Przy okazji sprawy ks. Boniewskiego wyłożyłam swoje masońskie credo jednemu ze znajomych:”Ja na przykład mam krzyż w domu, przywieziony z Betlejem (ty masz taki sam, tylko mniejszy). Nie chcę go gubić, ani zakopywać, ani wyrzucać, uważam tylko, że państwo jest dobrem wszystkich obywateli, wierzących i niewierzących, także tych, którzy mają za swój najważniejszy symbol półksiężyc czy gwiazdę, innym wystarcza orzeł w koronie. Nie wszyscy są chrześcijanami, i nie dla wszystkich krzyż jest wszystkim, a żyjemy wspólnie, w jednym państwie, w jednej Europie, na jednej ziemskiej kuli, na której chrześcijanie są już w mniejszości. I gdyby powstał światowy parlament, to co by w nim wisiało? Może właśnie wszystkie symbole, wszystkich religii, ale byłoby miejsce dla tych, co żyją uczciwie i po ludzku, nie będąc osobami religijnymi. I rozumiem tych, dla których krzyż jest także symbolem opresji, wojen religijnych, inwizycji, stosów czarownic, eksterminacji indian. I nasz papież Jan Paweł II za to przepraszał, że tyle zbrodni w imię krzyża popełniono w historii. Więc pamiętając, jak Ty, że krzyż zdejmowali faszyści i komuniści, walili nim także na odlewi bardzo pobożni chrześcijanie”…
Tagi: ks. Adam Boniecki
Skomentuj