc pożarł: szczura, rekina i krokodyla. Potem jednak pod wpływem Jezusa (mój obrazek na desce) wypuścił wszystkich niewolników z Piekła, bo chciał być dobrym Diabłem. W szopce, zbudowanej ze starego pudełka metalowego był żłobek (pudełeczko z muszelek z otwartym wieczkiem, żeby Jezus się nie udusił) i zwierzęta: karawana wielbłądów z osiołkiem (kupiłam w Betlejem!), szklany zajączek, biedronka z drugu. Matka Boska była przed szopką (figurka rodem z Lourdes), a wokół niej aniołki. „Nie mówi się Emilko stado aniołów, bo stado może być baranów lub kóz, lecz grupa aniołków”). Był problem z daszkiem Szopki, bo nie był szpiczasty, jak w przedszkolu. „Emilko – ja na to – babcia była w Betlejem, tam nie ma żadnego szpiczastego daszku i nie ma szopki, tyulko jaskinia, bo w jaskini czyli inaczej grocie, Jezus się narodził”.
Ot i taka Szopka u nas wczoraj była. Emilka nauczyła się też czarodziejskich słów, które pomagają w życiu: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie”. Dalej nie mogła spamiętać 🙂 Ale początek zrobiony. 
Mirka

Prosty POmysł na kryzys finansowy

16 grudnia 2011

Wymyśliłam dzisiaj rzecz następującą: Skoro Polska w ramach zrzutki na kryzys ma MFW pożyczć  plus minus 10 mld euro, a równocześnie w tymże Funduszu ma otwartą linię kredytową na 30 mld, to niech nic MFW nie daje, tylko zmniejszy sobie do 20 mld tę linię kredytową. W rachunkach się zgodzi, my z tych 30 miliardów i tak nie korzystamy, to także możemy nie korzystać z 20 miliardów. NBP zachowa swoje rezerwy, z których skorzystajmy, gdy będzie trzeba  :-), Ja tak zrobiłam  w przypadku swojej firmy, i się kręci. Nie skorzystałam mianowicie z propozycji banku na taką otwartą linię kredytową, a swoje zapasy w tymże banku potraktowałam jak takąż linię, z której skorzystam, gdyby trzeba było. A na razie nie trzeba. Bank mi płaci, że trzymam w nim swoje rezerwy, a nie ja bankowi za kredyt, z którego mogę nie skorzystać. Dlaczego proste rachunki firm miałyby nie działać na skalę państw? Czy to jest inna ekonomia?

Konsternacja alkoholowa

15 grudnia 2011

Jak co roku przed Świętami Bożego Narodzenia otrzymuję jako redaktor naczelna prezenty. Ten rok jest jakiś szczególny. Przynoszą mi flaszkę za flaszką (eleganckie rzecz jasna butelki, wina głównie). Dla mnie, zadeklarowanej abstynentki od lat z górą dziewięciu, to powód do konsternacji permanentnej. Będę – jak co roku – rozdawać przed Świętami. Niech inni piją i się cieszą 🙂 Oby nie do czasu…

Dzieckodziadek z dzieckobabą

14 grudnia 2011

Dzieckodziadek z Dzieckobabą

bawili się leśną żabą

a kiedy się nabawili,

to kubek rosy wypili.

Potem zjedli pyłek z kwiatka

babka z dziadkiem, z dziadkiem babka.

No i koniec jest wierszyka,

jego morał nam nie znika:

W każdym wieku dziatki drogie,

można do dzieciństwa dobiec

i przytulić się do płatka…

Z babką dziadek, z dziadkiem babka.

 

Choinka z róży

13 grudnia 2011

Co za piękny dzień.  Mój zięć Piotr otrzymał od Rady Wydziału Pedagogiki UW tytuł doktora. Jednogłośnie. A my z jego córką, czyli moją wnuczką robiłyśmy świąteczne ozdoby. Zrobiłam błyszczące gwiazdki, komety i motylki, był Mikołaj i bałwanek. Jedna mi się nie udała. Szopka. – To może Emilko powiesimy ją z tyłu choinki – zaproponowałam. – Babciu – odparła z powagą. – Nie chcę jej widzieć ani z przodu, ani z tyłu. W ogóle nie chcę jej widzieć na choince. Ot, mam bardzo zdecydowaną wnuczkę. Na zakończenie, żal było te piękne ozdóbki (poza szopką 🙂 schować do pudełka. Wymyśliłam! Powiesiłyśmy je na róży. I stoi nam w kuchni na stole obwieszona ozdobami świątecznymi herbaciana róża, którą dostałam od pewnego masona, która przyszedł do nas z wizytą. Emilka w związku z tym poznała dzisiaj słowo: oryginalne. Tak, piękny był dzisiaj dzień.

Mirka z lusterka

13 grudnia 2011
 Mirka z lusterka wciąż na mnie zerka,
i się zachwyca…
To czarownica! to Baba Jaga,
że przy niej znika mózg   i rozwaga.
Kiedy mnie ona zbytnio podnieca,
wsadzę ją razem z lustrem do pieca.
Wtedy babisko wzleci kominem,
choć bez tej Jagi sczeznę i zginę!!!